Ładowanie


Felieton prasowy: Jan Walencik „Swojaczki”
Las Polski, 30.10.2007 r.



CYTAT. Felieton – Wojciech Sobociński: Jan Walencik „Swojaczki”. Źródło: Las Polski, 30.10.2007 r.

 

 

Jan Walencik

„Swojaczki”

Współczesna fotografia i film przyrodniczy nie ograniczają się wyłącznie do siedzenia w ukryciach i podchodzenia zwierząt. Zresztą stwierdzenie, że dawniej fotografowanie zwierząt ograniczało się wyłącznie do wymienionych spraw, również byłoby dużym uproszczeniem. Dzisiejszy odbiorca staje się bardziej wymagający i często prócz ładnego zdjęcia wymaga od twórcy całej opowieści o bohaterze. A tej praktycznie nie da się opowiedzieć bez dostępu do zwierząt oswojonych z widokiem człowieka. Nasz dzisiejszy gość – filmowiec i fotograf Jan Walencik – z takimi zwierzętami obcuje na co dzień, choć jak sam twierdzi, mówienie o nich, że są oswojone, nie do końca jest trafne. Przez wiele długich lat hodowli najróżniejszych zwierząt mamy coraz więcej wątpliwości, m. in. takich, kto z kim się oswaja? Czy to aby my – ludzie – nie za dużo sobie wyobrażamy o naszych współtowarzyszach i czy nasza interpretacja faktów z ich życia jest trafna. Jan Walencik należy do osób, które otwarcie przyznają, że pracują ze zwierzętami hodowlanymi, zwanych przez przekornych, swojaczkami. A trzeba przyznać, że niewielu fotografów ma odwagę mówić o tym wprost.

Czemu ma jednak służyć hodowanie zwierząt i wprowadzanie ich przed obiektyw.Jeśli bohaterom zdjęć chce się zajrzeć głęboko w oczy, żeby nie powiedzieć w serce, trzeba je przed kamerą mieć. Oczywiście hodowanie zwierząt powinno służyć jakiemuś zamysłowi. W naszym przypadku jest to, trwająca już kilka lat, produkcja dużej serii filmów i książek przyrodniczych. Jeśli chcemy pokazać sceny macierzyństwa rysi czy wilków, to nie możemy liczyć na zdjęcia wyłącznie dzikich zwierząt. Zresztą pokazując sceny z życia mrówek w mrowisku, też musimy zrobić je częściowo w hodowli.

Dla lepszego zrozumienia idei, którą kieruje się małżeństwo Walencików, warto dodać, że dla nich w zdjęciach przyrodniczych liczy się przede wszystkim to, co one pokazują, a nie jak lub gdzie zostały zrobione. Oczywiście bez przesady – na przykład w naszej najnowszej produkcji zwierzęta giną, bo taki jest scenariusz serialu. Ale wszystko jest zagrane, a z ciał leje się sztuczna krew. Naszą rolą było zrobienie tego w taki sposób, by widz uwierzył w te śmierci. W rzeczywistości zwierzętom, które hodowaliśmy dla potrzeb zdjęć, nie stała się krzywda.

Wydaje się, że w filmie czy fotografii przyrodniczej ścisłe trzymanie się wytyczonych założeń, a do tego realizowanie ich przez długie lata, jest praktycznie niemożliwe. Raz zawiedzie pogoda, kiedy indziej nie dopiszą zwierzęta. Jednak Bożena i Jan Walencikowie, min. dzięki żmudnej i pracochłonnej hodowli zwierząt, realizują plany, które ułożyli przed siedmiu, a nawet więcej laty. – Pewnie, że mam wielką ochotę pochodzić z kamerą po puszczy „za ogonem żubra”, a nie oglądać i kręcić te zwierzęta w zagrodach. Ale z drugiej strony dzięki hodowli mam zaszczyt znajdować się w gronie kilku, no może kilkunastu osób na świecie, które widziały i filmowały poród wilka. Norę, w której to wszystko się działo odtworzyliśmy bardzo pieczołowicie, na podstawie wielu zdjęć oraz obserwacji terenowych innych nor wilczych. Dzięki temu będziemy mogli obejrzeć tę niedostępna zwykłym śmiertelnikom sytuację również my.

Hodowla zwierząt to szalona odpowiedzialność i trzeba pamiętać, że trzymając zwierzęta musimy stworzyć im warunki w możliwie dużym stopniu przypominające naturalne – mówi nasz gość. – A więc jeśli np. mamy drapieżniki, musimy zapewnić im do jedzenia mięso. I nie ma co ukrywać, że człowiek dla dobra takiego zwierzęcia musi uśmiercać inne zwierzęta. Wilka czekoladą nie nakarmimy. Zapewne u wielu osób zrodzi się w tym momencie pytanie: A co z etyką? Czy hodowanie zwierząt, by je potem filmować czy fotografować jest zachowaniem etycznym? – Właściwie rzecz można ująć jednym słowem – odpowiedzialność. Jeśli zachowujemy się wobec zwierząt odpowiedzialnie, to niby dlaczego nie mamy ich hodować i fotografować. Powiem jeszcze coś. Otóż często obracamy się w świecie hipokryzji. Wielu, nawet uznanych fotografików czy filmowców, oficjalnie twierdzi, że fotografowanie ,,swojaków” jest naganne, że to faux-pas. Ale we własnej pracy nie stosują tej reguły. Mało tego, na świecie, w Polsce zresztą też, powstają kodeksy etyczne, które uznają, że np. bezkręgowce można przenosić do studia, a ssaków już nie. Dlaczego właśnie tak? Przecież istnieją dziesiątki sposobów, by stymulować przyrodę bez przenoszenia jej do studia, a które mogą mieć poważne negatywne skutki dla zwierzęcia. Dlatego najważniejsza jest odpowiedzialność.

Ale nie tylko precyzyjny zamysł i chęć wiernego pokazania przyrody są istotne przy hodowaniu zwierząt. Odpowiedzialność za nie wiąże się również z możliwością stworzenia zwierzętom odpowiednich warunków, zapewnienia właściwej opieki (z weterynaryjną włącznie), spokoju, transportu itd. Wszystko to wymaga olbrzymiego nakładu pracy, umiejętności i funduszy. Poza tym nic takiego nie może odbywać się bez specjalnego zezwolenia Ministerstwa Środowiska. – W ciągu ostatnich lat mieliśmy tysiące zwierząt, oczywiście hodowanych z odpowiednimi zgodami. Tysiące, bo najwięcej było mrówek – śmieje się pan Jan – ale opiekowaliśmy się również kilkunastoma wilkami, rysiami, borsukami, jenotami, bobrami, wieloma ptakami i drobnymi ssakami. W sumie zebrałoby się dobre kilkadziesiąt gatunków. Co z tego wynikło? Mam nadzieję, że już niedługo wszyscy będą mogli się o tym przekonać oglądając naszą najnowszą produkcję pt. Saga prastarej puszczy.

WOJCIECH SOBOCIŃSKI

 CYTAT. Tekst z Lasu Polskiego,  30.10.2007 r.