Ładowanie


W przygotowaniu: Puchalszczyzna – tom I i II

 

Od wielu lat Jan Walencik przygotowuje dwutomową księgę pt. Puchalszczyzna – obszerną monografię życia i dzieła Włodzimierza Puchalskiego. Niezwykłego Polaka, PIONIERA FOTOGRAFOWANIA I FILMOWANIA NATURY, któremu przyszło tworzyć przez kilkadziesiąt lat XX wieku. Artysty i przyrodnika, który kilku pokoleniom naszych rodaków otwierał oczy na Naturę, uczył wrażliwości, pokazywał jak żyć z Nią, zadziwiał, a nade wszystko z oddaniem zarażał swoją fotograficzno-filmową wizją i pasją.

Splot różnych, często niemożliwych do przewidzenia okoliczności sprawił, że ta wielka praca nad biografią i twórczością Włodzimierza Puchalskiego trwa od długich lat, a jej ukończenie i wydanie drukiem było przesuwane z roku na rok. Na przeszkodzie stoją też konkretne decyzje, a mówiąc wprost – odmowa dotacji na wydanie tej monografii (pokrycie kosztów layoutu i druku), ze strony Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Niestety, jak dotąd paradoksalnie nie ma w kraju instytucji, która doceniłaby ogromną i niepodważalną rolę, jaką dla polskiej kultury odegrał Włodzimierz Puchalski. Instytucji, która zechciałaby subwencjonować wydanie drukiem Jego pierwszej i zarazem wyczerpującej monografii. Autor i wydawca w jednej osobie, razem z zespołem ŻUBROWEJ 10 starają się mimo wszystko robić co w ich mocy, aby Puchalszczyzna ukazała się jak najszybciej, możliwie w 2018 roku.



Bohater przygotowywanej monografii Jana Walencika Puchalszczyzna – Włodzimierz Puchalski z oswojoną krzyżówką przy kamerze Arriflex 35. Werkfotos z realizacji filmów: Skrzydlaci rycerze i Instynkt macierzyński ptaków. Fot. Janusz Czecz, Morusy, 05.1954 r. Fotografia ze zbiorów Muzeum Niepołomickiego, © Anna Puchalska-Żelewska 2017. 

 
 
 

Twórczość polskiego bezkrwawego łowcy pasjonuje Jana Walencika od bardzo dawna. Już w drugiej klasie licealnej w rodzinnym Kazimierzu Dolnym zafascynował się działalnością filmową, fotograficzną i pisarską Włodzimierza Puchalskiego. Zaczęło się od książki Wyspa kormoranów, po lekturze której początkujący przyrodnik nakreślił sobie jasny życiowy cel – popularyzację polskiej przyrody przy pomocy kamery filmowej, aparatu fotograficznego i… pióra. Ten nieuleczalny bakcyl rozwijał się w nim latami i przerodził w życiową pasję i zawód. Osoba Mistrza Puchalskiego powracała w dorosłym życiu  Jana Walencika wiele razy. Przykładowo, na koniec studiów pedagogicznych, gdy obronił pracę magisterską o Januszu Czeczu, realizatorze filmów przyrodniczych – nomen omen pierwszym asystencie Włodzimierza Puchalskiego. Także w trakcie pracy w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach, gdy jako nauczyciel akademicki rozpoczął pracę naukową nad doktoratem – po otwarciu przewodu doktorskiego (31.04.1985 r.) na Wydziale Filologii Uniwersytetu Łódzkiego, pt. Filmowa twórczość Włodzimierza Puchalskiego. Monografia. Wkrótce tematyka rozprawy poszerzyła się i ostateczny tytuł brzmiał: Włodzimierz Puchalski – życie i dzieło. Fenomen twórczy. Z ważnych powodów (zgon kolejnych promotorów i recenzenta, a także zaangażowanie autora pracy we własne projekty filmowe), obrona rozprawy doktorskiej i dalsza kariera naukowa nie doszły do skutku. Zapowiadana tutaj dwutomowa monografia Puchlaszczyzna jest do pewnego stopnia pokłosiem tamtej niedoszłej rozprawy – jej znacznie rozbudowaną, beletrystyczną formą. Oto fragment szkicu słowa wstępnego autora z zapowiadanego dzieła:



Tą pracą składam najwyższy hołd mojemu MISTRZOWI – niepoznanemu nigdy osobiście, ale duchowo najbliższemu mojemu sercu. Jednocześnie mam nadzieję, że spłacam nią dług wdzięczności wobec nieodżałowanej Alany Puchalskiej. Na początku, w 1985 roku, kiedy podejmowałem rozprawę doktorską, to właśnie Alana zaufała mi udostępniając całą spuściznę po Mężu i powierzyła wielką sprawę utrwalenia Jego pamięci. Potem, przez kolejne lata przyjaźnie i z przekonaniem dopingowała mnie do działania. Za Jej życia zdążyłem zrealizować film biograficzny Puchalszczyzna, a obiecaną dawno monografię książkową – latami przekładaną za sprawą moich kolejnych produkcji filmowych – przedstawiam dopiero teraz.

Na początku drogi nie podejrzewałem zupełnie, że odkrywanie i dociekanie faktów z życia Włodzimierza Puchalskiego, zbieranie materiałów, ich interpretacja i wreszcie czasochłonna i wymagająca redakcja wszystkiego, co uda mi się zebrać i ustalić – że cała ta Puchalszczyzna – zabierze mi wiele lat życia. Jednak inaczej ta monografia nigdy by nie powstała. Tą pracą realizuję teraz wymarzoną przed laty życiową misję: skoro nie udało mi się poznać Mistrza Włodzimierza Puchalskiego bezpośrednio – osobiście, postanowiłem poznać Go z dystansu – badając dogłębnie Jego życie i dzieło.

Życie człowieka, życie pracowite i zamknięte, to zbyt ważka sprawa, by opierać się tylko na domysłach. Jeśli monografię twórcy traktuje się poważnie, to przez szacunek dla rodzaju ludzkiego nie można dawać wiary klechdom, bajaniom, sensacjom o plotkarskiej nucie, zmyśleniom i bzdurom, czy wreszcie niekoniecznie godnym zaufania, niby poważnym źródłom. W dotychczasowym piśmiennictwie związanym z postacią i twórczością Włodzimierza Puchalskiego, jest ich niestety mnóstwo. (…)

Dla porządku: dla mnie samego postać Włodzimierza Puchalskiego i Jego przebogata twórczość są absolutnie LEGENDARNE, ale nie przez mgliste wyobrażenia, niedopowiedzenia i zdarzenia, jakie nie miały miejsca; MAGIA PUCHALSKIEGO bije od najprawdziwszych faktów z Jego twórczości i z Jego życia. Niektórym wystarcza sam tylko powab legendy, ale przecież mit niekoniecznie musi być prawdą o człowieku i jego dziele, bo ze swej natury jest uproszczeniem (przez to często mijającym się z rzeczywistością), pozbawionym wieloletniej złożoności i głębi ludzkiego żywota.

Zdaję sobie sprawę, że ta monografia raczej nie należy do książek, które czyta się równo i pochłania jednym tchem. Chociażby ze względu na objętość (15 rozdziałów w dwóch tomach) i ilość zgromadzonych faktów oraz dokumentującej je ikonografii, ale może nawet bardziej z powodu różnego stopnia dociekania szczegółów, na pozór tylko nieistotnych. Ponieważ jednak miałem do czynienia ze sprawą tak doniosłą, jak życie człowieka, musiałem uznać wyższość rzetelnego i wyczerpującego  opisu (może nawet siłą rzeczy rozwlekłego czasem) nad wartką dramaturgią, kuszącą w tym przypadku w stronę niebezpiecznych uproszczeń i przekłamań, czy mało  wiarygodnych, koloryzowanych historii. (...)

I jeszcze refleksja, która towarzyszy mi od początku przygody z Puchalskim, z czasem przekształcona w refleksję fotografa i filmowca, ale w gruncie rzeczy wciąż wyraża ten sam, mój niemal dziecięcy zachwyt: CO ZA MOC FOTOGRAFII, CO ZA MOC RUCHOMYCH KADRÓW! Przedstawione w tej monografii w ogromnym wyborze zdjęcia i stopklatki filmowe, wykonane ręką Puchalskiego albo Jego bliskich i przyjaciół – te sprzed wieku, osiemdziesięciu, sześćdziesięciu lat – mówią do nas, jakby zostały wykonane zaledwie wczoraj, niemal dzisiaj. Genialnie przetrwało w nich tamto przeszłe Życie. OTO SIŁA ZDJĘTEGO ŚWIATŁEM OBRAZU!


Jan Walencik