Ładowanie


Felietony prasowe: Nowe filmy Walencików. Jak w kapitaliźmie rozkwitł talent Walencików
Gazeta Telewizyjna, 05-12.03.1999 r.


CYTAT. Felieton – Adam Wajrak: Nowe filmy Walencików. Jak w kapitaliźmie rozkwitł talent Walencików. Źródło: Gazeta Telewizyjna, 05-12.03.1999 r.

 

 

Nowe filmy Walencików

1 TVP NIEDZIELA 15:35 I CZWARTEK 13:15

cykl:       Zwierzęta świata
serial:     Żyjąca Europa
odcinki: Ostatnie pierwotne lasy (cz. I i II)
               Wody śródlądowe (cz. I i II)
autorzy: Bożena i Jan Walencikowie

Byłem przekonany, że Walencikom będzie już bardzo trudno zrobić coś choćby troszeczkę lepszego niż Tętno pierwotnej puszczy. No bo jak ktoś się wdrapie na wyżyny, to na ogół spada w dół. A tymczasem wcale nie. Zrobiona przez Jana i Bożenę Walencików część cyklu Żyjąca Europa to bardzo dobre filmy przyrodnicze.

W odcinku o ostatnich lasach pierwotnych Europy, o dziwo, Walencik wcale nie pokazuje zwierząt specjalnych, jakiś superrzadkich. Jego bohaterami są m.in.: łasica, jastrząb, kowalik, strzyżyk, koszatka, popielica, czyli te stworzonka, których pełno w lesie. Kiedy Walencikowie filmują tajgę, to też pokazują zwykłych mieszkańców – rysia, renifery, zająca bielaka i polatuchy, czyli latające wiewiórki. Ich niezwykłość nie polega na rzadkim występowaniu w przyrodzie, ale na sposobie, w jaki zostały sfilmowane. Widziałem dużo filmów przyrodniczych. a zupełnie zatkała mnie scena ze smużką (taką małą myszką) chodzącą po drzewach. Niby nic, bo scen ze zwierzętami łażącymi po drzewach w różnych dokumentach pełno, ale ujęcia Walencików są tak ciepłe i pełne zaciekawienia tą niepozorną istotą, że smużka przykuwa wzrok.

Absolutnym arcydziełem jest scena polowania: łasica poluje na jakiegoś gryzonia, w chwilę później zmienia się z myśliwego w ofiarę i musi uciekać przed jastrzębiem. W filmie się jej nie udaje. Zostaje zjedzona. Kiedy zobaczyłem, jak ginie, zrobiło mi się cholernie smutno, bo łasica była pokazana tak, że chciało się ją pogłaskać. Ale zaraz się pocieszyłem, bo autorzy powiedzieli mi coś, co poprawi też samopoczucie wielu widzom: łasica grająca w filmie, podobnie jak zając bielak zabity przez rysia w tajdze, wcale nie zginęły.

Wszyscy zastanawiają się, jak to się stało? Na razie nie wyjawię tego sekretu. Napiszę o tym niedługo w Magazynie Gazety. Powiem tylko, że we wszystkich filmach Walencików, w których – jak to w przyrodzie – jest masę zabijania, specjalnie dla filmu nie ginie żadne zwierzę.

Jednocześnie Walencikowie nie oszukują – pokazując prawa przyrody, wszyscy filmowcy kreują część sytuacji. Czasem da się podpatrzyć kamerą jastrzębia zabijającego ofiarę, czasem można długo czatować i nic się nie zdarza. Ale jeśli jastrząb dostrzeże łatwą zdobycz (np. zwierzę wcześniej zabite przez samochód), można filmować do woli. Reszta to znakomity montaż. To jest wielkie, a jednocześnie bardzo trudne do zrobienia.

W odcinku o lasach możemy zobaczyć tajgę skandynawską, Puszczę Białowieską oraz New Forest w Anglii. To zestawienie jest bardzo wyraziste. Tajga jest jakoś tak lodowato uboga, puszcza – bogata, wręcz kipiąca od bogactwa. No i jest New Forest, który był kiedyś terenem łowieckim angielskich królów. Dziwny twór, w którym prócz buków rosną egzotyczne rododendrony, w którym największym zwierzakiem jest domowy koń. A jednocześnie wiem – i to widać z filmu – Anglicy chronią, jak mogą, ten kawałeczek dziwnego lasu i są z niego niemożliwie dumni.

Każdy polski widz powinien po filmie Walencików uświadomić sobie od razu, czym jest Puszcza Białowieska. Z tego porównania w filmie widać jak na dłoni, że mamy coś, czego nie ma Europa.

Jeżeli film o lasach jest bardzo dobry, to naprawdę świetny jest odcinek o wodach. Niesamowicie sfilmowane kochające się raki, których uprawianie miłości zaczynające się walką, a kończące się porzuceniem wycieńczonej samicy, przypomina raczej gwałt. Zaskrońce rybołowy siłujące się w delcie Dunaju z rybą. Albo zwierzak tak dziwny jakby z kosmosu, czyli ślepiec jaskiniowy, bezoki płaz żyjący w wodach jaskiń i potrafiący nie jeść przez parę lat. l w tym odcinku Walencikowie zaskakują niezwykłym filmowaniem zwierząt zwykłych. No bo czy myśleli Państwo, że można jakoś inaczej pokazać naszego boćka? Wydawało się, że wszystko o tym ptaku już jest zrobione. Okazuje się, że nie jest – Walencikowie pokazują nie tyle bociana mieszkającego na stodole, co raczej świat z jego perspektywy – konie, krowy i drób oraz oczywiście ludzi łażących pod gniazdem.

Podobne jak i w odcinku o lesie, w którym ludzie zbierali grzyby, chrust oraz wycinali drzewa. Walencikowie pokazują, jak ludzie korzystają z wód. Widzimy nienaturalne stawy pełne karpi i wybieranie torfu, który tworzył się setki lat. Widzimy też, jak korzystają z tego zwierzęta. Jak wydra podbiera karpia i jak zjada go bielik.

Nic już więcej nie napiszę, bo to trzeba zobaczyć. Z filmów zrobionych przez Walencików widać jak na dłoni, że Europa, którą uważamy za najbardziej zniszczony i ucywilizowany z kontynentów, jeszcze gdzieniegdzie jest dzika i żyjąca.

Adam Wajrak



Jan Walencik, rocznik 1955, ukończył pedagogikę na UMCS w Lublinie, jego żona Bożena (ur. 1956) Studium Fotografii i Filmu w Warszawie. Oboje więc przyrodnikami zostali z zamiłowania, a nie z wykształcenia. Pracują dla telewizji od 1983 roku (on jako scenarzysta, reżyser filmów przyrodniczych i operator, ona – scenarzysta, reżyser i dźwiękowiec).

Do tej pory za największe ich osiągnięcie uważano zrealizowane w łatach 1992-95 czterogodzinne Tętno pierwotnej puszczy. Cztery odcinki Żyjącej Europy to pierwszy cykl zagraniczny, do którego współrealizacji ich zaproszono.

Do niedawna mieszkali w Mordach pod Siedlcami, teraz stawiają dom w Białowieży – kupili ziemię przy ul. Żubrowej (ulica powstała specjalnie dla nich, nikt inny się tam nie buduje). Mają syna Macieja (21 lat).



Jak w kapitalizmie rozkwitł talent Walencików

Z trudem przypominam sobie jakieś filmy, które Bożena i Jan Walencikowie zrobili przed 1989 rokiem. Dostali za nie całą masę różnych nagród, ale były one takie jak cała masa ówczesnych polskich filmów przyrodniczych. Nuda. Nudne zdjęcia, nudna opowieść czytana przez nudnego lektora. l – co tu dużo gadać – nawet się nie spodziewałem, że w naszym kraju może powstać coś, co dałoby się oglądać. Jeżeli w telewizorze było coś ciekawego i przyrodniczego, to było brytyjskie albo amerykańskie.

Po 1989 roku o Walencikach zrobiło się cicho. Coś tam sobie dłubali, coś tam sobie kręcili. Co – nikt nie wiedział. Aż tu nagle TVP pokazała Tętno pierwotnej puszczy, film, który skończył nudę. Walencikowie nakręcili znakomity film przyrodniczy. Znakomity.

Do powstania takich filmów muszą być jednak spełnione pewne warunki. – Dajcie nam możliwości i my zrobimy – mówi Bożena Walencik.

Nie chodzi tylko o pieniądze, które są bardzo potrzebne do robienia filmów przyrodniczych.  Chodzi też o całą masę śrubek, pręcików, soczewek itp., których kiedyś nie sposób było dostać, a teraz są. Jan Walencik potrafi z nich zmontować statywy, podnośniki, obiektywy, ukrycia. Wszystko, nad czym na Zachodzie męczą się potężne ekipy, on robi właściwie sam. Jeżeli czegoś nie ma, to on to wymyśla. Efekty tej pracy widać na ekranie.

Walencik poza tym ma całą masę niesamowitych pomysłów na budowanie dramaturgii filmu. Ot, chociażby żubry, które w Tętnie pierwotnej puszczy uciekają, kiedy na ziemię wali się drzewo. Coś, co mogło się zdarzyć, ale szansa sfilmowania tego jest bliska zera. Jak to się Walencikowi udało?

Otóż on potrafi sobie tylko znanymi sposobami zmusić do zagrania zupełnie dzikie zwierzęta. l zwierzęta robią to, co Walencik chce. To oznacza, że czuje zwierzaki jak nikt.


CYTAT. Teksty zGazety Telewizyjnej,  05–12.03.1999 r.