Ładowanie


Artykuł prasowy: W skórze wilka i w puszczy
Życie Warszawy, 25.06.2007 r.



CYTAT. Fragment artykułu – Jolanta Gajda-Zadworna: W skórze wilka i w puszczy. Źródło: Życie Warszawy, 25.06.2007 r.

CYTAT. C. d. artykułu - Jolanta Gajda-Zadworna: W skórze wilka i w puszczy. Źródło: Życie Warszawy, 25.06.2007 r.

 

 

Od siedmiu lat w ostępach Puszczy Białowieskiej powstaje cykl przyrodniczy, jakiego jeszcze nie było

W skórze wilka i puszczy

Mogliby być bohaterami naszego cyklu „Poszukiwany, poszukiwana”. Niełatwo do nich dotrzeć, a jeżeli jakimś cudem to się uda, niechętnie mówią o projekcie, który realizują od siedmiu lat. To seria Saga prastarej puszczy, której początek być może zobaczymy jeszcze w tym roku.

 

– To gorący czas. Ostatnia już wiosna. Ostatnie narodziny. Musimy skoncentrować wszystkie siły – mówili Bożena i Jan Walencikowie, kiedy po wielu próbach udało nam się w kwietniu nakłonić ich do pierwszej rozmowy. – Nie możemy sobie pozwolić teraz na odpoczynek.

Ich praca nad niecodzienną serią przyrodniczą właśnie finiszuje. Zamykane są kolejne wątki niezbędne do zakończenia kilku odcinków. Wiele zdarzeń dzieje się równolegle, jak to bywa w życiu. I w naturze, która nie poddaje się łatwo reżyserowaniu. Można jedynie – jak to robią Walencikowie – wspomóc sytuacje rozgrywające się przed kamerą, przygotować grunt do podpatrzenia rzeczy dla ludzkiego oka niedostępnych.

W serii filmów zobaczymy z bardzo bliska życie przedstawicieli dziesięciu gatunków. Zwierząt potężnych – jak żubr, ale i malutkich – jak mrówka czy żuk. Pozornie znanych – jak wilk, dzik, bóbr czy nornica, i kryjących się w gęstwinie – jak sóweczka czy ryś. Od tradycyjnych filmów przyrodniczych Sagę... ma odróżniać niemal wszystko. Podejście do miejsca, w którym rozgrywa się akcja, sposób pokazania zwierzęcych bohaterów i forma realizacji.

– Ani dokumenty, ani fabularyzowane, tylko filmy fabularne – podkreślają autorzy.

Zwierzęcy bohaterowie przedstawiani są tak, by widz mógł wejść w ich skórę. Tłem zdarzeń jest jeden z największych polskich atutów – zachwycająca, unikatowa Puszcza Białowieska.

Niema jak stado

Jak niecodziennym projektem jest Saga... świadczy wielkie zainteresowanie zagranicznych odbiorców. Od ubiegłego roku, kiedy to na międzynarodowych targach produkcji telewizyjnych pojawił się zwiastun, a potem pierwszy odcinek Sagi... zatytułowany Opowieść o wilku: nie ma jak stado, stacje z różnych stron świata deklarują chęć zakupu. Niektóre – choć seria wciąż jest w realizacji – już płacą za całość. Na towarzyszących festiwalowi w Cannes targach Sagę... kupiła niemiecka publiczna telewizja. Mimo że zakończone są tylko trzy odcinki z jedenastu planowanych. Walencikowie nie odczuwają skutków imponującego międzynarodowego zainteresowania. TVP nie informuje ich o kolejnych kontraktach. Zresztą rzadko ktoś z Woronicza dzwoni, nie wspominając o dodatkowym wsparciu finansowym. Może dlatego tak niechętnie reagują na media. Wiedzą, że czas ich goni, a mogą właściwie liczyć tylko na siebie. Nie chcą zmarnować siedmiu lat pracy, a także wielu wcześniejszych, kiedy z pasją obserwowali białowieską przyrodę. Muszą do końca roku zapiąć na ostatni guzik dziesięć odcinków Sagi... Publiczne prezentacje pierwszych części planowane są na jesień. Być może już w końcu grudnia TVP 1 zacznie ich emisję.

Pierwotne tętno

– W Puszczy Białowieskiej pracujemy od 14 lat. Wtedy zaczęliśmy realizować serię Tętno pierwotnej puszczy – mówi Jan Walencik. Wcześniej z żoną Bożeną kręcił filmy przyrodnicze w różnych częściach Polski i Europy. Jednak Białowieża okazała się dla nich miejscem docelowym. Przez dziewięć lat pomieszkiwali w domu by ostatecznie, w końcu lat 90., kiedy narodził się pomysł na Sagę pierwotnej puszczy, podjąć decyzję: zostajemy tu na stałe.

– W nową erę wkroczyliśmy z nowym miejscem na życie i nowym filmowym pomysłem – stwierdzają.

Opierając się na wieloletnich doświadczeniach i przyrodniczej wiedzy Walencikowie opracowali precyzyjne scenariusze kolejnych części serii, ale i tak szczegóły doszlifowała natura, której nie sposób przewidzieć. W każdym odcinku akcja prowadzona jest jak w dramacie teatralnym – ze wstępem, rozwinięciem i rozwiązaniem. Z suspensami i kulminacjami. Obraz uzupełnia refleksyjna narracja. Początkowo Saga... miała opowiadać także o roślinach. Z czasem ograniczyła się jedynie do zwierząt.

Kamera na waderę

Kiedy projekt Sagi… był przemyślany, Walencikowie z dala od udeptanych białowieskich szlaków założyli hodowlę różnych gatunków. Zaczęło się od wilków. – Nie byliśmy w stanie podpatrywać zwierząt w naturalnej norze podczas narodzin. Prędzej wadera (samica wilka – przyp. red.) przeniosłaby małe do nowego schroniska – mówią realizatorzy. – A rysia w naturalnych warunkach można zarejestrować tylko jak przemyka przez leśną trybę czy pożywia się ofiarą, ale niech tylko wyczuje człowieka, już go nie ma... – komentuje Walencik.

Przyjęło się uważać, że film przyrodniczy powinno się realizować w naturalnych warunkach. Filmowiec siedzi w ukryciu, śledzi, co dzieje się wokół i rejestruje to. Walencikowie, którzy wiele sezonów spędzili na obserwowaniu natury z kamerą, uważają, że taka formuła to przeżytek. Choć zdarzają się i ciekawe filmy tworzone w ten sposób, to dla Walencików liczy się odkrywanie nowych możliwości.

– Wypominają nam niektórzy, że filmujemy tzw. swojaczki. Mogę dyskutować z takimi ludźmi, co jest trudniejsze: czy podchodzenie wilka w lesie, czy unikanie podczas hodowli wszystkich zachowań, które mogłyby go uzależnić od człowieka – dowodzi filmowiec. Tu raczej chodzi o coś innego: jak zajrzeć takiemu wilkowi czy rysiowi w duszę? Czy w tak zwanej wolnej przyrodzie, przy dużym szczęściu, z kilkudziesięciu metrów, czy może w kontakcie bezpośrednim twarzą w twarz? – pyta Walencik.

Najbardziej absorbującymi w hodowli okazały się wilki. Walencikowie do dziś ze wzruszeniem wspominają narodziny sześciu. – To, że przyszły na świat przed kamerą, było swoistym szaleństwem – wspominają. I wielkim przywilejem. Do tej pory zdarzyło się raptem kilka przypadków filmowania narodzin wilków w norze.

W ostatnim odcinku Sagi... oraz książce, która ma towarzyszyć serii, pokazane zostanie m.in., jak można hodować dzikie zwierzęta, by pozostały sobą. – Dbamy o to, by członkowie naszej rodziny, a tak traktujemy zwierzęta, które nam towarzyszyły, nie poszły byle gdzie. By trafiały w dobrze sprawdzone miejsca – zapewniają. – I kiedy tylko czas pozwala, odwiedzamy je...

Co zaprząta rysia?

Każdy z dziesięciu 52-minutowych, tworzonych z benedyktyńskim zacięciem odcinków ma postać wiodącą – wilka, mrówkę, dzika, rysia...

– Od lat nurtuje mnie pytanie, jak to jest być dzikim zwierzęciem. Chciałem wczuć się w jego świat, zobaczyć i pokazać, co jest dla niego ważne, czym sobie zaprząta głowę a czym nie, czym żyje.

Pomysł na formułę serii wziął się – jak mówią Walencikowie – z niezgody na propozycje kanałów przyrodniczych: National Geographic, Animal Planet, Discovery, ale i ofertę TVP. Małżeństwo miało dość filmów robionych według stałej receptury: – Szczypta zwierzęcia, odrobina rośliny, przyprawa filmowa i już mamy danie sprzedawane jako film przyrodniczy. A w przyprawie filmowej można przypomnieć o efektach specjalnych. – Nam z tym nie po drodze – podkreślają. Ale najmniej odpowiada im dość powszechna niestety, pozycja autorów wszechwiedzących. Uważają, że do opisywania natury potrzeba więcej pokory. I refleksji. Ale także nowych filmowych środków.

– Przez lata wierzyliśmy, że realizujemy filmy dokumentalne, przyrodnicze. Po części pewnie tak było, ale gotów jestem wykazać u prawie wszystkich twórców filmów przyrodniczych istotne, by nie powiedzieć potężne fragmenty inscenizacji – podkreśla Walencik.

Na temat wprowadzania przed kamerę oswojonych zwierząt filmowcy mają też własne zdanie: – Nie do końca wiadomo, kto kogo w takim przypadku oswaja: czy człowiek zwierzęta, czy zwierzęta człowieka. Z ich rozległych doświadczeń wynika, że zwierzęta wciąż pozostają sobą, człowiek raczej wykorzystuje pewne ich nieskrępowane zachowania.

Na wyciągnięcie ręki

Twórcy Sagi prastarej puszczy dalecy są od tworzenia w swojej serii metafory obecnej w głośnych francuskich filmach Mikrokosmos i Makrokosmos. Nie chcą też w żaden tani sposób uczłowieczać bohaterów. Fabularne produkcje w stylu disnejowskiej opowieści Lassie wróć ich nie interesują. Przyroda nie może być na usługach fabuły. – Bardziej chodzi nam o zauważenie, że obok, dosłownie na wyciągnięcie ręki, jest tyle różnych sposobów pojmowania świata i przeżywania go, że aż dziwne, iż do tej pory nie wchodziliśmy w to głębiej – podsumowują.

Sagę prastarej puszczy nieprzypadkowo rozpoczęli od opowieści o wilku – symbolu wolności. Jeśli wszystko ułoży się pomyślnie, zakończą ją odcinkiem o rysiu, którego nazywają kwintesencją puszczańskiej dzikości.

JOLANTA GAJDA-ZADWORNA

jgajda@zw.com.pl