Ładowanie


Felieton internetowy: Eko-kino czyli więcej niż National Geographic 
culture.pl, 05.06.2017 r.



CYTAT. Fragment felietonu – Bartosz Staszczyszyn: Eko-kino czyli więcej niż National Geographic na portalu Instytutu Adama Mickiewicza, culture.pl. Źródło: culture.pl, 05.06.2017 r.

 

 

Eko-kino czyli więcej niż National Geographic

Bartosz Staszczyszyn

Kino przyrodnicze dawno przestało być jedynie materiałem edukacyjnym i rozrywkową propozycją dla najmłodszych. Ekologicznie zaangażowane filmy stają się dziś ważnym narzędziem walki z cywilizacyjnymi przemianami i szkodliwymi stereotypami.

Kinem Bożeny i Jana Walencików rządzi żywioł obserwacji. Bezpośredniej i bliskiej, niemalże intymnej. Ich kolejne produkcje zapraszają nas do świata dzikiej przyrody, ale nie upiększają jej, tylko pokazują jej urodę, ale i  brutalność. Tętno pierwotnej puszczy (1995) oraz Saga prastarej puszczy (2007) to jedne z najpiękniejszych przyrodniczych filmów, jakie powstały w Polsce na przestrzeni ostatnich dekad. I dowód na to, że wcale nie trzeba najnowocześniejszych kamer i technologicznych gadżetów, by za pomocą kina dotykać tajemnicy życia.

(...)

Ich droga do filmu przyrodniczego nie była oczywista. Nie są bowiem ani biologami, ani filmowcami z wykształcenia. Jan Walencik wprawdzie chciał studiować biologię, ale na drodze do tej ścieżki naukowej kariery stanął niezdany egzamin z języka rosyjskiego. Zafascynowany twórczością Włodzimierza Puchalskiego, znakomitego fotografa przyrody i filmowca, Walencik podążał jego śladem.

W latach 80. trafił na staż do Wytwórni Filmów Oświatowych, gdzie zaczął pracę przy realizacji filmów przyrodniczych. Później jego droga wiodła przez telewizyjny program Zwierzyniec do pierwszych dokumentalno-przyrodniczych filmów własnego autorstwa, za które wraz z żoną zdobywał nagrody na festiwalach w Łodzi, Mediolanie, Sondrio i Szanghaju.

Na czym polega sekret ich kina? Na skromności. Wbrew modzie, którą zapoczątkowały popularne telewizyjne serie przyrodnicze, Walencikowie nie starają się zawłaszczać ekranowej przestrzeni, ale oddają ją właściwym bohaterom filmów – zwierzętom, roślinom. W wywiadzie dla Dwutygodnika Jan Walencik z dezaprobatą mówił o telewizyjnych showmanach, którzy za wszelką cenę starają się być przed kamerą bohaterskimi prezenterami, którzy koniecznie muszą wszystko łapać, szarpać, wygrzebywać – słowem: ujarzmiać.

Twórcy Sagi prastarej puszczy nie mają podobnych ambicji. Mają natomiast dużo cierpliwości i umiejętność zbliżenia się do swoich dzikich bohaterów. Mają też coś jeszcze – odwagę do eksperymentowania z filmową dramaturgią.

Kiedyś filmowano wszystko, co się nawinęło przed kamerę, na zasadzie „co słonko widziało”. Te elementy układano w prosty ciąg – „oto to, oto tamto”. Nazwałbym to „formułą zielnika”. Wtedy, w latach 50. czy 60., niemal wszystko, co pokazywał film przyrodniczy, było przyjmowane z aplauzem. Widzowie dowiadywali się, jak wygląda takie czy inne zwierzę, i to wystarczało – mówił Walencik Dwutygodnikowi. 

Dziś kino przyrodnicze ma zdecydowanie większe ambicje. Musi syntetyzować wiedzę i ubierać ją w atrakcyjny kostium. Dlatego w swoich filmach Walencikowie nie tylko tłumaczą mechanizmy funkcjonowania przyrody (jak w świetnym Tętnie pierwotnej puszczy), ale też nadają im śmiałą, dramaturgiczną strukturę. Ich kolejne dokumenty okazują się filmami niemalże fabularnymi, z trójaktową konstrukcją, zwrotami akcji i emocjonalną intensywnością, której nie dostarczyłby żaden filmowy zielnik sprzed lat.

(…)

CYTAT. Tekst z culture.pl, 05.06.2017 r.