Ładowanie


NASZA PUSZCZA

 

– Wiedziałem, że ktoś nas rozliczy za to…, czułem to przez lata całe, że ktoś nas zapyta wreszcie: ale przecież wy eksploatujecie tę Puszczę; jak jej płacicie?, czym jej płacicie?

– Ale Jasiu, do Puszczy może przyjść każdy, a my Ją popularyzujemy i to jest bardzo ważne. Jednocześnie przez tę popularyzację chronimy Ją, pokazujemy rzeczy piękne, mówimy o Niej jak o Świętym Miejscu, gdyż samym obrazem pokazujemy, że to jest miejsce wyjątkowe bezwzględnie. Ludzie ten czar, tę tajemnicę Puszczy, widzą w naszych filmach, więc myślę, że to już jest ten pierwszy stopień wtajemniczenia…

– Że spłacamy Jej daninę?

– Tak. Tak myślę.

Bożena i Jan Walencikowie
(fragment felietonu video z Culture.pl)

 

A000813. Białowieski Park Narodowy: ols. © Jan Walencik 2017.

 

 

 

Dlaczego ośmielamy się mówić o Puszczy Białowieskiej Nasza Puszcza? Bynajmniej, nie z braku pokory… Bo jest dla nas bez wątpienia miejscem najpierwszym. Bo z Nią związane są i nasze życie i nasze serca. Bo to nasze – ludzi z tej części świata – historyczne gniazdo. Ale też dlatego, że jesteśmy gotowi stawać w Jej obronie (niekoniecznie krzycząc) i przysparzać Jej Przyjaciół.

Wpadaliśmy po uszy w tej naszej atencji Puszczą. Pierwszy poważny raz – realizując pięcioczęściowy serial Tętno pierwotnej puszczy. W jego końcówce mówiliśmy słowa, które dziś, po ponad dwudziestu latach niemal nicnierobienia polskich władz, wciąż brzmią jak wołanie na puszczy.

Na naszych oczach okaleczana Puszcza Białowieska przepada, ginie. W pośpiechu wycinane są ostatnie naturalne mateczniki. Za chwilę będzie za późno na ratunek! Rozsądna odpowiedź na pytanie co dalej? jest jedna: cała Puszcza, niezależnie od tego, że w 1944 roku przedzielono Ją granicą, musi zostać parkiem narodowym i to parkiem o charakterze transgranicznego Rezerwatu Biosfery. (…) Puszcza Białowieska, położona na styku kultur różnych narodów, jest wielkim dziedzictwem całej Europy. Jesteśmy spadkobiercami tej spuścizny, podobnie jak uważamy się za dziedziców pomników starożytnej Grecji i Rzymu. To są nasze korzenie, to są także Twoje korzenie. Tak wyglądało pragniazdo naszych wspólnych przodków. Jest 3 lipca 1995 roku. Pytanie co dalej? wciąż pozostaje bez odpowiedzi…

Trochę nam się wtedy za to Tętno... dostało, ale – za namową Wieszcza – postanowiliśmy robić swoje. Podkręciliśmy płomień i przez prawie dziesięć lat tworzyliśmy dziesięcioczęściowy serial – Sagę prastarej puszczy. A wielka sprawa Jej ochrony, z wolna zyskiwała nowych sojuszników i małe zielone światełko u najwyższych władz. My tymczasem przekonywaliśmy na własną rękę, że Polacy, że świat, nie rozumieją i nie doceniają tego, co mamy. Że gdy wreszcie oczy wielu ludzi się otworzą – będzie już za późno. Że Puszcza powinna przetrwać dla przyszłych pokoleń, ale dla pokoleń lasu, a nie ludzi. Bo człowiek jest zbyt butny w przekonaniu, że coś powinno przetrwać tylko dla niego i jego dzieci, a nie dla samego trwania przyrodzonego porządku Planety.

I kiedy wydawało się, że wszyscy dorośli do najważniejszych i dobrych dla Puszczy Białowieskiej decyzji, nadeszła gradacja kornika, a w ślad za nią klęska świerków i… tryumf czyniących sobie ziemię poddaną. Dzisiaj, w 2017 roku, Puszcza Białowieska przechodzi czas próby. A właściwie, bardziej jest to czas próby ludzi. Nas wszystkich – Obywateli Planety.  Czarna wizja, która nie była do pomyślenia stała się faktem. Miłosierny cios przyszedł z nigdy niespodziewanej strony…

Kto obcuje z Naturą, pilnie Ją obserwuje, wie, że Ona nie jest stałością. Że życie, by trwało, musi podlegać przemianom. Wszystko płynie, a losy świata żywych istot, także losy ludzi, także losy tych, którzy czynią sobie ziemię poddaną – zmieniają się nieustannie na sinusoidzie czasu. Może więc w przypadku zagrożonej przyszłości odwiecznej Puszczy Białowieskiej, powiedzenie nic nie trwa wiecznie – na ogół dla nas pesymistyczne – w tym przypadku brzmi z nadzieją? Bo jeśli nie, to czy zastąpić je ma brzmiące szczególnie złowieszczo i czarno – wołanie na puszczy?

Wierzymy, że Natura to wolność, a narzucanie innym swojej wizji życia jest zawsze zniewoleniem. Za dzisiejszą krótkowzroczność tych, którzy poprawiają Puszczę Białowieską, przyjdzie nam kiedyś słono zapłacić. Zresztą, każdemu życiu Natura prędzej czy później wystawia rachunek. Nawet tym, którzy – wbrew rozsądkowi i gniewowi światłego społeczeństwa – są niebywale pewni swoich racji i nieomylności własnych czynów. Im to dedykujemy poniższe przesłanie, napisane kiedyś do wielkiej wystawy Arbores vitae – drzewa życia. Ostatnia taka puszcza. Napisane przez człowieka myślącego i czującego – o Naszej Puszczy...



To była miłość od pierwszego widzenia. Trafiłem do Niej przed ponad trzydziestu laty. Była niezwykła, wyniosła, dzika, pełna życia, urzekająca i tak szalenie zniewalająca. Taka, jak w wymarzonym imieniu – Puszcza… A ja byłem podwójnie szczęśliwy, bo miałem aparat fotograficzny, a potem jeszcze kamerę filmową. A dziś? Po tylu latach fotografii, po latach filmów i przed latami przyszłych odkryć, nie potrafię jasno powiedzieć, dlaczego Puszcza Białowieska, a szczególnie Jej ostatnie nienaruszone ludzką ręką mateczniki, wciąż są dla mnie Katedrą Natury. Bardziej to czuję niż wiem.

Może dlatego, że jestem dumny, że to w mojej Ojczyźnie uchował się ostatni kawałek prawdziwej Prastarej Słowiańskiej Puszczy, a ja mam przywilej bycia z Nią na co dzień. Mam świadomość, że takie i jeszcze bardziej pierwotne i przepastne lasy pokrywały kiedyś olbrzymie niziny Europy. Przecież to stąd wywodzą się nasi przodkowie i przed wiekami to właśnie był dominujący krajobraz europejski. Co prawda Puszcza jest poszarpana i przecięta granicą, którą zafundował nam Stalin, ale drugiej takiej nie ma na całym naszym kontynencie. Kto wejdzie w ten las, zobaczy Europę, jaka była przed tysiącami lat.

Może dlatego, że wciąż są tutaj miejsca, w których czuję, jakby czas się zatrzymał. To miejsca święte. Najdziksze, ale zarazem bardzo swojskie ostępy, gdzie z pokorą, jak równy z równym, mogę stanąć oko w oko z żubrem, wilkiem czy rysiem. Gdzie słychać najczyściej, jak spełnia się cud życia: kiełkują żołędzie, z których za cztery stulecia, gdy po mnie nie będzie już śladu, wyrosną prawie pięćdziesięciometrowe kolosy. Gdzie mogę rozmawiać z dębami, które urodziły się trzysta pięćdziesiąt lat przede mną – w czasach, gdy William Szekspir pisał Hamleta. Gdzie – jak trzeba – mogę pogadać nawet z Niebem. Bo tu jest mój matecznik. I wiem, że świętości się nie niszczy…

A może dlatego, że – niedoskonale wciąż – próbuję zrozumieć ten wyjątkowy las, zrozumieć jak przetrwał i jak działa jego organizm, gdzie tkwi tajemnica arbores vitae – drzew życia. Właściwie, już sama Puszcza Białowieska jest ogromnym drzewem życia. To drzewo – przebogate życie miliardów osobników roślin, grzybów i zwierząt – wypełnia Jej mocne korzenie i potężny pień, a niewyobrażalna sieć zależności między tymi istotami przeplata Jej konary i gałęzie.

Nieustający tryumf życia – oto największy powab, jakim mnie urzekła, oto dlaczego Puszcza Białowieska jest tak symbolicznym sanktuarium. Najcelniej opisał ją Profesor Witold Koehler: symfonia życia, siły, zdrowia i nieśmiertelności.

Skłamałem! Puszcza nie urzekła tylko mnie: swym zniewalającym czarem owładnęła również mojego największego Przyjaciela, Żonę. I dała nam wspólny, mądry cel: nie upajanie się obrazami dzikiej natury, ale odnalezienie swojego sposobu na Jej pokazanie. Z pewnością miał rację Henri Cartier-Bresson twierdząc, że w fotografii interesująca jest wyłącznie zmysłowa radość patrzenia. Miał rację Ansel Adams mówiąc, że wierzy w fotografię jako afirmację niepojętego piękna świata i jako sposób na osiągnięcie przez człowieka poczucia szczęścia. Ale miał też wielką rację Włodzimierz Puchalski dowodząc fenomenu zatrzymania czasu na zawsze przez świadomego fotografa i filmowca przy pomocy kamery.

Przyznajemy, że Puszczę fotografujemy i filmujemy z ogromną zachłannością – najpierw po to, by poczuć Ją na własnej skórze. Staramy się widzieć Ją oczami dziecka – bezwarunkowo, bez uprzedzeń i z pokorą, ale żądni odkrycia naszej prawdy o Niej. Najbardziej jednak zależy nam, by inni dostrzegli w Niej to, co my sami widzimy – Fenomen Życia – i poczuli potrzebę Jej bliskości, poczuli przyrodzoną przecież więź. Pragniemy, by odkryli dla siebie ten niby tak zwyczajny prastary nizinny las. Dziś zadaniem fotografa czy filmowca jest przekonanie odbiorcy, że przyroda to nie tylko zbiór obrazów, nad którymi nostalgicznie się wzruszamy, ale przede wszystkim wspólnota. Że uczestniczenie w tej wspólnocie jest fantastyczną przygodą. Że daje to nam – ludziom pewne prawa, ale też coraz więcej stwarza obowiązków. Że białowieska perła dzikiej europejskiej przyrody wciąż jest zagrożona, bo nie dla wszystkich jest ocalałą Zieloną Katedrą.

Z Puszczą Białowieską przeżywam od lat przygodę życia, doznaję olśnień i wzruszeń. To moje szczęśliwe miejsce. Wciąż niezawodnie otrzymuję od Niej najpiękniejsze chwile. Tak wiele mam jeszcze do pokazania…

Jan Walencik