Ładowanie


Reportaż prasowy: Puszcza 
Mały Gość Niedzielny, nr 3 2000 r.



CYTAT. Fragment nieautoryzowanego reportażu Puszcza w postaci  2-stronicowego plakatu załączonego do czasopisma. Źródło: Mały Gość Niedzielny, nr 3 2000 r.

CYTAT. C. d. nieautoryzowanego reportażu Puszcza w postaci  2-stronicowego plakatu załączonego do czasopisma. Źródło: Mały Gość Niedzielny, nr 3 2000 r.

 

 

PUSZCZA

Z dna lasu unosił się w górę zapach sromotnika. Rój much leśnych, chętnie rozsiadających się na głowie grzyba i zlizujących z niego śmierdzące padliną zarodniki, wzbił się nagle w powietrze. Do grzyba podbiegła maleńka koszatka przypominająca miniaturową wiewiórkę. Wyglądało na to, że ją też przywabił miąższ sromotnika. Muchy były przy niej bez szans. Tymczasem mały gryzoń wcale nie był zainteresowany grzybem. Koszatka zaczęła wywijać łapkami i... łapać owady. Sromotnik potraktowała jedynie jak stół zastawiony muchami. Pokazała, że jej jadłospis jest urozmaicony. Lubi nie tylko rośliny, ale i muchy. Ten obraz obserwowali i zarejestrowali na taśmie filmowej państwo Bożena i Jan Walencikowie. – Tego nie było w scenariuszu, tej sceny nie planowaliśmy ­– mówi pan Jan. – Tego dnia przyroda nam to podarowała. Mieszkają w środku lasu, w Puszczy Białowieskiej. Polną drogę, przy której stoi ich dom, nazwali Żubrowa. Dobrze znają las, zwyczaje ptaków i zwierząt. Wiedzą, jak zrobić ambonę, by obserwować życie w najwyżej zbudowanych gniazdach, o jakiej porze można usłyszeć najpiękniejszą ptasią symfonię, kiedy rodzą się żubry i jak zrobić, by na przykład bóbr czy ryś ­– żyjąc wolno w przyrodzie – zgadzał się jednocześnie na obecność człowieka z kamerą. Nie mają wolnego czasu. Przyroda go nie uznaje. Codziennie są na dyżurze. Wiedzą, że jeśli przegapią jeden dzień na następną okazję będą czekać cały rok. Najtrudniej jest wiosną, gdy wszystko się budzi. Wiedzą, że w przyrodzie niczego nie można zostawiać na potem. Jutro może się okazać, że coś już przekwitło, coś się urodziło Przyroda ma swoje prawa.

Pani Bożena i pan Jan dobrze znają puszczę i zwyczaje zwierząt, wiele o nich wiedzą, dobrze się tam czują. – Nigdy nie baliśmy się zwierząt – mówi pan Jan. – Jeżeli czułbym sie nieswojo w lesie, to tylko z powodu obecności człowieka. Chcą jak najwięcej zatrzymać na taśmie filmowej, na kliszy fotograficznej. Całe życie poświęcają filmowaniu Puszczy Białowieskiej. Może ci, którzy będą to oglądać, tak jak oni zgubią w puszczy swoje serce.

V, IV PIĘTRO – W KORONACH

Czarny bocian

Korony starych, wysokich dębów to dobre miejsca na wychowanie piskląt czarnego bociana, mimo że czasem w odkrytym mieszkaniu przeszkadza ulewa albo wichura. Żeby zobaczyć, co dzieje w bocianim gnieździe, trzeba się wdrapać na wysokość około 50 metrów. Najlepiej i najbardziej niepostrzeżenie potrafi to kuna. Ona może zrobić krzywdę młodym. Pani Bożena i pan Jan też mają swoje sposoby, by podglądać życie mieszkańców najwyższych pięter puszczy. – Na wysokości gniazda, trzeba zbudować czatownię – mówi pan Jan. – Trwa to dość długo, żeby ptaków nie wypłoszyć i żeby powoli przyzwyczajały się do czegoś nowego w pobliżu. Kiedy czatownia jest gotowa, koniecznie trzeba przyjść z odprowadzającym. Ptaki wiedzą, że niebezpieczeństwo przychodzi i oddala się. – Przychodzimy więc we dwóch – opowiada pan Jan – głośno rozmawiając. Spłoszone ptaki odlatują. Jeden z nas czmycha szybko na drzewo, a drugi głośno odchodzi. Ptaki nie potrafią chyba liczyć. Myślą, że niebezpieczeństwo minęło i wracają do gniazda. Ja tymczasem siedzę już w czatowni z kamerą i obiektywami. I wtedy zaczyna się. Tak zrobiłem zdjęcie gniazda czarnego bociana, które znajdowało się około 50 metrów nad ziemią.

III, II PIĘTRO – WŚRÓD PNI

Gmachówka

Wśród mrówek europejskich jest największa. Jej długość dochodzi do 2 centymetrów. Prawdziwy olbrzym. Wysokie na kilka metrów mieszkanie drąży w pniach. Drzewo ciągle leczy rany, walczy dzień za dniem z setkami atakujących gmachówek, a mrówki nie ustępują. Nie przeszkadza im żywica, ani nawet dzięcioł.

I PIĘTRO – POSZYCIE

Mysz – smużka

Pani Bożenie udało się ją oswoić. Jak? – Po prostu trzeba chcieć – mówi pan Jan. – Ta mysz była wyjątkowo sympatyczna. Nie bała się człowieka. Był już koniec lata. Zwykle wtedy smużki zapadają w sen zimowy. Ta mała przyjaciółka też szukała ciepła. Znalazła je w kieszeni człowieka. Jeździła z panią Bożeną i panem Janem na zdjęcia do lasu. Sama pozowała, zresztą z powodzeniem, i przyglądała się innym. Po jakimś czasie wybrała wolność. Chyba znudziła jej się rola gwiazdy.

PARTER – RUNO

Słonka

Wierzy, że jest niewidoczna. Nie poruszy oka nawet wtedy, gdy atakują ją komary krwiopijcy. Od czasu do czasu jej obecność zdradzi tylko lekko drgająca powieka. Pan Jan zdołał ją jednak wypatrzyć między trawami. Przestraszona zrywa się w ostatniej chwili i ucieka zygzakowatym lotem. Długi dziób pomaga jej w szukaniu ulubionych dżdżownic i innych przysmaków mieszkających w ziemi.

Bóbr

Wygląda, jakby się uśmiechał. – A to chyba jego najpoważniejsza mina – mówi pan Jan. Bardzo długie siekacze bobrów, ciągle widoczne, pozbawiają życia wiele drzew, choć drewno wcale nie jest ich przysmakiem. Najbardziej lubią kłącza, korę i łyko. Panu Janowi udało się podejść bardzo blisko tylko dlatego, że bóbr był trochę oswojony.

Ryjówka malutka

Jest wiecznie głodna. W ciągu doby potrafi zjeść więcej owadów i drobnych zwierząt niż sama waży. Z szyszką chyba sobie nie poradzi. Szuka pożywienia, szpera, myszkuje i węszy tak długo, aż dopadnie ofiarę. Parogodzinny post może ją uśmiercić. Jest najmniejszym ssakiem w puszczy. Stoi w jednym szeregu z żubrem. W przeciwieństwie do niego żyje krótko, zaledwie kilkanaście miesięcy. Jej kuzynka, ryjówka aksamitna, bardzo do niej podobna, zmniejsza się na zimę prawie o centymetr, co przy jej kilkucentymetrowej długości jest znacznym osiągnięciem. Czaszka ryjówki się spłaszcza, a mózg maleje. Na wiosnę mózg znowu rośnie i rozsadza czaszkę. Ciekawe, czy wtedy ryjówce przybywa też rozumu.

Żubry

Młode żubry przeważnie przychodzą na świat nocą. W pierwszych godzinach matka nie odstępuje swego małego na krok. Są bardzo opiekuńcze. Latem żubry żyją w małych grupach. Na zimę zbierają się w większe stada. Przewodniczką jest zwykle najstarsza, najbardziej doświadczona żubrzyca. – Ciężko się z nimi pracuje – mówi pan Jan – bo czasem długo trzeba czekać, by ruszyły do galopu. – Są takie nieruchawe – dodaje. Gdy tylko nadarzy się okazja, urządzają kąpiel piaskową. Tarzają się i ocierają o drzewa. Sterczący grzbiet nie pozwala na pełny obrót, dlatego każdy bok czyszczą osobno. Gdy swędzi skóra, to przynosi ulgę. Poza tym, to świetny sposób, by gęstą sierść utrzymać w czystości. W żubrzych kudłach bardzo lubią mieszkać różne pasożyty. Potężne żubry poza ludźmi nie mają już dziś właściwie żadnych wrogów. Mickiewicz mówił o nich imperatorzy puszczy.

Owady

Są jak wielomiliardowa lawina miniaturowych żołądków. Mogą zjeść wszystko: korzenie, cebule, owoce, nasiona, zarodniki, pyłek, nektar, sok, korę, drewno, łodygę, liście. Pan Jan nazywa je maszynami do jedzenia: Jeść, ciągle jeść. Nie powstrzymuje ich ani twarda, ani gruba kora, ani nawet trucizna. (…)

Ryś

To samotnik. Niełatwo go spotkać, Tego rysia państwo Walencikowie hodowali sami. Przybył do nich jako małe rysiątko z ogrodu zoologicznego. Ryś nie znosi rywali na swoim terenie. Dorosły samiec zajmuje prawie 100 kilometrów kwadratowych przestrzeni. W jego rewirze może być miejsce tylko dla niego i towarzyszki, która będzie matką jego dzieci. Całej rodzinie zapewnia pożywienie, które zdobywa w granicach swojego terytorium. Nic dziwnego, że w Puszczy Białowieskiej jest zaledwie 40 rysi. Na naszym plakacie, takim małym terytorium, są aż dwa. Nasze rysie chyba zazdrośnie i trochę niepewnie na siebie patrzą.

Pająk

Swą wygodną pajęczynę utkał na pniu drzewa. Wybiega tylko wtedy, gdy coś się wokół dzieje. Tym razem wyszedł dlatego, że pomyślał pewnie, iż jakiś smakowity owad zaczepił się o jego misterne mieszkanko. Tymczasem alarm byt fałszywy. To pan Jan, żeby zrobić dobre zdjęcie, delikatnie źdźbłem trawy udawał ruch owada. Pająk drugi raz nie da się już chyba na ten sposób nabrać.

Zdjęcia: Jan Walencik

CYTAT. Nieautoryzowany tekst z Małego Gościa Niedzielnego, nr 3 2000 r.