Ładowanie


Wywiad prasowy: Puchalski, jakiego nie znamy
Brać Łowiecka, nr 11 2009 r.



CYTAT. Fragment wywiadu – Wojciech Sobociński: Puchalski, jakiego nie znamy. Źródło: Brać Łowiecka, nr 11 2009 r.

CYTAT. C. d. wywiadu – Wojciech Sobociński: Puchalski, jakiego nie znamy. Źródło: Brać Łowiecka, nr 11 2009 r.

CYTAT. C. d. wywiadu – Wojciech Sobociński: Puchalski, jakiego nie znamy. Źródło: Brać Łowiecka, nr 11 2009 r.

 

 

 

 

Puchalski, jakiego nie znamy

W tym roku minęła setna rocznica urodzin i trzydziesta śmierci Włodzimierza Puchalskiego, wybitnego fotografika, twórcy filmów i książek przyrodniczych. O jego łowieckiej pasji rozmawiamy z Janem Walencikiem, który od ponad 20 lat bada życie i twórczość tego sławnego przyrodnika.

Powszechnie uważa się, że Włodzimierz Puchalski to bezkrwawy łowca, a przecież realizował również swą krwawą pasję.

Tak. Ale właśnie dlatego, że w opinii ogółu uchodził za bezkrwawego łowcę, niechętnie odkrywał swoje skłonności do łowiectwa. Był jednak nie byle jakim myśliwym. Pochodził z ziemiańskiej rodziny, dla której w tamtym okresie łowiectwo było jednym z codziennych rytuałów. Polowali jego ojciec i dziadek. Zachowały się nawet zdjęcia bardzo młodego Puchalskiego towarzyszącego dorosłym myśliwym wyruszającym saniami na łowy. Sam polował od 13. roku życia, odkąd dostał od Hieronima Sykory, dziadka po kądzieli, pierwszą lankastrówkę. Należy też dodać, że w swoich późniejszych podchodach i przy konstrukcji ukryć stosowanych do filmowania ptaków korzystał z doświadczeń myśliwskich. Przecież buda do fotografowania nie była niczym innym, jak wersją ukrycia służącego do polowania na ptaki, czyli sposobów myśliwskich znanych od bardzo dawna.

Obiegowa opinia głosi, że w ostatnich latach życia Puchalski porzucił łowiectwo…

Nic mi o tym nie wiadomo. Natomiast z całą pewnością wiem, że w latach 70. uczestniczył w podkrakowskich polowaniach na zające. Na temat Puchalskiego powstało sporo mitów, które – wielokrotnie powtarzane – zmieniają prawdziwy obraz człowieka. Wydaje się, że to jeden z nich.

Myślistwo było jego namiętnością?

Po sukcesach fotograficznych, będąc już świadomym, dojrzałym twórcą, chciał uchodzić za broniącego życia bezkrwawego łowcę. Zbierając materiały do książki i filmu o Puchalskim, miałem okazję zapoznać się z wieloma jego notatkami. W jednej z nich starał się, przynajmniej do pewnego stopnia, wytłumaczyć swój stosunek do łowiectwa. Napisał: Wieleż to razy tak bywa, że przychodzi świadomość krzywdy wyrządzonej zwierzęciu wcale i w niczym nie zagrażającemu, ani nie przeszkadzającemu człowiekowi. Dlatego ja sam najsurowiej się oskarżam za to właśnie, że kocham, i to bez reszty, kocham naszą przyrodę, wszystko co stworzyła. (…) Tym bardziej uświadamiam sobie farbę uciekającą z rany sercem pompowaną. Sercem tak samo w lęku, radości i miłości jak nasze bijącym. Ale to nie ja mówiący te słowa i myślący w rytm uderzeń serca jestem ten krwawy łowca. Myślę, że chyba serce moje i psychika należą do autora bezkrwawych łowów, a tylko powłoka zewnętrzna jest zakażona atawizmem pierwotnego instynktu naszego przodka, tego owłosionego małpiaka zmuszonego zdobywać „codzienny chleb”. Tylko tak dedukując, mogę znaleźć logiczne połączenie w jednej psychice tych moich krwawych i bezkrwawych łowów.

Mam wrażenie, że te słowa jednak niewiele tłumaczą.

Ale dużo mówią o Puchalskim, pokazują jego dylemat. Wydaje mi się, że śmierć zwierzęcia zawsze łatwiej się konstatuje, gdy patrzy się na nią z boku. Ale jak już jest się tym, który to życie odebrał, zapewne pojawiają się refleksje. Przynajmniej w przypadku Puchalskiego tak było. Oczywiście to tłumaczenie jest niedoskonałe. Na pewno jednak korzenie artysty tkwią w myślistwie. Aparat fotograficzny pojawił się później. To, że Puchalski potrafił połączyć te dwie rzeczy, należy traktować jako jego zaletę.

Ale czy łączył polowanie z fotografowaniem?

Znane są sytuacje, w których filmując czy fotografując tematy czysto łowieckie, miał przy sobie zarówno aparat, jak i strzelbę. Ale to były sytuacje celowe. Z całą pewnością zabierał też aparat na łowy. Polowanie jednak było przede wszystkim uprawianiem łowiectwa, nie pracą fotografa czy filmowca. Wyjątkowa pod tym względem była realizacja serii Rok myśliwego, kiedy rzeczywiście łączył te dwie dziedziny – filmował i strzelał.

Nakręcenie tego filmu nie było dobrym krokiem?

Recenzje były bardzo nieprzychylne, a on sam mocno to przeżył. Wtedy chyba najwyraźniej ujawnił swoje łowieckie skłonności i bardzo mu się za to dostało. Przeciwnicy łowiectwa nie szczędzili Puchalskiemu niepochlebnych słów. Rok myśliwego był kręcony na zlecenie Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego. Pomysł był taki, aby w czterech częściach pokazać – okiem myśliwego – cztery pory roku. Kolejnym odcinkom nadano tytuły: Toki, Na rozlewiskach Biebrzy i Narwi, Wielkie Łowy i Na tropach wielkich drapieżników. Zdjęcia były realizowane przez kilka lat, w wielu miejscach w Polsce. Filmowcy napotykali mnóstwo trudności, szczególnie w przypadku odcinka Toki. Później Puchalski na łamach miesięcznika Film opowiadał o tych problemach i przedłużających się zdjęciach. Narzekał również, że kręcenie filmów przyrodniczych to raczej hobby niż przynoszący godziwe wynagrodzenie zawód.

Nie pomogło to w zdobyciu przychylności recenzentów?

W połowie 1967 roku, gdy Rok myśliwego był już pokazywany w kinach jako dodatek (w miejscu dzisiejszych reklam – przyp. W.S.), w różnych tytułach prasowych zaczęły się pojawiać krytyczne teksty. Pisano o braku głębszej treści i wątłości dramaturgicznej, film porównywano do makatki lub oleodruku w złym smaku, a do tego uważano, że jego treść może przynieść wiele złego, jeśli chodzi o dzieci młodzież. Tytuły niektórych recenzji przygniatały, np. Rzeźnia wspaniała, w której autor nazywa pokazywanie scen z polowania na tokach zachowaniem amoralnym, a cały film obrzydliwym. Dla Puchalskiego był to szok, bo zachowanie wizerunku przyrodnika podpatrującego przyrodę było dla niego najważniejsze. W tym czasie wytknięto mu również nawiązywanie do przedwojennych tradycji polowań reprezentacyjnych w Puszczy Białowieskiej.

Jak to się stało, że brał w nich udział?

W 1938 roku Puchalski zdobył złoty medal na wystawie przyrodniczo-łowieckiej w Berlinie. Po tym sukcesie jego sława zaczęła rozkwitać. Zapraszano go na polowania do Nieświeża i Dawidgródka. Prezydent Ignacy Mościcki kilkakrotnie podejmował Puchalskiego na zamku w Warszawie i to na jego zaproszenie fotograf brał udział w polowaniach dyplomatycznych w Białowieży. Za każdym razem prasa polska i niemiecka publikowała jego fotograficzne relacje z tych wydarzeń. Puchalski brał również czynny udział w tych łowach. W czasie ostatniego z polowań reprezentacyjnych, w których uczestniczył, a było to 28-29 lutego 1939 roku, filmowiec ustrzelił sześć dzików.

Czy wiadomo jakim był myśliwym?

Uchodził za niezwykle etycznego i prawego człowieka. Arkady Brzezicki opowiadał mi kiedyś, że Puchalski przestrzegał go przed jakimś myśliwym mniej więcej tymi słowami: Temu ręki nie podawaj, bo to bydlak. Zabrał matce ostatniego łoszaka. Chodziło wtedy o myśliwego, który strzelił dwa łoszaki chodzące przy klępie. Jednego powinien był zostawić – tak uważał Puchalski, który bezsprzecznie posiadając żyłkę łowiecką, zwracał też dużą uwagę na etykę. O jego łowieckich sukcesach świadczy wiele zdjęć, choćby dublet rysi.

Pisała o tym prasa…

Tak, w Łowcu Polskim pojawiła się na ten temat notatka. Poza tym zdjęcia z tego polowania znalazły się zarówno w filmie Rok myśliwego, jak i albumie W krainie łowów, które ukazały się w 1966 roku. Ale Puchalski nie miał zbyt wiele czasu na polowania. Gdy już go znajdował, starał się wykorzystać jak najpełniej. Na przykład w 1964 roku, w którym kręcił zdjęcia do kilku filmów naraz, strzelił osiem dzików, trzy byki jelenia, łanię, dwa rogacze, kunę leśna i słonkę. W tym samym roku, na terenie nadleśnictwa Rytro, zdarzył mu się wspomniany dublet rysi.

Czy łowisko w Bieszczadach było jego ulubionym miejscem polowań?

Włodzimierz Puchalski rzeczywiście lubił Bieszczady. Ale polował w wielu miejscach. Będąc członkiem kół łowieckich we Lwowie, a później w Krakowie jeździł do łowisk przez nie dzierżawionych. Wśród myśliwych miał też wielu przyjaciół i znajomych, na których zaproszenie odwiedzał różne rejony kraju. Wielokrotnie przyjeżdżał do Puszczy Białowieskiej na jelenie, polował na nie również w lasach zielonogórskich. W rożnych miejscach strzelał dziki, głuszce, słonki. Wiadomo też, że przy okazji kręcenia Roku myśliwego starał się uzyskać wyłączność na polowanie w niektórych obwodach. Chodziło o to, by mieć spokój w czasie filmowania, a także o możliwość odstrzału osobników dających nie byle jakie trofea, które chciał pokazać na ekranie.

Włodzimierz Puchalski był w swoim czasie postacią dość popularną. Nawet dziś nietrudno znaleźć jego miłośników. A jednak wiadomo o nim niewiele, znane są zaledwie urywki jego biografii. Niewiele wiemy na przykład o tym, co robił podczas wojny…

Był leśniczym w Brzózie, w prywatnych lasach hrabiego Wincentego Chrzanowskiego. Należał też do Armii Krajowej. Jeszcze przed wojną miał kontakt m. in. z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim. Zachowały sie nawet ich wspólne zdjęcia. W okresie międzywojennym był podporucznikiem 13. Dywizjonu Artylerii Konnej we Włodzimierzu Wołyńskim. Wybuch wojny zastał go na ćwiczeniach, z których ruszył prosto na front. Krytyk filmowy Aleksander Jackiewicz napisał o Puchalskim we wspomnieniach: Przeszedłem z nim kampanię wrześniową. Zapamiętałem go brodatego. O tę brodę miał do niego pretensje nasz dowódca, który uważał, że golić się należy co dzień, zwłaszcza podczas wojny. Chodził na zwiady, brnął przez zarośla leśne. Pamiętam go z furażerką zsuniętą na tył głowy, z karabinkiem przewieszonym przez ramię lufą w dół, podobnego bardziej do trapera niż żołnierza.

Po załamaniu się obrony próbował się przedrzeć do Lwowa, a później, wraz z dr. Kazimierzem Wodzickim, starał się przedostać na południe. Ostatecznie znalazł się na terenie Generalnej Guberni i trafił do przyjaciół w Moroczynie, gdzie hrabia Wincenty Chrzanowski zaproponował mu posadę leśniczego w Brzózie w pobliżu Radomyśla, w widłach Wisły i Sanu.

Tam fotografował?

Raczej świadomie unikał fotografowania i filmowania. Wiedział, że nakaz pracy dla niego dotyczy robienia zdjęć i kręcenia filmów przyrodniczych na użytek propagandy niemieckiej. Nie chciał tego i ukrył się w lesie. Sam napisał o tym okresie tak: Ta praca dawała mi duże możliwości kontynuowania swojej pasji, tego pięknego łowiectwa. Ale jakże to można było, w tych czasach krwawej nagonki, beztrosko oddawać sie bezkrwawym łowom? Zupełnie odeszła chęć i pasja. Do rzeczy pięknych musi być równie piękne otoczenie.

Wtedy zaangażował się w konspirację?

Tak, choć nie znamy zbyt wielu szczegółów z tego okresu. Aleksander Małachowski wspominał kiedyś, że spotkał Puchalskiego tylko raz, kiedy do jego domu w czasie wojny miała przybyć bardzo ważna osoba z AK. Przyjechał młody i szczupły chłopak, którego rozpoznał ktoś pochodzący ze Lwowa. Całą konspirację wzięło w łeb, gdy okazało się, że tą bardzo ważną osobą był właśnie Włodzimierz Puchalski.

W 1943 roku zdarzył się wypadek, który zresztą miał swoje konsekwencje w okresie powojennym. W dniu wypłaty dla robotników leśnych na leśniczówkę napadło dwóch bandytów. Puchalski w obronie własnej oraz dobytku postrzelił jednego z nich. Później było coraz bardziej niespokojnie. W czasie jednego z kolejnych napadów postrzelono w kręgosłup ukochanego owczarka leśniczego. Chcąc zapewnić swemu psu w miarę bezbolesną śmierć, Puchalski jeździł po okolicznych aptekach, poszukując morfiny. Wówczas uznano to za fanaberię, bo brakowało jej dla ludzi, a on chciał podać lek zwierzęciu. W czasie innego napadu zabito oswojoną świnię, która często przychodziła czochrać się pod biurkiem leśniczego.

Wspomniał Pan o powojennych konsekwencjach jednego z tych zdarzeń.

Jest to temat nie do końca przeze mnie zbadany. W każdym razie mogę powiedzieć, że Puchalski był trzykrotnie aresztowany przez UB, i wiem, że miało to związek przede wszystkim z jego przynależnością do AK.

Uchylił Pan przed czytelnikami „Braci Łowieckiej” zaledwie rąbka wiedzy o Włodzimierzu Puchalskim. Na podstawie zebranych przez Pana materiałów można by napisać książkę. Myślał Pan o tym?

Materiały, które gromadzę, miały posłużyć do przygotowywanego przeze mnie pod koniec lat 80. doktoratu na Uniwersytecie Łódzkim. Niestety, zmarło dwóch kolejnych promotorów mojej rozprawy, w międzyczasie odszedł również recenzent, a ja zająłem sie innymi sprawami i nie dokończyłem pracy doktorskiej. Nie przestałem jednak zbierać informacji o tym wyjątkowym filmowcu i fotografiku, który rozpalał zainteresowanie przyrodą wielu ludzi, również moje. Miałem to szczęście, że mieszkająca w Krakowie wdowa po Włodzimierzu Puchalskim, Alana, umożliwiła mi dostęp do niemal całej spuścizny twórczej męża, również tej niepublikowanej. Poznałem jego prywatne archiwum, przeanalizowałem teksty książkowe oraz filmy zachowane w archiwach Wytwórni Filmów Oświatowych i TVP, przewertowałem dziesiątki roczników czasopism, rozmawiałem z licznymi znającymi go osobami, przeprowadziłem wiele wywiadów i ankiet, odwiedziłem liczne związane z nim miejsca. Wszystko po to, by jak najdokładniej poznać życie Puchalskiego. Ponieważ praca doktorska nie powstała, uznałem, że moim obowiązkiem wobec rodziny artysty, która dopuściła mnie do rodzinnych tajemnic, jest zrobienie filmu o panu Włodzimierzu. Powstał on w 1996 roku. Nieprzerwanie myślę też o wydaniu książki, która pozwoli szerzej zaprezentować zarówno spuściznę po Puchalskim, jak i jego samego. Bardzo chciałbym. aby dla młodych ludzi stała się ona źródłem wiedzy o tym artyście i jego znaczeniu jako pioniera polskiej fotografii oraz filmu przyrodniczego.

Myślę, że wiele osób wychowanych na filmach i książkach Puchalskiego chętnie pozna jego postać. Kiedy zatem możemy spodziewać sie książki?

Bardzo bym chciał, aby ukazała się w przyszłym roku.

Trzymamy więc kciuki. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Wojciech Sobociński

 

Jan Walencik – filmowiec i fotograf przyrody, autor kilkudziesięciu filmów przyrodniczych zrealizowanych na zamówienie TVP, niemieckich NDR i WDR, brytyjskiej GUL oraz skandynawskich SVT, NRK, ORF, YLE. Wraz z żoną Bożeną był wielokrotnie nagradzany za wspólnie zrealizowane filmy. Niebawem na antenie TVP 1 pojawi się ich najnowsza dziesięcioodcinkowa seria przyrodniczych filmów fabularnych pt. Saga Prastarej Puszczy.

CYTAT. Tekst z Braci Łowieckiej, nr 11 2009 r.