Ładowanie


9. Tętno puszczy – nasz złoty czas (1992 – 1996 r.)


1992 r.

Zanim ukończyliśmy filmy znad Wigier, jesienią 1992 roku – już jako etatowi pracownicy Działu Programów Przyrodniczych Telewizji Edukacyjnej – przystąpiliśmy do przygotowywania ostatecznej koncepcji i scenariusza projektu, który od dawna zaprzątał nasze umysły i serca. Mieliśmy ogromną wolę, aby stworzyć coś, czego jeszcze w historii publicznej polskiej stacji telewizyjnej nie było: ambitnego i wyrafinowanego serialu przyrodniczego o Puszczy Białowieskiej – pierwszego polskiego serialu przyrodniczego z prawdziwego zdarzenia. Mieliśmy chęć wyprodukowania i emitowania nie jakiejś kompilacji, zbioru filmów nakręconych jako pojedyncze pozycje, ale z zamierzenia spójnej koncepcyjnie serii, złożonej z kilku powiązanych ze sobą części.

Pomysł serialu pojawił się kilka lat temu. Opisałem to dokładnie w książce Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy” (więcej o książce – omówienie tutaj, sklep tutaj):

(…) 12 września 1989 r.

Bryczka ciągnięta przez muskularnego gniadego płynie Trybem Poprzecznym, wśród rozłożystych paproci ścisłego rezerwatu Białowieskiego Parku Narodowego. Zagadywany wciąż przez Beńkę woźnica Borys Wołkowycki zręcznie wybiera lejce i już skręcamy w Tryb Mogiłkowski. Wracamy. Relaks, opuszcza nas napięcie. Właśnie skończyliśmy letnią część zdjęć do telewizyjnego filmu Sprawa białowieskiego żubra. W końcu było mi dane zagłębić się w mój wymarzony las. Przez kilka tygodni filmowałem dziką przyrodę poddając się urokowi Puszczy bez reszty.

Teraz, gdy mijamy kolejne wiekowe dęby, lipy i świerki, zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, że jestem chory na Puszczę. Czemu? Z jednej strony pociąga mnie jej potęga, tajemniczość, atmosfera, bogactwo, z drugiej coraz bardziej nurtuje mnie, jak działa jako całość, jako tak niesamowicie złożony system. Jak zwykle – jeszcze nie skończyłem jednego filmu, a już myślę o następnym. Tak, Puszcza będzie wspaniałym tematem. Od razu jednak powątpiewam: przecież to już było – takie filmy o Puszczy w rodzaju zielników, wyliczanki roślin, zwierząt i krajobrazów już zrobiono. Ale mnie jednak interesuje co innego: ekologia z prawdziwego zdarzenia. Na pewno nie ta od roślinnego masła czy proszku do prania. Muszę dociec, co od czego zależy, w jaki sposób wszystko co tutaj żyje pozostaje w nieosiągalnej dla gospodarki człowieka harmonii, równowadze, co zmienia się przez kolejne wiosny, lata, jesienie i zimy, dlaczego właśnie ta Puszcza przetrwała? 

Kiedy mijamy bramę i wyjeżdżamy z Parku Narodowego, w wyobraźni widzę już zarys przyszłego filmu. Znowu wątpliwość: przecież jest tak wiele spraw do pokazania, czy to nie będzie kakofonia? Coś mi świta w głowie. Nagły przebłysk i uświadamiam sobie: przecież to proste, to musi być seria filmów, najlepiej duża! Kolejne zwątpienie: ale u nas nie produkuje się seriali przyrodniczych tak jak na Zachodzie, tylko pojedyncze filmy. No to właśnie będzie precedens! Polski serial przyrodniczy – dlaczego nie? Pokazać w kilku filmach jak ten prawie pierwotny świat (ścisłego rezerwatu i wielu innych części Puszczy) żyje, pulsuje, tętni, właśnie: tętni – przecież o to mi zawsze chodziło! Czuję jak opanowują mnie emocje. Jeszcze jedno olśnienie: Tętno pierwotnej puszczy – tak musi się nazywać ta moja idée fixe. Emocje w zenicie – naprzód! 

15 stycznia 1990 r.

W zacisznym pokoju Domu Myśliwskiego należącego do Białowieskiego Parku Narodowego jest nas czworo: Beńka, Martin Saunders, Sławek Boniecki i ja. Co można robić w długi zimowy wieczór? Przy szklaneczce Johnnie Walkera snujemy niekończącą się rozmowę. Martin – operator BBC – przyjechał kilka dni temu z Bristolu. Pomagamy mu w filmowaniu żubrów do programu Narodziny Europy. Ten to ma szczęście! Zupełnie nie było śniegu tej zimy, ale jak tylko Martin wylądował w Warszawie, jest!. Przez trzy dni padały gęste, mokre płatki i było biało. Skorzystałem również, łapiąc niezłe sceny do naszej Sprawy białowieskiego żubra.

– Jak myślisz, ile ten serial będzie kosztował, ilu potrzeba operatorów, jak długi okres zdjęciowy przewidujesz?

Pokazując Martinowi wstępny szkic dziewięcioodcinkowej serii Tętno pierwotnej puszczy, byłem zupełnie nieprzygotowany na takie pytania. Zaczynamy planować, obliczać. Martin wypytuje o precyzyjne konkrety. Ma rację, tak to się robi, gdy planuje się film. Objaśniam dokładniej strukturę serii, węzłowe punkty, wszystko to, co ma poruszyć widzów

– To jest naprawdę rzetelny pomysł, z tego może coś wyjść – Martin zapala się. – Pokażę to szefowi Działu Przyrodniczego BBC w Bristolu, myślę, że jemu też się spodoba. Taki serial wymaga olbrzymiej pracy przez kilka lat i dobrej organizacji produkcji, ale warto mu to pokazać, oczywiście jeżeli tego sobie życzysz. Czy tak?

Cóż mogę odpowiedzieć, przecież to moje największe pragnienie. Świta nadzieja...

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.     

Niestety, mimo zaangażowania i pomocy Martina Saundersa, a także moich intensywnych prób na miejscu, w Wielkiej Brytanii, nie udało się zainteresować Tętnem… producentów z BBC i renomowanych wytwórni programów przyrodniczych. Przedstawiłem ten projekt również Peterowi Jonesowi, poznanemu w 1991 r. w Sondrio producentowi najważniejszych seriali przyrodniczych BBC, ale Peter od początku utrzymywał, że wolałby wyprodukować jeden długi film o Puszczy Białowieskiej niż kilka mniejszych, a ziszczeniem tego miała być planowana wielka seria o europejskiej przyrodzie, produkowana przez konsorcjum liczących się stacji telewizyjnych z Europy. Jesienią 1992 roku było już zupełnie jasne, że Tętno pierwotnej puszczy możemy wyprodukować wyłącznie samodzielnie w Polsce. Tak też się stało: decyzję o produkcji Tętna… przez TVP podjęła 8 listopada 1992 roku szefowa Telewizji Edukacyjnej, Aleksandra Frykowska – na wniosek szefowej Działu Programów Przyrodniczych, Zofii Żukowskiej.

Ruszyliśmy do roboty. Przez ostatnie tygodnie 1992 roku, dzień w dzień intensywnie przygotowywaliśmy się do pisania scenariusza (na przemian z pracami postprodukcyjnymi do nieukończonych wigierskich pozycji). Bardzo metodycznie studiowaliśmy kolejne lektury, dyskutowaliśmy o tym, co i jak pokazać, przeglądaliśmy wiele inspirujących dla nas filmów o przyrodzie, szukaliśmy usilnie własnej formy przekazu. Ostatni dzień starego roku złapał nas na definiowaniu jako tako skrystalizowanych założeń serii:

31 grudnia1992 r.

(…) Można by zapytać: po co komu scenariusz, skoro to będzie film przyrodniczy? Pewnie nie jednemu wystarczyłoby napisać kilka zdań, żeby wziąć kamerę do ręki i rozpocząć zdjęcia. Resztę i tak dopisze przyroda. Zawsze coś tam można nakręcić, nawet interesujące zdjęcia, bo przecież tyle ciekawego dzieje się w Naturze. Potem wystarczy to sprytnie zmontować. Tylko, że taki film, robiony w biegu, łowienie wszystkiego, co popadnie – już nas nie interesuje. Chcemy pokazać krok po kroku konkretne zjawiska i zbudować pasjonującą opowieść. Z całej masy faktów trzeba wybrać to, co w sposób jasny stworzy solidną konstrukcję z czytelną ideą. Tego nie da się zrobić na kolanie.


Zwłaszcza trzy książki zdają się inspirować nas szczególnie. Czujemy, że współgramy z nimi w naszych pomysłach: Materiały do bioekologii Puszczy Białowieskiej prof. Jana Jerzego Karpińskiego, Przymierze z lasem prof. Witolda Koehlera oraz Zielone grądy i czarne bory Białowieży prof. Janusza Bogdana Falińskiego i dr Janusza Macieja Hereźniaka.

Obok niekończącego się zgłębiania teoretycznej ekologii staramy się znaleźć formę, sposób pokazania Puszczy na ekranie. Łatwo jest powiedzieć, postanowić sobie, że mamy zrobić coś, czego jeszcze nie było (przynajmniej w Polsce). Ba, ale jak to zrobić? Krok po kroku określamy metodę. Kluczem jest pytanie: co i jak chcielibyśmy widzieć w tym serialu? My – jako widzowie. Szkicuję zestaw założeń:

– lekkość i polot – czytelny ciąg zdarzeń i strawny komentarz,
– zaskakujące oryginalne zdjęcia,
– zaskakujący montaż – błyskotliwe łączenie ujęć i nieoczekiwane następstwo scen,
dobre tempo poszczególnych części i całego serialu – naszą dewizą jest by widz ani na chwilę nie mógł oderwać wzroku od telewizora, by każdy następny obraz wciągał go jeszcze bardziej lub co najmniej tak samo jak poprzedni, aby nie miał czasu ani ochoty na wyjście do kuchni i zrobienie sobie kawy: nie dopuszczamy zatem zatem filmowego ble-ble i szanujemy każdą sekundę (tak!) filmu,
nieco tajemniczy nastrój pachnący mgłą, pastelową zielenią, mrocznymi, a kiedy indziej słonecznymi pejzażami (coś jak z angielskich filmów o klimacie Robin Hood’a),
wydobycie egzotyki europejskiej Puszczy,
obserwacje prawdziwie rzadkich, oryginalnych dla Puszczy roślin i zwierząt z ich naturalnymi zachowaniami.

Oczywiście to wszystko musi być podporządkowane treści. Odpowiedzi na pytania: o czym będzie każda część, o czym będą poszczególne sekwencje i sceny, a także, jaka będzie łącząca je dramaturgia, nosimy w sobie od dawna, ale stale uzupełniamy je o nowe fakty z lektur.

Poobiednia kawa dawno już wystygła, bo w amoku roboty, nie mam czasu nawet na jeden łyk. Kreślę kolejną listę zabiegów formalnych. Co powinno w naszym filmie być: 

 – sceny wyraźnie etiudowe, przerywające komentarz, gdy z obrazem współgra tylko muzyka, oczywiście specjalnie skomponowana,

zdjęcia z różnymi dziwnymi niedopowiedzianymi zdarzeniami: a tu gdzieś szyszka przeleci przez kadr, a tu coś pluśnie w wodę itd.,

oryginalna estetyka obrazu, niepospolita praca kamery – bardzo płynne ruchy,

– i tak dalej, i tak dalej.

– Ten serial musi mieć dynamiczne zdjęcia, oczywiście czasem też spokojne, ale zasadą będzie wciąż poruszająca się kamera – nazywam wreszcie po imieniu to, co od lat chodziło mi po głowie. – Raz będzie płynąć w powietrzu, kiedy indziej nad ziemią (może nawet pod), potem znowu poleci między koronami drzew. Najważniejsze, by była aktywna, by w ruchu opisywała cały ten leśny świat: od ruchu makro – po najszersze ujęcia.

–Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, co bierzesz na głowę, jaki bat na nas kręcisz – mówi Beńka. – Przecież do tego trzeba podnośników, wózków, szyn, steadycamów i tysiąca innych urządzeń, a poza tym to nie jest robota dla jednego operatora! A wiesz ile czasu nam to zajmie? Całe wieki!

– A co to obchodzi widza (czyli mnie – w końcu też nim będę)? To nie ważne, ile my się namęczymy, ważne by tego znoju, tej całej kuchni nie czuło się na ekranie. Widz ma prawo myśleć, że to wszystko płynie w czasie i przestrzeni tak lekko, łatwo, naturalnie. Na tym polega film – odpowiadam, po cichu jednak przyznaję Beńce dużo racji. – To nie wszystko. Żeby było atrakcyjnie, musimy użyć zdjęć poklatkowych i zwolnionych, nawet sześciokrotnie a może i więcej. Wiem, ile czasu one pochłoną.

I tak właśnie, na podobną nutę – zmagamy się, budujemy, sprawdzamy różne wersje, dojrzewamy. Tymczasem – za oknem – rodacy bawiący na sylwestrowych balach również starają się dojść do doskonałości...

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.     

 

 

1993 r.

Pierwsze trzy miesiące tego roku upłynęły nam w pewnej części na końcowej postprodukcji filmów wigierskich, ale przede wszystkim na przygotowaniu scenariuszy serii Tętno pierwotnej puszczy i przygotowaniu warunków organizacyjnych i technicznych do produkcji pięciu filmów. Dodatkowo, w lutym i marcu przygotowaliśmy materiały dla Petera Jonesa i researcherów z jego wytwórni Green Umbrella, dotyczące najlepszych obiektów przyrodniczych w północno-wschodniej Polsce i możliwości ich filmowania – pod kątem planowanej dużej serii o europejskiej przyrodzie. Wtedy też po raz pierwszy pojawił się tytuł przyszłego przedsięwzięcia, w którym był planowany również nasz udział: Living Europe (Żyjąca Europa). To było coś naprawdę ekscytującego, bo projekt ten został nazwany jako podwójnie pierwszy. Miała to być pierwsza tak duża seria (13 x 50 minut) o europejskiej przyrodzie i pierwsza wykonana w technologii high definition tv. Przez kolejne długie miesiące realizacji Tętna… pozostawaliśmy w kontakcie z zespołem Green Umbrelli. Tymczasem nasz nowy projekt puszczański wciągnął nas całkowicie. Między 11 a 15 stycznia pojechaliśmy do Białowieży na rekonesans dokumentacyjny i organizacyjny. Musieliśmy koniecznie spotkać się wieloma przyrodnikami, dyrekcją Białowieskiego Parku Narodowego, dowództwem placówki Straży Granicznej itd. Niebawem po tym, zdecydowaliśmy w naszym Dziale Programów Przyrodniczych o ostatecznym kształcie serii, która według pierwszych planów miała składać się z 9 półgodzinnych części, później została okrojona do 4, a ostatecznie z 5 półgodzinnych części:

3 lutego 1993 r.

Warszawa, Telewizja Edukacyjna. Obydwoje wciąż nie jesteśmy zdecydowani na ostateczną formę i układ odcinków serii. Za chwilę przedyskutujemy to z Zosią. Formalnie, składamy pisemną propozycję podziału części Tętna… i warianty formy:

    A
1. Wielki dom – miejsce do życia;
2. Najważniejszy jest liść – rośliny-producenci;
3. Miliard żołądków – roślinożercy;
4. Nie tylko kły i pazury – drapieżniki i pasożyty;
5. Jak w zamkniętym kręgu – reducenci i rola człowieka;

B
1. Wielki dom – miejsce do życia;
2. Żyć znaczy tworzyć – narodziny nowego życia;
3. Żyć znaczy walczyć – konkurencja pomiędzy organizmami;
4. Olbrzym i karzeł – porównanie żubra i ryjówki;
5. Żywa sieć – sieć zależności pomiędzy organizmami i rola człowieka. 

Wersje sposobu ujęcia cyklu:

I. BUDOWANIE MECHANIZMU PUSZCZY – pokazanie przez prezenterów jak to działa (raczej filozofią komentarza niż obrazem);

II. PUSZCZA ŻYWYM STUDIEM FILMOWYM – scenografia studia to Wielki Dom, a role aktorów to role organizmów w łańcuchu troficznym;

III. PUSZCZA JAKO MONOLIT – pokazanie przez prezenterów (znowu raczej filozoficznie), że las to żywa sieć powiązana w jeden całościowy samoregulujący się system – na podobieństwo przestrzennej sieci pajęczej;

IV. ANALIZA PRZYPADKOWO ZASTANEJ SYTUACJI – konstrukcja każdego odcinka na zasadzie: zdarzyło się to i to – wszystko co znalazło się w filmie stanowi ogniwo łańcucha przyczyn i skutków; 

V. PRZYGODA Z PUSZCZĄ: WYPRAWA PREZENTERÓW – odkrywając las, prezenterzy przeżywają różne perypetie (załamania pogody, natrętne insekty, mordercze błota, wspinaczki w koronach drzew itd.);

VI. TAJEMNICZY DUCH PUSZCZY – coś, czego nie widać materialnie, ale co zwraca uwagę prezenterów i widzów: poruszająca się gałąź, wiatr, mgła, coś niewiadomego za drzewami. Ten duch zawsze będzie miał w dźwięku swój motyw – zawsze ten sam, czytelny choć irracjonalny.

W tym projekcie umieściliśmy nowy element, jakiego nie było wcześniej: prezenterów. We wcześniejszych rozmowach redakcyjnych pojawiły się sugestie, że dobrze by było, gdybyśmy w tym filmie znaleźli się też my oboje jako ci, którzy pojawiają się od czasu do czasu, od strony jakby kuchni filmowej, jako ci, którzy spinają klamrami myślowymi komentarz odcinka i jako ci, którzy będą układem odniesienia – skalą porównawczą do wielkości drobnych organizmów (np. kornika na palcu), czy olbrzymich drzew.

Namiętna dyskusja, przymiarki, chwile euforii a potem powątpiewania i obalania kolejnych wymyślonych nowych wersji, zabierają kilka godzin i tyleż filiżanek kawy. W końcu ujawnia się nam klarowna forma serii. Zwycięża wersja I. BUDOWANIE MECHANIZMU PUSZCZY, chociaż elementy pozostałych (zwłaszcza DUCH) też się w niej znajdą. Co do układu odcinków decydujemy się na pierwszy, oparty na przedstawieniu środowiska Puszczy i jej łańcucha troficznego (producentów, roślinożerców, drapieżników, pasożytów i reducentów). Zapewne trzeba będzie trochę zmienić tytuły.

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.     

Potem było pisanie, pisanie i pisanie. Razem ze scenariuszem Tętna… – do którego przyłożyliśmy się nader solidnie i z ogromnym zaangażowaniem, a także precyzją co do faktografii przyrodniczej – powstawał komentarz w pierwszej wersji. Rzecz istotna, ponieważ kwestie wypowiadane w filmie przez nas obydwoje (czyli ekranowych prezenterów), musiały być przygotowane absolutnie bezbłędnie i sprawdzone jako ostateczne, żeby można ich było użyć podczas filmowania konkretnych scen z nami. Mieliśmy kręcić z nami setki, czyli jednocześnie (stuprocentowo) obraz i dźwięk, więc nie było mowy o jakimś postprodukcyjnym poprawianiu tekstów, które od razu musiały korespondować bezbłędnie z sąsiadującymi kwestiami lektora . To wszystko należało przewidzieć i zredagować teraz, w scenariuszu. Po mozolnych tygodniach, w ciągu których projekt serii przeszedł niejedną metamorfozę, 14 kwietnia 1993 roku złożyliśmy w Telewizji Edukacyjnej wypracowany 64-stronicowy scenariusz przyrodniczej serii telewizyjnej Tętno pierwotnej puszczy – odtąd nasz przewodnik w codziennej pracy zdjęciowej i montażowej i… przepis na 5 filmów. 19 kwietnia serię formalnie skierowano do produkcji w Dyrekcji Produkcji Filmowej (dawnym POLTELU), która została producentem wykonawczym.

Jakiś czas wcześniej zaczęliśmy kompletować ekipę, powiększoną w stosunku do ubiegłych produkcji, jak również zajęliśmy się przygotowaniem sprzętu filmowego i dźwiękowego. Jego rozbudowaną listę, już w połowie marca uzgodniliśmy w Dyrekcji Produkcji Filmowej. Urządzeń, na których mieliśmy pracować, było sporo i ze względu na zaplanowany udział dwóch operatorów i ze względu na różne rodzaje technik zdjęciowych. Poza tym planowany wstępnie, prawie półtoraroczny okres zdjęciowy, nie mieścił się w żadnych limitach telewizyjnych. Sprzęt filmowy i dźwiękowy jest kosztowny, toteż każda pozycja z naszej listy była sprawdzana starannie. Po raz pierwszy mieliśmy do dyspozycji kamerę Arriflex 16 SR (dla głównego operatora) i Eclair 16 (dla drugiego operatora), jak również dwie kamery Bolex do zdjęć poklatkowych, a okresowo także Arriflexa 16 BL. Było jeszcze coś. Już dawno, przy poprzednich produkcjach, prosiliśmy o zakup teleobiektywu wysokiej jakości, specjalnie dla naszej ekipy. Chodziło o jasne szkło Canon 300 mm f/2,8 z podwójnym konwerterem, zmieniającym ogniskową na 600 mm, a światło na f/5,6. Nic z tego nie wyszło i daliśmy spokój. Tymczasem – niespodzianka! Dyrektor techniczny Dyrekcji Produkcji Filmowej, Krzysztof Radomyski, oznajmił nam, że właśnie zakupiono dla naszych celów wymarzony obiektyw. Ale to wcale nie był tamten zamówiony przez nas. Ten był jeszcze lepszy, bo nie dość, że specjalnie przystosowany do filmowania, to jeszcze o stopień jaśniejszy! – Canon 300 mm f/2 z podwójnym konwerterem, zmieniającym ogniskową na 600 mm, a światło na rewelacyjne f/4! To był dobry znak dla naszej, właśnie wchodzącej w życie, nadzwyczajnej produkcji…



21 kwietnia 1993 r.

Telewizyjny Polonez sunie po asfalcie. Trzymam mocno kierownicę. Obok mnie moje szczęcie – Beńka. Za nami, w drugim samochodzie, Sławek Boniecki – kierownik produkcji Tętna... i Grzesiek Kłosowski – asystent. Grzesiek będzie pracował z nami przez pierwsze tygodnie. Nasz samochód zapakowany po dach. Dwa dni temu pobrałem z TVP sprzęt filmowy, dźwiękowy, taśmy dźwiękowe do nagrań i negatyw.


Już Hajnówka. Gdy wjeżdżamy do Puszczy, jak zawsze odczuwam dziwny spokój, taką pewność, że jest jeszcze na świecie coś prawdziwego, wartościowego, żywego. Za towarzyszącymi szosie z lewej i prawej dwiema ścianami kolumn wiekowych świerków, dębów i innych wielgachnych drzew, tam, w głębi jest jakiś magnetyzm, tajemnica. Coś, co wciąga. Może to jakiś prainstynkt, tęsknota za naszymi korzeniami, kto wie... Ale spokój pryska, bo różne myśli kołaczą się w głowie. Przecież teraz dopiero się zacznie. Tysiące spraw do załatwienia, a każda ważniejsza od drugiej. A poza tym – w domu został nasz piętnastoletni syn – Maciek…

Z zamyślenia wyrywa mnie okrzyk Beńki. Sto metrów przed nami dwie żubrzyce przebiegają w lewo przez drogę. Hamuję łagodnie. Słusznie, bo jeszcze jedna wyskakuje z prawej na asfalt i podąża za poprzednimi. Dosłownie kilka metrów przed nami. Zjawy szybko znikają w gąszczu. Kilka kolejnych zakrętów – pełno ich między Hajnówką a Białowieżą. Jeszcze nie zdaję sobie sprawy, jak wielokroć przyjdzie mi je pokonywać w przyszłości. Kończy się wielki las, wjeżdżamy na otwartą polanę Białowieży. Po paru minutach nasze samochody zatrzymują się przed gościnnym progiem Domu Myśliwskiego należącego do Białowieskiego Parku Narodowego. Pan Waldek Chwyć, zawsze nam przyjazny szef Myśliwskiego, oznajmia, że mamy do dyspozycji cały segment nr 7/8 – dwa pokoje z łazienką. Więc to będzie nasz dom, na co najmniej kilkanaście miesięcy zdjęć…        

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.     



W ciągu pierwszych kwietniowych dni we trójkę (my dwoje i asystent Grzesiek Kłosowski) ustalaliśmy wszystkie niezbędne sprawy organizacyjne i sprawdzaliśmy lokalizacje planów zdjęciowych. 27 kwietnia do ekipy dołączył młody asystent, Krzysiek Komar, rekomendowany przez naszą dobrą znajomą z Dyrekcji Produkcji Filmowej. Mieliśmy trochę obaw, bo dotąd zupełnie nie miał styczności z pracą na planie filmowym, ale postanowiliśmy spróbować w myśl zasady, że nigdy nie mówi się nigdy. Po paru dniach Krzysiek rozpoznał swoje zadania (i oczywiście sprzęt) na tyle, że całkiem sprawnie szły mu wszystkie prace. Od początku maja zaczęliśmy regularne zdjęcia. Przez pierwsze dwa miesiące pomagał w nich Grzesiek Kłosowski, a od 3 lipca zmienił go nowy członek ekipy, obiecujący student kierunku operatorskiego Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Krystian Matysek. Jako drugi operator miał odtąd pomagać w realizacji różnych zdjęć, skupiając się jednak głównie na setkach z nami. Tegoroczne zdjęcia trwały niemal non stop do 23 grudnia (nie licząc kilku małych przerw).

Przebieg zdjęć do Tętna… w tym roku i w latach następnych, opisałem szeroko w książce Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy” (więcej o książce – omówienie tutaj, sklep tutaj).



A001826. Bożena, Jan, Krzysztof Komar i Grzegorz Kłosowski podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Grudki, Puszcza Białowieska, 26.05.1993 r. © Jan Walencik 2017.

A001856. Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, filmuje młodą sóweczkę, która opuściła dziuplę. Białowieski Park Narodowy, 12.06.1993 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A001788. Sławomir Boniecki, Bożena, Wojciech Ślusarz, Jan i Zbigniew Maziarz podczas realizacji programu Właśnie kręci Pan Walencik – w trakcie realizacji serii Tętno pierwotnej puszczy. Białowieski Park Narodowy, 18.07.1993 r. © Krzysztof Komar 2017.

D100062. Krystian Matysek, Jan i Krzysztof Komar podczas przygotowań do zdjęć lotniczych do serii Tętno pierwotnej puszczy. Białowieża, 14.08.1993 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A001805. Jan podczas realizacji zdjęć lotniczych do serii Tętno pierwotnej puszczy. Puszcza Białowieska, 14.08.1993 r. © Bożena Walencik 2017.

D100165. Maciek Walencik w helikopterze podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Puszcza Białowieska, 14.08.1993 r. © Jan Walencik 2017.

 

 

A001770. Krystian Matysek, Bożena i Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, do sceny w bobrowisku. Puszcza Białowieska, 04.11.1993 r. © Krzysztof Komar 2017.

A001735. Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Białowieski Park Narodowy, 16.05.1993 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A001908. Bożena podczas realizacji do zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, do sceny z drwalem. Białowieski Park Narodowy, 12.08.1993 r. © Jan Walencik 2017.

A001878. Jan, Zbigniew Dudrak, Krzysztof Komar, Bożena, Szymon Wdowiak i Krystian Matysek tuż po realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, do sceny Zjazd na linie. Białowieski Park Narodowy, 26.07.1993 r. © Andrzej Keczyński 2017.

 




Podczas kręcenia zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, w pierwszym roku produkcji powstawał równolegle cykl 10 kilkuminutowych odcinków typu making of, pod tytułem Właśnie kręci Pan Walencik. Zrealizował go na podstawie własnego scenariusza Sławomir Boniecki, kierownik produkcji Tętna…, na zamówienie Telewizji Edukacyjnej TVP. Dzisiaj – po latach – ten cykl świetnie obrazuje klimat i energię twórczą tamtego bardzo pracowitego okresu. Sławek zdokumentował naszą pracę i pogrupował ją tematycznie. Cykl Właśnie kręci Pan Walencik realizowała ekipa TVP w składzie: Sławomir Boniecki, Marcin Peresada, Zbigniew Maziarz, Sławomir Woźniak, Wojciech Ślusarz, Jerzy Szelenbaum, Adam Ponarski, Hanna Kłoskowska, Janusz Jagielski, Ryszard Urbaniak. Tworzyły go następujące odcinki:

1. Właśnie kręci Pan Walencik
2. Jak dobrze robić film przyrodniczy
3. Jak zostać filmowcem przyrodnikiem?
4. Te wspaniałe Walenciki na swych latających kamerach!
5. Filmowały dwa Michały
6. Pogoda dla bogaczy
7. Bliskie spotkania…
8. Jak to się robi w Walencikwood?
9. Życie rodzinne czyli… montujemy film
10. Z niewielka pomocą…

Oto oryginalne kadry z tego cyklu, obrazujące charakter dokumentu i poruszanych w nim tematów. Całość była obliczona na pokazanie warsztatu realizatorów, stąd posmak werkfotosów – zdjęć z kuchni filmowej. Poniżej dwa wybrane odcinki: 1. Właśnie kręci Pan Walencik, 4. Te wspaniałe Walenciki na swych latających kamerach!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kadry z cyklu Właśnie kręci Pan Walencik (CYTATY). 

 

 

 

 

 

 



CYTAT. Fragment cyklu Właśnie kręci Pan Walencik. Odc. 1. Real. Sławomir Boniecki. Źródło: TVP.

 

 

CYTAT. Fragment cyklu Właśnie kręci Pan Walencik. Odc. 4. Te wspaniałe Walenciki na swych latających kamerach! Real. Sławomir Boniecki. Źródło: TVP.

 



Więcej odcinków cyklu Właśnie kręci Pan Walencik  tutaj.



Nasz serial już w pierwszym roku zdjęć został rozpropagowany w podlaskiej prasie – za sprawą białowieskiego dokumentalisty-historyka i dziennikarza, pracownika Białowieskiego Parku Narodowego, Piotra Bajko. Jego pierwsze teksty o Tętnie pierwotnej puszczy miały charakter informacyjny, ale po tym jak zagrał rolę poganina w jednej ze scen do końcowego odcinka, ujawnił swoje przeżycia w formie barwnego reportażu.



CYTAT. Notatka – Piotr Bajko: Uchwycić kamerą tętno puszczy. Źródło: Gazeta Tygodniowa30.05.1993 r.

 

 

CYTAT. Notatka – Piotr Bajko: Powstaje polski serial przyrodniczy. Tętno puszczy. Źródło: Kurier Podlaski, 01.06. 1993 r.

 

 

CYTAT. Notatka – Piotr Bajko: ВАЛЕНЦІКІ ЗНОЙ У БЕЛАВЕЖЫ      / Walencikowie ponownie w Białowieży. Źródło: Niwa11.07.1993 r.

Walencikowie ponownie w Białowieży

Bożena i Jan Walencikowie od wielu już lat są dobrze znani w Białowieży. Małżeństwo polskich filmowców realizuje tutaj audycje dla telewizyjnego magazynu Zwierzyniec oraz inne programy przyrodnicze. Właśnie w Puszczy Białowieskiej zostały nakręcone filmy Zielone Płuca PolskiSprawa białowieskiego żubraPuszcza żubra i Tropem łosia. Obecnie państwo Walencikowie wykonują zdjęcia do serialu przyrodniczego pt. Tętno pierwotnej puszczy, który składać się będzie z pięciu półgodzinnych odcinków: Wielki domŻyć – znaczy tworzyć i walczyćOlbrzymy i karłyNie tylko kły i pazuryŻywa sieć. Każdy odcinek poświęcony jest osobnemu problemowi ekologicznemu, a połączy je ze sobą komentarz autorski.

– W naszym serialu, albowiem razem z żoną jesteśmy zarówno autorami scenariusza, jak i jego realizatorami – mówi Jan Walencik – chcemy pokazać Puszczę Białowieską trochę inaczej, niż to było dotąd. Chcemy przeniknąć do wnętrza puszczy, pokazać, jak funkcjonuje jej organizm, jakie są powiązania pomiędzy światami roślin i zwierząt, poszczególnymi gatunkami, jak też ich grupami, asocjacjami. Chcemy wytłumaczyć widzom, dlaczego puszcza istnieje tyle lat, dlaczego ciągle odradza się pomimo niekorzystnego oddziaływania na nią człowieka. W końcu postawimy pytanie, a może lepiej powiedzieć – zwrócimy się z apelem, aby zrobić coś korzystnego dla lepszej ochrony puszczy.

Zdjęcia, w których uczestniczy także operator Grzegorz Kłosowski wraz ze swoim asystentem Krzysztofem Komarem, będą trwać, z 2-3-miesięczną przerwą zimową, do końca lipca 1994 r. Cały serial powinien być gotowy do emisji w styczniu 1995 r. Ekipa zdjęciowa będzie pracować w Puszczy Białowieskiej. Planowane są także zdjęcia lotnicze. Realizatorzy liczą na pomoc miejscowych naukowców, miłośników przyrody, leśników. Głównym konsultantem naukowym filmu jest p.o. dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego dr Czesław Okołów, który w tej roli występował już niejednokrotnie.

– Nasz film – dodaje Bożena Walencik – wyprodukujemy w dwóch wersjach językowych, polskiej i angielskiej. Rozpowszechniany będzie on także na kasetach video. I jeszcze jedno – chcemy napisać książkę, wykorzystując materiał fotograficzny, który zostanie zgromadzony w trakcie realizacji serialu.

Tętno pierwotnej puszczy jest realizowane na zamówienie Działu Programów Przyrodniczych Telewizji Edukacyjnej. Kierownikiem produkcji jest Sławomir Boniecki.

Piotr Bajko

 CYTAT. Tekst z Niwy, 11.07.1993 r.


 

 

 

 

CYTAT. Fragment reportażu – Piotr Bajko: Wakacyjna przygoda. Byłem statystą. Źródło: Gazeta Tygodniowa07-14.08.1993 r.

 

 

CYTAT. C. d. reportażu – Piotr Bajko: Wakacyjna przygoda. Byłem statystą. Źródło: Gazeta Tygodniowa07-14.08.1993 r.

 

 

CYTAT. Fragment reportażu – Piotr Bajko: ЯК Я СТАЎ ЯЗЫЧНІКАМ / Jak zostałem poganinem. Źródło: Niwa, 26.09.1993 r.

 



Od samego początku realizacji zdjęć filmowych do Tętna… intensywnie fotografowałem, przede wszystkim Mamiyą Super 645. To był kolejny renesans mojej fotografii, tym razem puszczańskiej – przede wszystkim z myślą o dużej wyśnionej autorskiej książce. Nie mogło być inaczej, bowiem równolegle z pomysłem serialu o puszczy, zrodził się pomysł mojego pierwszego obszernego albumu fotograficznego o takim samym jak filmy tytule: Tętno pierwotnej puszczy. Podchodziłem do tego projektu ze szczególną czułością i zaangażowaniem. Wymyśliłem sposób na pokazanie po swojemu, jak funkcjonuje wielki puszczański organizm – skądinąd na podobieństwo konstrukcji serialu, tyle że bez udziału prezenterów.

Zanim przystąpiłem do fotografowania, już miałem zbudowany precyzyjny scenariusz albumu, a nawet jego graficzny layout, dzięki któremu wiedziałem gdzie i jakich zdjęć potrzebuję oraz jak będą one funkcjonowały na stronach i korespondowały z innymi ilustracjami, jak również z tekstem. Ponad wszystko, główną wagę przykładałem do sposobu prowadzenia narracji przy pomocy fotografii i niewielkich komentujących tekstów. Ogromnie mi zależało by czytelnik obcujący z tym albumem odkrył funkcjonowanie prastarego lasu, otrzymał starannie i atrakcyjnie podaną wiedzę przyrodniczą i zachłystnął się atmosferą, urokiem puszczy – a przede wszystkim, aby miał ogromną ucztę estetyczną. W tym celu, w całym układzie logicznym albumu  starałem się połączyć z klasą dwa trudne do pogodzenia elementy: artyzm obrazów z konsekwentnie przeprowadzoną edukacją. Z takim właśnie scenariuszowo-layout’owym nastawieniem, fotografowałem teraz w terenie wszystkie kadry do mojego pierwszego, wymarzonego albumu Tętno... Ma się rozumieć, filmując jednocześnie Tętno…

Pod koniec roku ogromnie ucieszyła nas wiadomość, jaka doszła do Białowieży od zaprzyjaźnionej dyrekcji Wigierskiego Parku Narodowego: za film Bobrze, czy na Wigrach jest dobrze? otrzymaliśmy nagrodę specjalną górskiej społeczności Bormio oraz dyplom honorowy na VII Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych o Parkach Narodowych w Sondrio (25-30.10.1993 r.) – w naszym ulubionym Sondrio.




1994 r.

Tegoroczne zdjęcia trwały od 25 stycznia do 29 listopada (z trzema krótkimi przerwami). Według pierwotnych przymiarek, a i terminarza produkcyjnego, miały one zakończyć się latem. Ponieważ jednak cały czas kręciliśmy pod dyktando przyrody, wielu scen nie zdążyliśmy sfilmować, albo w tym roku po prostu część z interesujących nas zjawisk nie wydarzyła się w naturze. Szefowie Telewizji Edukacyjnej i Dyrekcji Produkcji Filmowej, widząc siłę dotychczas nakręconych materiałów i potencjał brakujących scen, z ogromnym zrozumieniem  podeszli do naszych problemów i zgodzili się na takie przedłużenie zdjęć, jakie zapewniało stworzenie serialu na najwyższym możliwym poziomie.

Równocześnie z kręceniem ujęć cały czas kompletowałem kadry fotograficzne do zaplanowanego albumy Tętno pierwotnej puszczy. W drugim roku produkcji serialu realizowaliśmy sporo scen, do których wykorzystywaliśmy techniki specjalne. Między innymi filmowaliśmy ujęcia poklatkowe (time-lapse, wyzwalane przy pomocy nowo skonstruowanego elektronicznego zegara), okresowe, wykonywane z zamontowanych w terenie stałych podstaw do kamery (lapse-time), ujęcia stabilizowane w ruchu – z wynajętego Steadycama i z mojej rury, ujęcia ze skonstruowanego przeze mnie wózka na szynach i podnośnika, ujęcia z kilkunastometrowego podnośnika samochodowego, umożliwiające efektowne zjazdy i podniesienia, ujęcia z pędzącej lokomotywy, ujęcia podwodne ze specjalną obudową kamery i z peryskopem, ujęcia z systemu latającej kamery, ujęcia żubrów z odpornych na zgniecenie obudów i zdalnie sterowanych kamer, ujęcia 6-krotnie zwolnione wykonywane zdaje się jedyną wówczas w Polsce dostępną kamerą szybką Arriflex SR High Speed, wynajętą ze Sportfilmu, a wreszcie – ujęcia drobnych organizmów i małych obiektów (wnętrza mrowisk, sperforowanego drewna itp.) kręcone specjalnym endoskopem filmowym. Ten endoskop wypożyczyliśmy w firmie sprzętowej w Monachium, dokąd 23 maja pojechałem go odebrać razem ze Sławkiem Bonieckim, kierownikiem produkcji.

22 października 1994 r.

Spoglądam na Krzyśka: niezbyt pewna mina wyraża wszystko. Wisimy nad Drogą Narewkowską, w metalowym koszu wyniesionym na potężnym ramieniu, a pod nami dziewiętnaście metrów przepaści. Nie po raz pierwszy korzystamy z pomocy Zakładu Energetycznego w Bielsku Podlaskim. Dzięki samochodowemu podnośnikowi, przy pomocy którego zwykle usuwa się awarie na słupach elektrycznych, możemy sfilmować drzewostan w ruchu i to w nie byle jakim ruchu – poruszając się płynnie w pionie i w poziomie. W praktyce oznacza to, że możemy na przykład wjechać lub zjechać idealnie wzdłuż pnia drzewa i pomiędzy jego konarami na odcinku kilkunastu metrów albo jak karuzela zatoczyć równie wielkie koło gdzieś w koronach. Jest to dokładnie to, czego potrzebuję w Tętnie... – opisanie przestrzeni puszczy w ruchu. Jakaż to przyjemność, gdy widzisz w kadrze pracującej kamery, jak obraz płynie w niekończącym się opadaniu, jak słońce przeskakuje promieniami po gałęziach pełnych jesiennych liści, jak zaskakująco miękko i w mistrzowskim ruchu pojawiają się nowe boczne konary. Bo pan Jerzy Rubaszewski, operator podnośnika jest majstrem w swoim fachu. Posłuszne jego rękom dźwignie sterownika wynoszą nas wzdłuż starej osiki, kilka centymetrów od pnia – z precyzją tak absorbującą uwagę, że nawet Krzysiek zapomniał o wysokości.

19 listopada 1994 r.

Zawiadowca Stacji PKP w Hajnówce i maszynista na początku nie chcieli nawet słyszeć o moim pomyśle, potem jednak powoli zaczęli zmieniać zdanie. Po prawie trzydziestu minutach pertraktacji wsiadłem wreszcie do pociągu relacji Hajnówka – Siedlce, tyle, że nie do wagonu, lecz do lokomotywy spalinowej. Pewnie, że jak każdy pasażer też lubię siedzieć koło kierowcy, ale nie o to chodzi tym razem. W Scenie 13/V. Nieposkromiony człowiek potrzebujemy pokazać między innymi, jak nasi dziadowie i współcześni pocięli Puszczę Białowieską siecią dróg, także kolejowych. Uznałem, że trzeba to zrobić z odrobiną emocji.

Nie jest wcale łatwo wystawić kamerę z pędzącej lokomotywy. Za uchylonymi drzwiami mało głowy nie urwie, ale powoli staram się opuścić prawie trzymetrową rurę z Bolexem na dole. Kiedy kamera zbliża się na pół metra do pierwszego od przodu koła lokomotywy, uruchamiam zdalny włącznik. Jestem pewien, że to, co widzi szerokokątny obiektyw z tak bliska – rozpędzone wielkie koła i cielsko maszyny połykającej tory oraz uciekającą na dwie strony Puszczę – będzie odpowiednio dramatyczne. Jestem pewien, że zmontuje się to kapitalnie z ujęciem, które zrobiliśmy wczoraj dokładnie w tym samym miejscu. Zamontowaliśmy bezpiecznie kamerę pomiędzy torami, (za zgodą PKP, rzecz jasna) tak żeby widziała pod kątem. Czekaliśmy dobre pół godziny. Jak tylko w perspektywie nadjechał pociąg zdalnie włączyłem spust i po chwili rozpędzona lokomotywa, jak jakieś monstrum z impetem nakryła i zaciemniła kadr...

Jak zrobić zdjęcia starej wąskotorowej ciuchci wywożącej z Puszczy drewno, jeśli od wielu lat nie używa się ani jednej? Żaden problem, wystarczy wynająć w Hajnówce wysłużoną lokomotywę parową i kilka wagoników specjalnie załadować drewnem, a potem podjechać dwa, trzy kilometry w las i filmować do woli. Taki też był plan. Natychmiast jednak spalił na panewce, gdy usłyszałem, ile to będzie kosztować. W przeliczeniu na potrzebne nam trzydzieści ekranowych sekund cena była astronomiczna! Podziękowałem i natychmiast zacząłem szukać innego rozwiązania. I znalazłem...

Spora płyta-blat z zamontowanym na niej Bolexem sunie po wąskich torach leśnej kolejki. Akurat tu określenie sunie jest podwójnie trafne: w rzeczywistości i w przenośni. Ponieważ od spodu płyty przybiłem dwie równoległe belki pasujące dokładnie do rozstawu szyn, wystarczy popychać całą konstrukcję by sunęła do przodu. Tajemnica takiego ujęcia tkwi w zdjęciach poklatkowych. Robimy tak: wciskam spust Bolexa i naświetlam jedną klatkę filmu, po czym przesuwamy z Krzyśkiem kamerę do przodu o dwadzieścia centymetrów, znów naciskam spust, znów przesuwamy... i tak bez końca. Trochę to męczące. Po kilometrze zginania się i przesuwania blatu klinującego się w niezbyt równo rozstawionych zardzewiałych szynach, mamy dość. Uskrzydla nas jedynie ostateczna wizja tego ujęcia:  przy szybkości dwudziestu pięciu klatek na sekundę, kamera pojedzie po torach bardzo sugestywnie – niczym rozpędzony pociąg. Jeśli będziemy przesuwać blat o większe odcinki, to zwiększymy jego prędkość. A jeśli jeszcze w ścieżce dźwiękowej dodamy sapanie lokomotywy, może też gwizd…

24 listopada 1994 r.

O godzinie pierwszej słońce stoi zwykle w zenicie. Tak jest latem, lecz nie pod koniec listopada. Teraz to nawet i w samo południe wielka tarcza jest tak nisko, że rzuca długie cienie drzew. Aby opowiedzieć na ekranie, jak krótko trwają jesienne dni w Puszczy, jak gołe są drzewa i jak wiele światła znów dociera do dna, używamy dwóch kamer i zegara do zdjęć poklatkowych – podobnie jak wiosną. Filmujemy w podmokłym olsie skutym lodem. Na wielkich płaskich taflach ożywione poklatkowo cienie drzew powinny przesuwać się bardzo efektownie. Pomimo, że jest minus osiem stopni, kamery i zegar pracują bez zarzutu. Marzniemy w bezruchu, bo nasza rola polega na przestawieniu statywu z kamerą od czasu do czasu i pilnowaniu całej aparatury. Nawet poskakać nie wolno żeby się rozgrzać, bo twarda skorupa zmarzniętej ziemi przeniosłaby wstrząsy na kamery. Żal mi Beńki, bo to moje kochanie zawsze marznie najszybciej...

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.     

Po niecałym roku, od początku lipca 1993 roku – pod koniec maja 1994 roku, Krystian Matysek zakończył stałą pracę w naszej ekipie, jako drugi operator obrazu. Odtąd, do końca produkcji był zatrudniany od czasu do czasu na konkretne dni zdjęciowe, jako operator niektórych scen setkowych z nami. Do końca 1994 r. brał udział w realizacji 9 takich scen. Praktycznie więc ekipa zdjęciowa składała się z nas trojga: Bożenki, mnie i Krzyśka Komara, który już dawno stał się nie tylko pełnoprawnym członkiem zespołu twórczego, ale przede wszystkim osobą nieodzowną, odpowiedzialną i oddaną naszej wspólnej filmowej sprawie.



A001734. Bożena i Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, filmują poklatkowo cienie drzew. Grudki, 13.11.1994 r. © Krzysztof Komar 2017.

A001762. Bożena i Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, przy scenie z upływem czasu w ciągu kilku pór roku. Białowieski Park Narodowy, 04.08.1994 r. © Krzysztof Komar 2017.

 

 

A001819. Puchacz przygotowany przez sokolnika Grzegorza Dzika, podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Białowieski Park Narodowy, 06.10.1994 r. © Jan Walencik 2017.

D100302. Janusz Szpakowicz, strażnik żubrowy, Krystian Matysek, Krzysztof Komar i Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Ośrodek Hodowli Żubrów BPN, Puszcza Białowieska, 24.02.1994 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A001846. Jan i Krzysztof Komar podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, filmują rzęsorka w warunkach studyjnych. Białowieża, 17.09.1994 r. © Bożena Walencik 2017.

A001831. Jan podczas przygotowań do zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, montuje kamerę na suporcie – podstawie do zdjęć okresowych, zalanej przez powódź z wypiętrzonym lodem. Rzeka Leśna Prawa, Puszcza Białowieska, 14.03.1994 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A003214. Jan i strażnicy BPN: Cezary Bańka, Mikołaj Jaganow, Wiktor Wiktoruk i Jerzy Gabiec podczas przygotowań do zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Białowieski Park Narodowy, 26.08.1994 r. © Bożena Walencik 2017.

A001765. Markus Albrecht i Jan podczas zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, przygotowują stabilizator kamery Steadycam. Białowieski Park Narodowy, 02.07.1994 r. © Bożena Walencik 2017.

 



W ciągu drugiego roku realizacji zdjęć do Tętna pierwotnej puszczy, na antenie Telewizji Edukacyjnej pokazywano sporo naszych poprzednich filmów. Odczuliśmy, że zainteresowanie TVP naszą twórczością filmową z wolna rosło. Znalazło to odzwierciedlenie między innymi w katalogu programów, opracowanym w celach sprzedaży produktów TVP zagranicznym stacjom telewizyjnym, głównie na międzynarodowych targach (w Cannes itp.) oraz w długim, dwudziestominutowym wywiadzie na żywo w studiu Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.




 

CYTAT. Okładka wydawnictwa Catalogue of Polsh Television Programmes (Katalog programów Telewizji Polskiej). Źródło: Catalogue..., TVP, 1994 r.


 

 

 


CYTAT. Str. 20 wydawnictwa Catalogue of Polsh Television Programmes (Katalog programów Telewizji Polskiej), z informacją o filmach autorstwa Bożeny i Jana. Źródło: Catalogue..., TVP, 1994 r.

CYTAT. Str. 21 wydawnictwa Catalogue of Polsh Television Programmes (Katalog programów Telewizji Polskiej), z informacją o filmach autorstwa Bożeny i Jana. Źródło: Catalogue..., TVP, 1994 r

 



CYTAT. Fragment studyjnego programu telewizyjnego Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego – rozmowa Anny Gałuszko z Bożeną i Janem. Źródło: Warszawski Ośrodek Telewizyjny – TVP, 1994 r. (nagranie z kasety VHS).

 

 



1995 r.

Ponieważ w poprzednim roku zrealizowaliśmy większość niezbędnych ujęć zimowych, trzeci sezon produkcji serialu Tętno pierwotnej puszczy rozpoczęliśmy dopiero 21 marca 1995 roku. Zdjęcia zakończyliśmy 6 lipca 1995 roku i już następnego dnia zwróciliśmy do Bazy Sprzętu Telewizyjnej Agencji Produkcji Teatralnej i Filmowej całe udostępnione nam wyposażenie filmowe i dźwiękowe.

Tymczasem, sporo zdjęć wciąż było jeszcze przed nami, a przyznanego na produkcję negatywu – coraz mniej, by nie powiedzieć: o wiele za mało, żeby wykonać wszystkie zaplanowane ujęcia. Jak zawsze, tak i teraz znaleźliśmy na to sposób. Jeszcze zimą przedstawiliśmy w naszym Dziale Programów Przyrodniczych plan, który szybko zyskał aprobatę kierownictwa Telewizji Edukacyjnej. Polegał on na wprowadzeniu do produkcji w 1995 roku dwóch kolejnych pozycji, filmów: Ostatnia Puszcza i Puchalszczyzna, na które miała zostać przydzielona całkiem zacna ilość negatywu. Pierwszy tytuł miał bazować na już powstałych i mających niebawem powstać materiałach do serii Tętno…, co w rzeczywistości oznaczało sporą ilość negatywu do wykorzystania przy brakujących w serialu scenach. Drugi temat, całkiem nowy – oryginalna filmowa monografia życia i dzieła Włodzimierza Puchalskiego – był już od dawna planowany przez nas. Szefowie przyklasnęli temu widząc, że spora część zdjęć może być wykonana w Białowieży i okolicy, na dodatek siłą ekipy realizującej Tętno… i w ciągu tego samego okresu zdjęciowego, czyli bardzo ekonomicznie. Ten pomysł chyba najbardziej przypadł do gustu sekundującej nam cały czas Alanie Puchalskiej – co nas ogromnie cieszyło i jeszcze bardzie zmobilizowało. Formalnie skierowano obydwa filmy do produkcji w kwietniu 1995 r. w Telewizyjnej Agencji Produkcji Teatralnej i Filmowej (dawniej POLTEL). Oczywiście poprzednie miesiące wypełniło nam konstruowanie obydwu scenariuszy. Ostatnia Puszcza miała być impresją poprowadzoną zupełnie inaczej niż serial – prawie bez komentarza, obliczoną na emocje serwowane widzom. To było w założeniach jakby półgodzinne szaleństwo obrazów, muzyki i głosów natury, podanych w oryginalnym, dynamicznym i bardzo muzycznym montażu. Puchalszczyzna z kolei była nowatorską próbą opowieści o bohaterze, przedstawianym w żywych, setkowych scenach z prezenterem w mojej osobie (często w zaskakujących, nawet zwariowanych nieco sytuacjach, przybliżających omawiane klimaty), korespondujących ściśle z opisowymi partiami ikonograficznymi, w których wspomnienia miał czytać niezapomniany gawędziarz Witold Szolginia – tak jak bohater filmu, lwowianin.

Powracając dzisiaj myślą do trzeciego sezonu zdjęć serialowych, pamiętam doskonale tamten przedziwny stan spokoju i jednocześnie napięcia, jaki towarzyszył naszej skromnej, podstawowo trzyosobowej ekipie, aż do zakończenia kręcenia. Z jednej strony mieliśmy za sobą solidną ścianę, opokę w postaci znakomitej większości gotowych, zrealizowanych scen, To rodziło pewność, że dysponujemy zgodnym ze scenariuszem, a jednocześnie oryginalnym, a czasem nawet nowatorskim materiałem do montażu, że z tego powstanie naprawdę dobra, może nawet wyjątkowa rzecz. Z drugiej strony wisiało nad nami brzemię odpowiedzialności za brakujący wciąż do montażu materiał. Chcę przez to powiedzieć, że przyszło nam po raz pierwszy pracować na tak wysokich obrotach w bardzo długim okresie zdjęciowym i w skromnej ekipie – z oddaniem dla spójności serii. To tak jak byśmy robili przez 3 sezony jeden długi, 2,5 godzinnego film. Chodziło o dotrzymanie kroku, utrzymanie kręconych scen na jednakowo wysokim poziomie i w jednolitym, podobnym charakterze, przez ten cały czas. To nie jest proste i wie o tym każdy filmowiec długodystansowiec. W zmęczeniu bardzo łatwo można spuścić z tonu, idąc na łatwiznę. Na dodatek, cały czas dbaliśmy o świeżość ujęć i nowatorskość. Ciągle jeszcze chciało nam się poszukiwać nowych technik i wykorzystywać je. W tym celu na przykład, aby mieć możliwość studiowania zdjęć super zwolnionych na własnym sprzęcie, za grosze odkupiłem od Telewizji Polskiej nieużywaną, w pewnym sensie antyczną kamerę rapidową.

4 maja 1995 r.

Aby uzyskać na ekranie efekt zwolnienia ruchu filmowałem już wielokrotnie ze zwiększoną szybkością, nawet 150 klatek na sekundę, czyli 6 razy szybciej. Gdyby tak spróbować użyć szybkości na przykład 600 klatek na sekundę, to wtedy mógłbym zarejestrować ruch o 24 razy wolniejszy niż w rzeczywistości! Przecież marzenia są po to by się spełniać...

Dzisiaj jest urwanie głowy. Mamy w Białowieży Pentazeta – starą kamerę do zdjęć ultraszybkich, od 300 do 3000 klatek na sekundę. Chociaż wyprodukowano ją pewnie ponad 30 lat temu w NRD, to akurat nie wygląda na zbyt używaną. Swoją drogą kolubryna to straszna, nie mówiąc już o potężnym statywie i kilku skrzyniach, zasilaczu itd. Podobno przepuszczono przez nią tylko parę rolek taśmy. Nie było żadnej instrukcji obsługi i nikt nie umiał nam doradzić jak ją uruchomić. Kompletna zgaduj – zgadula. Siedziałem nad nią parę dni aż rozgryzłem trochę. Za chwilę wymarzone pierwsze ujęcie z szybkością 600 klatek na sekundę. Taśma założona, obiektyw też. Kable podłączone do sieci (na okoliczność użycia Pentazeta elektryk założył specjalne gniazdo siłowe na tablicy rozdzielczej w Domu Myśliwskim!). Plan zdjęciowy także gotowy – filmujemy deszcz na ciemnym tle omszonego pnia. Oczyma wyobraźni widzę jak kształtne krople spadają w bardzo powolnym balecie i równie wolno rozpryskują się na listkach szczawiku zajęczego... Uwaga! Już kapie sztuczny deszcz, nie bez emocji zbliżam palec do czerwonego guzika na wielkiej drewnianej skrzyni sterownika.

Poszła! Wielki trójfazowy silnik wystartował z niesłychanym impetem! W porównaniu do cichutko pracującej klasycznej kamery, ta wyje jak piła tarczowa. Nagle po czterech sekundach jakieś chrzęsty i chrobotania. Stop – zaskoczony odnajduję czarny guzik. Silnik wyhamowuje dopiero po piętnastu sekundach. Bez namysłu robię to, czego nigdy bym nie zrobił w normalnej kamerze – przy pełnym świetle otwieram kamerę. Wyskakuje z niej może z tysiąc drobnych kawałeczków negatywu, a resztka trzydziestometrowej taśmy upchana jest w sałatę!  Ech – ultraszybkie zdjęcia... Nie pozostaje mi nic innego, jak oczyścić kasetę, założyć nową rolkę filmu i zacząć jeszcze raz. A może i drugi i dziesiąty – aż do skutku.

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.



A001863. Dr Amelia Kawecka, botanik i Jan podczas przygotowań do zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, wykonują zdjęcie fitosocjologiczne roślinności na tamie bobrowej. Rzeka Hwoźna, Białowieski Park Narodowy, 03.06.1995 r. © Bożena Walencik 2017.

A001739. Bożena i Jan podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, przy mrowisku mrówek ćmawych. Puszcza Białowieska, 29.06.1995 r. © Krzysztof Komar 2017.

 

 

A001865. Jan i Bożena podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, do sceny nurkowania w rzece Hwoźnej. Białowieski Park Narodowy, 16.06.1995 r. © Krzysztof Komar 2017.

A001742. Bogdan Kasperczyk z bobrem ze Stacji PAN w Popielnie, podczas przygotowań do zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Ruciane-Nida, 13.06.1995 r. © Jan Walencik 2017.

 

 


A001729. Bożena podczas realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy, filmuje poklatkowo ruchy roślin runa. Białowieski Park Narodowy, 05.05.1995 r. © Jan Walencik 2017.

A001740. Bożena podczas przerwy w realizacji zdjęć do serii Tętno pierwotnej puszczy. Katorga, Białowieski Park Narodowy, 05.07.1995 r. © Jan Walencik 2017.

 



Od połowy maja, poza kręceniem scen ściśle przyrodniczych, skupiliśmy się na realizacji scen setkowych z nami i scen setkowych tylko ze mną – do filmu Puchalszczyzna. Między innymi po to właśnie raz jeden (8-10 lipca) opuściliśmy Białowieżę, udając się na Mazury w rejon Wysokiego Ostrowu na Jeziorze Dobskim, czyli rozsławionej przez Włodzimierza Puchalskiego Wyspy Kormoranów. Podobnie jak w ubiegłym roku, do niektórych scen stuprocentowych, również do Puchalszczyzny, zatrudniliśmy na konkretnie dni zdjęciowe Krystiana Matyska (w charakterze operatora ujęć, których nie byliśmy w stanie zrobić sobie sami).



A001948. Bożena podczas przygotowywania zdjęć do filmu Puchalszczyzna. Jez. Dobskie, 09.06.1995 r. © Jan Walencik 2017.

A001953. Krystian Matysek, Krzysztof Komar i Jan podczas realizacji zdjęć do filmu Puchalszczyzna. Wysoki Ostrów, Jez. Dobskie, 09.06.1995 r. © Bożena Walencik 2017.

 

 

A001942. Jan podczas przygotowywania zdjęć do filmu Puchalszczyzna, z oryginalnym aparatem Mentor Włodzimierza Puchalskiego. Białowieski Park Narodowy, 27.05.1995 r. © Bożena Walencik 2017.

B010275. Jan podczas realizacji zdjęć do filmu Puchalszczyzna. Białowieski Park Narodowy, 27.05.1995 r. © Bożena Walencik 2017.

 



Oczywiście w dalszym ciągu intensywnie fotografowałem i zbierałem obrazy do autorskiego albumu puszczańskiego. Nadchodził czas, gdy należało przekuć marzenia o publikacji tej książki w czyny. Zacząłem pilnie poszukiwać wydawcy. Przyjrzałem się ówczesnemu rynkowi księgarskiemu i wybrałem najbardziej prężnie rozwijające się wówczas Wydawnictwo Sport i Turystyka – MUZA S. A., z bogatą ofertą albumów przygotowanych z klasą. Nie miałem nic do stracenia i postanowiłem zagrać va banque: jako kompletnie nieznany Wydawnictwu autor, zadzwoniłem z bardzo ogólną propozycją książki bezpośrednio do ówczesnego dyrektora MUZY, Włodzimierza Czarzastego, zapraszając go jednocześnie na spotkanie, podczas którego moglibyśmy spokojnie porozmawiać o szczegółach. Ku mojej radości, wkrótce – 24 czerwca 1995 roku – do tego spotkania doszło. Przedtem jednak przygotowałem się solidnie. Oczywiście opracowałem cały niezbędny dokument z projektem albumu Tętno pierwotnej puszczy, szczegółowym konspektem i przykładowymi fragmentami tekstów, ale zasadniczą wagę przyłożyłem do opracowania makiety graficznej kilku charakterystycznych rozkładówek w rzeczywistej skali. W tamtym czasie nie były dostępne barwne drukarki na jakich dziś z ogromną łatwością przygotowujemy takie layouty. W sklepie dla plastyków kupiłem czarną matową folię samoprzylepną i sporo arkuszy Letraset Type (odciskanego od przeźroczystej folii, przylepnego liternictwa) z różnymi wielkościami i krojami liter, cyfr i linii. Jednocześnie w renomowanym laboratorium na ulicy Dzikiej w Warszawie zamówiłem ponad dwadzieścia całkiem sporych pozytywów z moich wybranych puszczańskich przeźroczy, powiększonych na dość rzadkim i drogim, ale za to znakomitym papierze odwracalnym CIBACHROME. Przysiadłem i starannie zbudowałem makietę kilku rozkładówek albumu, z zamarkowanymi tekstami, estetyczną żywą paginą na górze stron, no i oczywiście ujętymi w subtelne białe ramki fotografiami, sformatowanymi i zakomponowanymi na siatce modularnej. Cały układ graficzny, jaki obmyśliłem – doskonale teraz widoczny – stał się na kolejnych rozkładówkach powtarzalną zasadą pokazu fotografii, współbrzmienia z nimi tekstów, jak również przewodzenia tytułów i śródtytułów żywej paginy.

Od razu widać było, jak pociągający i wypracowany będzie ten album. Czerń apli, kontrastująca z bielą liternictwa i kreski, a nade wszystko z barwnymi, nadzwyczaj żywymi, niemal wychodzącymi z tła fotografiami, robiły doskonałe, powabne wrażenie. To wrażenie zdaje się sprawiło, że dyrektor MUZY – zaraz po przyjeździe do Białowieży – jak tylko zobaczył tę makietę, już mi jej nie oddał, tylko podał dłoń i powiedział: Robimy! Dodał jeszcze, że chciałby, abym został redaktorem całej serii albumów o wszystkich polskich parkach narodowych, opartej na formule Tętna… Byłem przygotowany: natychmiast dorzuciłem jeszcze dwa moje autorskie projekty o Bagnach Biebrzańskich i Wigrach – na dalsze lata oczywiście…

Moje fotografowanie znalazło też wyraz w postaci zdjęć do jednej, ale za to bardzo cennej publikacji (artykułu naszych przyjaciół, zawodowych ornitologów: Tomasza Wesołowskiego i Ludwika Tomiałojcia), jak również mojego udziału w audycji dla dzieci z cyklu Domowe przedszkole, realizowanej akurat w Białowieży przez Renię Sawicką. W cytowanym fragmencie tego programu widać część mojej makiety albumu Tętno…, o której opowiedziałem przed chwilą.



CYTAT. Fragment audycji telewizyjnej Domowe przedszkole, zrealizowany w Białowieży, z udziałem Jana, jako fotografa przyrody. Źródło: Domowe przedszkole – TVP, 1995 r.

 



CYTAT. Str. 111, 118 i 119. Fragment artykułu – Tomasz Wesołowski, Ludwik Tomiałojć: Ornithologische Untersuchungen im Urwald von Białowieża – eine Übersicht (Badania ornitologiczne w Puszczy Białowieskiej – przegląd). Źródło: Der Ornithologische Beobachter, nr 92 1995 r. 
 



Przez cały dotychczasowy okres produkcji Tętna… Bożenka i ja pozostawaliśmy pracownikami etatowymi (dokładnie: półetatowymi) Telewizji Polskiej S. A. Nagle, ku naszemu kompletnemu zaskoczeniu – w najlepszym dla nas okresie twórczym, gdy dawaliśmy z siebie wszystko, aby stworzyć pierwszą polską przyrodnicza serię telewizyjną – kierownictwo Telewizji Polskiej S. A. nie przedłużyło ze mną i z Bożenką umów o pracę, którą rozpoczęliśmy 15 października 1992 r. i rozwiązało je 30 czerwca 1995 roku! Znowu zostaliśmy współpracownikami TVP.



W kilka dni po zakończeniu zdjęć, 12 lipca 1995 roku rozpoczęliśmy prace postprodukcyjne przy serialu Tętno pierwotnej puszczy i zakończyliśmy je ostatniego dnia listopada, tuż przed uroczystą premierą w Białowieży. Najpierw samodzielnie montowaliśmy obraz w naszym domu, później rozpoczęły się prace przy komponowaniu i wykonaniu muzyki oraz opracowaniu efektów dźwiękowych. Każdy kolejny zaakceptowany przez Telewizję Edukacyjną obraz odcinka trafiał jak najszybciej do ścinalni, gdzie na podstawie pozytywowej kopii roboczej był przygotowywany (ścinany) negatyw do telekina immersyjnego (wet-gate). My tymczasem pracowaliśmy nad szlifowaniem tekstów komentarzy (później nad tłumaczeniem na angielski), a następnie nad udźwiękowieniem poszczególnych ścieżek, i dalej nad zgraniem polskiej, a na samym końcu angielskiej wersji komentarza. Nie mogło być inaczej: w naszym serialu komentarz czyta rzecz jasna Krystyna Czubówna (w wersji angielskiej Bengt Scotland). Kilka jednych z ostatnich dni przed zakończeniem postprodukcji spędziłem w firmie Wagner & Taunus Film w Wiesbaden przy przepisywaniu negatywu na mokro do wersji cyfrowej, a następnie na korekcji barwnej. Oto kalendarium całej postprodukcji Tętna…, obrazujące zakres pracy:

12-15.07 – rozbijanie materiału (pozytywowej kopii roboczej) na odcinki i wszystkie sceny;
16-19.07 – synchronizowanie wszystkich scen stuprocentowych z nami (obrazu i dźwięku);
20-30.07 – wstępny montaż I części Tętna…;
31.07-06.08 – końcowy montaż I części Tętna…;
08.08 – kolaudacja I części Tętna… w Telewizji Edukacyjnej;
12.08-02.09 – wstępny montaż II części Tętna…;
03-07.09 – końcowy montaż II części Tętna…;
08.09 – kolaudacja II części Tętna… w Telewizji Edukacyjnej;
11-28.09 – wstępny montaż III części Tętna…;
29.09-02.10 – końcowy montaż III części Tętna…;
03.10 – kolaudacja III części Tętna… w Telewizji Edukacyjnej;
04-12.10 – wstępny montaż IV części Tętna…;
13-16.10 – końcowy montaż IV części Tętna…;
17.10 – kolaudacja IV części Tetna… w Telewizji Edukacyjnej;
18-22.10 – wstępny montaż V części Tętna…;
22-25.10 – końcowy montaż V części Tętna…;
26.10 – kolaudacja V części Tętna… w Telewizji Edukacyjnej;
30.10-10.11 – zgrania efektów dźwiękowych, muzyki, lektora polskiego i całości dźwięków;
19-26.11 – przepisywanie immersyjne negatywu i korekcja barwna w Wagner & Taunus Film (Frankfurt n. Menem/Wiesbaden);
28-30.11 – nagranie lektora angielskiego, końcowe prace montażowe gotowego obrazu na zestawie Lambda 2, wgrywanie czołówek i napisów końcowych oraz napisów towarzyszących naszym setkowym wypowiedziom w wersji angielskiej.



W trakcie prac końcowych nad naszym serialem pozostawaliśmy w ożywionym kontakcie z Peterem Jonesem i zespołem bristolskiej wytwórni Green Umbrella. Wiedzieliśmy już, że duże przedsięwzięcie, serial o nazwie Living Europe (Żyjąca Europa), jest już o mały krok przed rozpoczęciem jego realizacji. Z drugiej strony, ogromnie nam zależało, aby pokazać nasze nowe, najzupełniej świeżuteńkie dzieło Peterowi, niezwykle doświadczonemu a jednocześnie przyjaznemu wobec nas producentowi najbardziej wyrafinowanych programów przyrodniczych BBC. Postanowiliśmy stworzyć ku temu okazję. Już od jakiegoś czasu trwały prace nad organizacją w Białowieży uroczystej premiery serialu Tętno pierwotnej puszczy (inspirowane przez szefostwo Telewizji Edukacyjnej, które zresztą w ostatnim czasie przeszło metamorfozę, ale szczęśliwie dla Tętna… utrzymało pro przyrodniczy kurs). Oczywiście na liście gości zaproszonych przez Telewizję Edukacyjną i Białowieski Park Narodowy, znalazł się i Peter Jones i wiele innych znamienitych osobistości.



CYTAT. Indywidualne zaproszenie na premierę serialu Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 2 i 3 grudnia 1995 r. Źródło: TVP, 11.1995 r.

CYTAT. Zaproszenie dla mieszkańców Białowieży na premierę serialu Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 2 grudnia 1995 r. Źródło: TVP, 11.1995 r.

 

 

CYTAT. Fragment folderu promocyjnego serii Tętno pierwotnej puszczy. Fotografie Jan Walencik, proj. Marek Trojanowski. Źródło: Prasowa Agencja Telewizyjna TVP S. A, 1995. 

 



Zbliżało się nasze wielkie święto – premiera, czas naszej olbrzymiej radości, a jednocześnie wyczekiwania, jak nasz ambitny serial zostanie przyjęty. W jej przeddzień, 1 grudnia, wieczorem odebrałem Petera Jonesa z Okęcia i w drodze do Białowieży, zatrzymaliśmy się na noc w naszym domu. Już za Warszawą, gdy prowadziłem zdezelowanego służbowego Poloneza bez ogrzewania (a było bardzo zimno), dowiedziałem się, że serial Living Europe (Żyjąca Europa), zmniejszony ostatecznie do 8 części, rusza lada moment, i że Peter wyjawi mi niebawem propozycją z jaką do nas przyjechał. Następnego, wczesnego ranka nie wytrzymaliśmy i pokazaliśmy naszemu zacnemu gościowi skończoną przedwczoraj wersję serialu z angielskim lektorem. Serca podchodziły do gardła z emocji, gdy skończyliśmy pokaz. Peter wyjawił nam, że jako producent wykonawczy serii Żyjąca Europa przyjechał by zaproponować mi zostanie producentem i reżyserem odcinka Ostatnie pierwotne lasy do tej serii. Zawiesił głos, zrobił długą pauzę, zawodowo podnosząc napięcie, a i stawkę tego co nastąpiło za moment. Powiedział, że po tym, co przed chwilą zobaczył, bardzo mu zależy, abym został też producentem i reżyserem odcinka Wody śródlądowe do Żyjąca Europy. W spontanicznym geście błyskawicznego porozumienia uścisnęliśmy sobie dłonie…

Tak oto, zupełnie oszołomiony, pojechałem na naszą premierę Tętna…, nie zdając sobie do końca sprawy, że będę producentem i wykonawcą dwóch części, jednej czwartej międzynarodowego serialu przyrodniczego. Jasne, że to było spełnienie marzeń i ogromna rozkosz, podwójne święto. Byłem odurzony, ba – obydwoje byliśmy jak w jakimś transie. Bo przecież było dobrze, bardzo, ale to bardzo dobrze! W takiej ekstazie dotarliśmy z Peterem Jonesem do Białowieży, nie do końca świadomi, że tam dopiero czekały nas prawdziwie złote chwile – duma i radość…



GALERIA – WERKFOTOSY Z PREMIERY TĘTNA PIERWOTNEJ PUSZCZY W BIAŁOWIEŻY  (kliknij w dowolne zdjęcie, aby je powiększyć i wejść do galerii).




2 grudnia 1995 r.

– Szybciej, szybciej! Jesteśmy spóźnieni, co najmniej o kwadrans – wypomina mi Beńka. Gdy wpadamy do holu kina Żubr w Białowieży.

Sam nie wiem jak to się stało, przecież od kilku godzin byliśmy gotowi. Fakt, że ciągle coś jeszcze było do zrobienia: a to kolejni goście przyjechali, a to czegoś brak do aparatury projekcyjnej, a to ekran znowu za mały, a kto zawiąże mi krawat – używam go w chwilach wyjątkowych, sam nie potrafię... Spóźnić się na jedną z najważniejszych w życiu uroczystości – premierę naszego serialu przyrodniczego Tętno pierwotnej puszczy i to po paru latach forsownej pracy z kamerą – tak, to nam się zdarza. Ileś lat temu tak samo spóźniliśmy się na własny ślub.

Próbujemy przedostać się przez pierwsze, potem drugie drzwi wejściowe prowadzące do holu sali kinowej. Ale skąd! Podskakujemy nieporadnie za plecami widzów szczelnie wypełniających wejścia. Nie wierzymy własnym oczom: sala pęka w szwach! Szybciej! Nie damy rady! Słyszę głos z mikrofonu. Szukają nas. Publiczność niepokoi się skandując: autorzy, autorzy... Ale wstyd! Pędem dopadamy jakichś innych drzwi. Jednym skokiem pokonujemy kilka schodków i dopadamy bocznych drzwi. Zdyszani przeciskamy się pośród znajomych. Nareszcie! Przepraszamy widzów. Od strony ekranu wrażenie jest piorunujące: wszędzie, dosłownie wszędzie publiczność, wszystkie miejsca zajęte, stojące także, palca nie wciśniesz! Oklaski, reflektory, absolutnie niecodzienna atmosfera – wpadliśmy po uszy. Jak tu się nie cieszyć, dławi w gardłach...

Czesław Okołów – dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego i Rafał Grupiński – szef Telewizji Edukacyjnej w Programie 1 Telewizji Polskiej otwierają spotkanie. Widzę po nich, że sami zaskoczeni są tak wielkim zainteresowaniem. Na sali różni goście. Najwięcej mieszkańców Białowieży – poznaliśmy ich przez kilka lat, wielu bardzo nam pomogło. Są znajomi i zaprzyjaźnieni leśnicy, oficjalne władze leśne, naukowcy różnych specjalności, nauczyciele, młodzież. Są przyjaciele z ulicy Woronicza 17 w Warszawie, wśród nich bliska nam Zosia Żukowska, szefowa od przyrody w Telewizji Edukacyjnej. Wszystko rejestruje ekipa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Są też specjalni goście, dwaj nasi dobrzy znajomi: dr Wiaczesław Wasiliewicz Siemakow z Białoruskiego Parku Narodowego Puszcza Białowieska oraz Peter Jones z Bristolu – senior producent BBC, producent  znanego serialu z Sir Davidem  Attenborough Na ścieżkach życia. Sir Attenborough nie przyjechał, niestety. Przysłał nam życzliwy list, wyjaśniając, że akurat teraz spełnia się jego marzenie z chłopięcych lat i z początkiem grudnia wyjeżdża na Nową Gwineę, na zdjęcia do filmu o rajskich ptakach. Szkoda, że i wielu innych zaproszonych gości nie przyjechało. Niektórzy przysłali telegramy z gratulacjami.

Zerkam na Beńkę – o… nie tylko moje oczy się pocą... Wreszcie światła gasną. Czołówka pierwszej części. Obydwoje jesteśmy mile zaskoczeni. W kinie, na sporym ekranie, z pełnym pasmem dźwięku, szczególnie z mocnymi basami, film który oglądaliśmy setki razy przez ostatnich kilka tygodni montażu i udźwiękowienia, wygląda i brzmi zupełnie inaczej – mocno, emocjonalnie, trochę patetycznie. Rozklejam się w środku. Niby oglądam Tętno… ze spokojem, bo rzecz jest skończona, ale gnębią mnie wątpliwości: może to nie jest wystarczająco dobre, czy Białowieżanie przyjmą tę Puszczę „po naszemu”, co powiedzą konsultanci – przecież na dobrą sprawę nie widzieli ostatecznego efektu wcześniej, jak zareagują inni? Z niepokojem ściskam dłoń Beńki. Jak zwykle uspokaja mnie robiąc oko: zobaczysz, będzie dobrze.

Nikną napisy końcowe. Teraz dopiero emocje: oklaski, oklaski, gromkie brawa, uśmiechnięte twarze. Zaskoczeni i szczęśliwi, dziękujemy – kłaniamy się publiczności. Nie dowierzamy jeszcze, ale gasną światła. Projekcja drugiej części. Po pół godzinie znowu napisy końcowe i podobna reakcja publiczności. Przerwa na obiad.

Po dwóch godzinach – nie do wiary – kino Żubr dalej pełne. Zaczynamy rozumieć – udało się! Ludzie chcą oglądać przyrodę na filmie. Przyszli tu z własnej woli. Do końca projekcji, do ostatniego napisu piątej części nikt nie wychodzi. Ogromne wzruszenie. Ludzie wstają, spontaniczny aplauz. Kurczę, jak łatwo było być za kamerą albo przed nią sam na sam, a teraz – jak się zachować, kiedy chce się krzyczeć z radości?

Bąkamy jakieś słowa. Ach, lepiej już nic nie mówić! Niesamowite, takiego przyjęcia nie spodziewaliśmy się. Goście widzą naszą radość, czuję to... Uściski, gratulacje! Tak wspaniale potwierdza się nasza robota! Pomimo, że spocone ręce drżą, próbujemy pozbierać się i ochłonąć, ale nie pozwala nam profesor Janusz Bogdan Faliński – przewodniczący Rady Naukowej Białowieskiego Parku Narodowego.

– Po takim pokazie należałoby tylko milczeć, gdyby nie to, że naszym twórcom należą się najwyższe słowa uznania. Można powiedzieć bardzo uroczyście, że Puchalski zaczął epokę filmu białowieskiego. Walencikowie tworzą nową epokę białowieskiego filmu. Wszyscy, którym bliska jest Puszcza Białowieska przez kilka lat śledzili ich nieprawdopodobne wysiłki. Ogarnąć las, zrozumieć go można tylko wtedy, jeżeli spędzi się w nim wiele dni, wiele godzin, wiele lat, nie patrząc na pogodę. Jak Państwo widzieliście, przez cały rok przesiedzieli pod pniem i czekali, co by tu jeszcze sfotografować. Od siebie muszę powiedzieć, że pracując w puszczy przez trzydzieści sześć lat, chyba na raz nie przeżyłem tyle, ile dzięki tym kilku odcinkom filmu. Jeszcze raz serdeczne gratulacje Pani Bożeno, Panie Janku.

Znowu nie wiemy, co powiedzieć. A więc taki jest smak białowieskiego miodu! Po chwili roześmiany dr Wiaczesław Siemakow z właściwą sobie rzeczowością uzupełnia profesora.

– Jestem bardzo zadowolony i zaskoczony, że udało mi się dzisiaj zobaczyć to, czego nie widziałem przez całe moje pracowite sześćdziesięcioletnie życie. Można powiedzieć, że jako naukowiec poznałem piękno świata, poczynając od Oceanu Lodowatego, kończąc na Kamczatce z jej wielkimi wulkanami i pustyniami, ale to, co zobaczyłem dzisiaj przeszło moje wszelkie oczekiwania. Co więcej – pracując w Białowieskiej Puszczy, również i ja nie widziałem takiej puszczy! Uwierzcie mi, widziałem bardzo dużo filmów przez swoje życie, ale dzisiaj jestem bardzo rad, że los zetknął mnie z autorami. Myślę, że ten film zostanie na długo w naszej pamięci.

Ściskamy sobie dłonie i całujemy ze Sławą z dubeltówki, gdy Peter Jones prosi o głos.

– Chciałbym przekazać moje gratulacje dla Janka i Bożeny. To, co zobaczyliśmy, to były znakomite filmy. Jan dał mi pierwszą lekcję dzisiaj rano. Chciałbym zauważyć, że również technicznie te filmy są znakomite. Poza tym widać w nich zrozumienie procesów przyrodniczych lasu oraz twórcze podejście autorów, by z sensem wciągnąć widzów w to, co w Puszczy najważniejsze.

Nie mamy czasu na oddech. Po pokazie kinowym, tuż obok, w sali Ośrodka Kultury, u gościnnego dyrektora Stanisława Kujawiaka, wernisaż mojej wystawy fotograficznej Ostatnia Puszcza. Otwiera Czesław Okołów. Atmosfera od początku swojska, przyjacielska. Czas na dyskusje, uwagi, pytania, także na lampkę szampana, a przede wszystkim – to co lubię – na filiżankę kawy albo herbaty. Telewizyjna ekipa pracuje pełną parą, kręcą wywiad za wywiadem. Dopadają w końcu jednego z naszych dobrych znajomych – Tomka Kłosowskiego, przedniego fotografa przyrody.

– Ten film zapowiada, że skończyła się (tak w filmie przyrodniczym jak i w fotografii przyrodniczej) pewna epoka, a on będzie stanowił początek nowej epoki. Dotychczas to było tak, że fotografowanie przyrody, a i filmowanie przyrody też, w gruncie rzeczy było – powiedzmy sobie szczerze – czymś w rodzaju polowania, czymś w rodzaju łowiectwa. Łowiło się, co ciekawsze, co bardziej efektowne, co bardziej rzadkie egzemplarze różnych organizmów, różnych środowisk. No, a jeżeli się wchodziło nawet w jakieś problemy, to z kolei w sposób bardzo suchy, sztywny, naukowy. W tej chwili – widzimy właśnie po filmie Walencików – zaczyna się te wszystkie elementy łączyć. To znaczy z jednej strony jest oczywiście tutaj i polowanie i to zbieractwo, gromadzenie ciekawych okazów, ale też z drugiej strony jest pewna myśl i jest jednocześnie coś, co autorzy dają od siebie. Jakiś duch, jakieś własne spojrzenie, ekspresja, a więc z filmu dokumentalnego robi się naprawdę sztuka. Jeżeli myślistwo ma coś wspólnego z myśleniem, to sądzę, że właśnie film Walencików doskonale pokazuje, co!

Beńka uśmiecha się. Wiem, że jest szczęśliwa. Nigdy nie spodziewaliśmy się aż tak życzliwego przyjęcia Tętna... W końcu to była przecież zupełnie regularna, normalna robota, krok po kroku. No, może trochę zwariowana, ale przecież konsekwentna.



Myśli błądzą, kołaczą się. Wracam do początków. To niełatwe, ale teraz, właśnie teraz, jak nigdy przedtem, czuję najpełniej smak całej pracy. W natłoku wrażeń, w łepetynie przepełnionej próżną, może nawet naiwną radością małego Jasia, powraca myśl ładująca mnie nową energią na przyszłość: warto było, warto było, warto było...

CYTAT. Tekst z książki Jana Walencika Smak białowieskiego miodu. Jak kręciłam serial „Tętno pierwotnej puszczy”. ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK, 2009.



CYTAT. Pierwszy fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Drugi fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS)

 



CYTAT. Trzeci fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Czwarty fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Piąty fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Szósty fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Siódmy fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



CYTAT. Ósmy fragment felietonu Białowieża '95 – relacja z premiery serii Tętno pierwotnej puszczy w kinie Żubr w Białowieży, 02.12.1995 r. Realizacja: Dorota Reczek. Źródło: Telewizja Edukacyjna – TVP, 12.1995 r. (nagranie z kasety VHS).

 



Zaraz po białowieskiej premierze serialu w prasie pojawiło się kilka doniesień. Telewizja Polska pokazała Tętno pierwotnej puszczy w Programie 1, w grudniu 1995 roku – w niedziele o 1530. Pilota – pierwszą część Wielki dom wyemitowano 30 listopada 1995 roku w bloku Telewizji Edukacyjnej o 1240.




 

 

CYTAT. Notatka prasowa o premierze serialu Tętno pierwotnej puszczy i wystawie Jana Ostatnia Puszcza w Białowieskim Ośrodku Kultury. Źródło: Gazeta Współczesna, 04.12.1995 r. 


 

 

 





 

 

CYTAT. Recenzja – Adam Wajrak: Tętno pierwotnej puszczy. Opinia o pierwszym serialu przyrodniczym Bożeny i Jana. Źródło: Gazeta Telewizyjna25.11-01.12.1995 r.


 

 

 


CYTAT. Notatka – (pb): Tętno pierwotnej puszczy” w białowieskim kinie. Następcy Puchalskiego. Źródło: Kurier Poranny, 04.12.1995 r.

 

 


 

 

CYTAT. Notatka – KAT: Owacje w Białowieży. Źródło: Gazeta Wyborcza. Białystok, 04.12.1995 r.


 

 

 

 


CYTAT. Relacja – (pebe): Właśnie kręci Pan Walencik. Źródło: Nowiny, 09-10.12.1995 r.

 



Również zaraz po białowieskiej premierze zaczęliśmy w domu montaż obrazu Puchalszczyzny. Czas naglił, bo koniecznie chcieliśmy, razem z Telewizja Edukacyjną, zdążyć z emisją tego filmu w styczniu, w 17 rocznicę śmierci Włodzimierza Puchalskiego.

Te trzy lata zdjęć, potem postprodukcja i niezapomniana premiera – TO BYŁ NASZ ZŁOTY CZAS, niezapomniane chwile, w których rozkwitliśmy na dobre i – podnosząc poprzeczkę filmowo-fotograficzno-przyrodniczej roboty – dopięliśmy swego: wymarzonego i ambitnego serialu, bardzo życzliwie przyjętego przez widzów. Byliśmy szczęśliwi – kiedy kończyliśmy Tętno… miałem równo 40 lat…




1996 r.

Wprawdzie w 1996 roku zaczęliśmy zupełnie nową produkcję i znaczącą dla nas współpracę z zagranicznymi producentami, ale w pewnym stopniu wciąż tkwiliśmy w postprodukcji dwóch pozycji z okresu realizacji Tętna…

Cała postprodukcja Puchalszczyzny, łącznie z wykopiowaniami fragmentów filmów Włodzimierza Puchalskiego, postprodukcją dźwięku i nagraniem lektora, Witolda Szolginii, zakończyła się tuż przed emisją filmu w bloku Telewizji Edukacyjnej – w czwartek, 18 stycznia 1996 roku, dzień przed 17 rocznicą śmierci Włodzimierza Puchalskiego na Antarktydzie.




 

 

CYTAT. Jedna z plansz początkowych filmu Puchalszczyzna. Źródło: TVP.


 

 




Ostatnią Puszczę 
również montowaliśmy samodzielnie. Ze względu na nasze zaangażowanie w nowej produkcji byliśmy w stanie zakończyć jej produkcję dopiero w styczniu 1997 roku!

W 1996 roku pojawiło się kilka artykułów prasowych nawiązujących do filmowego serialu. Podobnie było z tegorocznymi nagrodami. Za Tętno pierwotnej puszczy. Część III. Olbrzymy i karły otrzymaliśmy nagrodę za najlepszy film w kategorii Środowisko na XXI Międzynarodowym Festiwalu Filmów Turystycznych w Mediolanie (17-22.04.1996 r.). 7 grudnia 1996 roku Towarzystwo Ochrony Puszczy Białowieskiej przyznało nam honorowy tytuł Przyjaciele Puszczy Białowieskiej (później, w 1998 roku ten tytuł otrzymał nasz Noblista, Czesław Miłosz).



CYTAT. Fragment nieautoryzowanego artykułu – Anna Popławska: Ludzie z pasją.Sfilmowane marzenia. Źródło: Kobieta i Styl, nr 1 1996 r. 

 



Cały artykuł Ludzie z pasją. Sfilmowane marzenia  tutaj.



CYTAT. Relacja – Czesław Okołów: Puszczański serial. Źródło: Parki Narodowe, nr 2 1996 r.

 

 

CYTAT. Wywiad – Marta Kmicic: Nie ustawi się żubrów... mówi w wywiadzie Jan Walencik – twórca filmów przyrodniczych. Źródło: Antena22-28.11.1996 r.

 



Cały wywiad Nie ustawi się żubrów...  tutaj.



I jeszcze jeden miły dla nas akcent związany z Tętnem… Tym razem przyjemność sprawił nam znowu nieodżałowany prof. dr hab. Janusz Bogdan Faliński.



List prof. dr. hab. Janusza Bogdana Falińskiego do Bożeny i Jana. Białowieża, 27.02.1996 r.

 

 



Więcej o serii Tętno pierwotnej puszczy (omówienie serii) tutaj.
Więcej o filmie Tętno pierwotnej puszczy. Część I. Wielki dom  tutaj.
Więcej o filmie Tętno pierwotnej puszczy. Część II. Niekończący się wyścig  tutaj.
Więcej o filmie Tętno pierwotnej puszczy. Część III. Olbrzymu i karły  tutaj.
Więcej o filmie Tętno pierwotnej puszczy. Część IV. Nie tylko kły i pazury  tutaj.
Więcej o filmie Tętno pierwotnej puszczy. Część V. Żywa sieć  tutaj.
Więcej o filmie Puchalszczyzna tutaj.
Więcej o filmie Ostatnia Puszcza  tutaj.