Ładowanie


Artykuł prasowy: Jesteśmy duszą puszczy 
Kino, nr 7-8 1999 r.



CYTAT. Fragment artykułu – Remigiusz Grzela: Jesteśmy duszą puszczy. Źródło: Kino, nr 7-8 1999 r.

CYTAT. C. d. artykułu – Remigiusz Grzela: Jesteśmy duszą puszczy. Źródło: Kinonr 7-8 1999 r.

CYTAT. C. d. artykułu – Remigiusz Grzela: Jesteśmy duszą puszczy. Źródło: Kinonr 7-8 1999 r.

 
 

Jesteśmy duszą puszczy

Remigiusz Grzela

Od sześciu lat mają swoje prawdziwe miejsce, choć już wcześniej wiedzieli, co zdominuje ich życie. Z dala od świata, w kilku pokoikach hotelu Dom Myśliwski odpoczywają, ale i ciężko pracują przygotowując się do swoich kolejnych filmów. A po to, by nie myśleć, że są tu tylko na chwilę, budują dom (ale i ten projekt związany jest z filmem). Puszcza Białowieska jest nie tylko ich tematem. Puszcza stała się ich życiem.

Oto stary las. Siedlisko mitów i legend. Właśnie takie lasy inspirowały wiele pokoleń poetów i bajarzy; ożywiały wyobraźnię ludzi. Nasi dawni europejscy przodkowie czcili duchy swoich przodków – mówią głosem Krystyny Czubówny w komentarzu do swojego filmu Ostatnie pierwotne lasy, jednego z odcinków serii Żyjąca Europa (producentem jest brytyjska stacja Green Umbrella Ltd. z Bristolu, w koprodukcji kilkunastu stacji zagranicznych, w tym TVP), z 1997 r. Film kręcili w ośmiu krajach. Dostali za niego ostatnio dwie nagrody w Montanie.

Dla Bożeny i Jana Walencików, filmowców o światowej renomie, Puszcza Białowieska jest ciągłą tajemnicą. A przecież filmują puszczę od wielu lat. I co więcej: zdobywają uznanie naukowców, a to dla przyrodnika-filmowca bardzo ważne.

A jednak puchalszczyzna...

O Włodzimierzu Puchalskim, legendarnym fotografiku i filmowcu, który poświecił swoje życie obserwowaniu przyrody, potrafią mówić bez końca. O Puchalskiego potrafią się posprzeczać.

– W drugiej klasie liceum wiedziałem już co będę robił. Wtedy wpadła mi w ręce książka Puchalskiego Wyspa kormoranów, z mnóstwem fotografii. Marzyłem, by pojechać do Krakowa na Sarnie Uroczysko 6, bo pod takim adresem Puchalski mieszkał, czekać na niego pod bramą i uprosić, by choć pozwolił nosić statyw – wspomina Jan.

– Dzisiaj fotografie i filmy Puchalskiego już nie robią takiego wrażenia. Dziś film przyrodniczy potrzebuje akcji, pewnej dramaturgii. Już nie można mówić: oto jest przyroda, trzeba tłumaczyć jak ona działa, nawet zbliżyć do fabuły.

Bożena: Chwała temu, co było, ale to odeszło. Ty masz swój styl i tego się trzymaj. Pamiętam jak mówiłeś, że twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, gdybyś zaczął swoją pracę od asystowania Puchalskiemu. Dobrze, że tak się nie stało, nie wpisałeś się w jakąś „szkołę”.

Jan: Jednak Puchalski był moim mistrzem.

Bożena: Ale tylko tyle, nikt cię nie prowadził. Jesteś samorodkiem – i może stąd te efekty.

W 1996 roku nakręcili dla TVP Puchalszczyznę, film dokumentalny. Zadają w nim pytania: Czy można powtórzyć Puchalskiego? Po co ? Na opowiedzenie jego historii znaleźli niekonwencjonalny sposób. Zamiast sztywnego dokumentu zaczynającego się słowami: urodził się... a kończącego: zmarł.... zrobili spektakl, trochę na kształt rewii, trochę na kształt Sensacji XX wieku. Na drzewach rozwieszają fotografie, robią leśną galerię zdjęć Puchalskiego. Jan ogląda je ubrany w smoking, bo jak mówił nestor obrazów przyrodniczych: Wszystko wymaga odpowiedniej oprawy. W innej scenie autor filmu siedzi na dachu, w kapeluszu, w prochowcu z postawionym kołnierzem, w ciemnych okularach, taki trochę UB-ek i opowiada o atakach na Puchalskiego, o władzy, która zaczęła go niszczyć. Dla przypomnienia dodajmy. że obwołano go formalistą, a jego styl prześmiewczo nazwano puchalszczyzną. Stąd – trochę przewrotnie – tytuł filmu. W tym roku wyjdzie też książka Jana o Puchalskim.

– Nigdy nie spotkaliśmy się osobiście. Napisałem do niego list. Odpisał: Proszę tak trzymać, nie kapitulować, nie poddawać się, skończyć agronomię. Bo Jan jednak napisał, że chciałby nosić mu statyw.

Ludzie mówią do nas: panowie

Bożena przyznaje. że została przyrodnikiem przy mężu. Uczyła się w Technikum Terenów Zielonych, potem skończyła studium fotograficzne. Zakochała się w Janie i zaczęli razem pracować. Są dobrą ekipą. Filmy kręcą, choć trudno w to uwierzyć, tylko we dwoje plus asystent z TVP, Krzysztof Komar. Twierdzą, że taki układ jest najlepszy.

– Pewnie że trudno nam jest pracować razem. Ale to jedyne rozwiązanie. Stale pracujemy w terenie. Nie musimy się martwić, że w domu czeka mąż, żona, dzieci, normalne życie. Dlatego filmy przyrodnicze często realizują małżeństwa – mówi Bożena.

Jan dodaje. że każdy człowiek musi być niezależny, a oni są niezależni wspólnie. Jan pisze scenariusze, bardzo drobiazgowe. Nie filmują zwierząt tylko dlatego, że taka scena mogłaby się im kiedyś przydać. Wiedzą, jakie zwierzę i kiedy może się zachować w określony sposób. Jeżeli w scenariuszu ryjówka przechodzi od prawej do lewej, to znaczy, że Jan wie, kiedy rzeczywiście ryjówka się pojawi i przejdzie od prawej do lewej.

Ale łatwo powiedzieć: scenariusz. To długie przygotowania, zbieranie dokumentacji, nie kończący się researching, tysiące konsultacji z naukowcami. Nie mogą pozwolić sobie na błąd. Stale czytają literaturę fachową. Bez tej wiedzy nie umieliby pracować. Realizując jeden film, zbierają dokumentację do następnego.

Ważnym momentem ich pracy był zrealizowany w 1995 roku pięcioodcinkowy serial Tętno pierwotnej puszczy. Do tego cyklu postanowili napisać scenariusz z prawdziwego zdarzenia. Pomysł zrodził się już w latach 80. Przyjechali wtedy do Białowieży na realizację filmu Czas godów, i później Sprawy białowieskiego żubra. To nie zaspokajało ich apetytu na film przyrodniczy. Postanowili, że zrobią większy film o puszczy, najlepiej serial. Sami są narratorami. Mówią z ogromną fascynacją, a taki sposób opowiadania wciąga. Opowiadają uciekając przed deszczem czy wspinając się na drzewa – kolejne piętra puszczy.

Zieloną tkankę puszczy tworzą liście (…) Od liścia zaczyna się każdy łańcuch życia (...) Każdy liść jest zieloną, miniaturową fabryką (…) Zatem liść jest najważniejszy – mówią w Tętnie… dodając, że Puszcza Białowieska to siedemnaście miliardów metrów kwadratowych liści.

Zrobiony z dużym rozmachem film doskonale radzi sobie w świecie. To ten serial jako pierwszy polski film przyrodniczy kupili np. Niemcy. Przedstawianie pomysłów, szukanie pieniędzy, cala ta biurokratyczna praca, którą muszą zajmować się przed wyjazdem w teren, jest dla nich męką. Wyjazdy na Woronicza kończą się bólem głowy. Kiedy przystępują do realizacji kolejnego filmu, zaczyna się od zmiany butów. Trzeba włożyć gumiaki.

– Wydawało mi się, że jak wsiąknę w gumowe buty, to już nie będę mogła wrócić do szpilek. I poniekąd to się sprawdziło. Kiedy idziemy razem, a ja w dodatku mam związane włosy, ludzie zwracają się do nas: panowie. To się powtarza tak często, że już przestałam protestować.

 

Filmowiec czy przyrodnik?

Nie tak łatwo jest im określić to, co robią. Ich praca sytuuje się gdzieś pomiędzy przyrodą a nauką, między przyrodą a widzem.

– Przyrodnik będzie uważał nas za filmowców, prawdziwy filmowiec zobaczy w nas przyrodników. A my jesteśmy dla widza. To jemu mamy podać naukę jak na tacy, tak by nie czuł zmęczenia, by się wciągnął, żeby nie miał czasu zaparzyć sobie herbaty. Mamy świadomość pełnienia roli edukacyjnej. To jest zresztą naszym celem – wyjaśnia Jan spoglądając na żonę. Chociaż – dodaje – film jest jedną wielką mistyfikacją.

Bożena: Widz na coś się godzi siadając przed telewizorem. Nie ma świadomości, że jest oszukiwany. A to, że trzymamy się scenariusza, świadczy o szacunku dla widza.

Jan: Nie przesadzaj z tym szacunkiem. To jest szacunek dla nas samych, dla naszej pracy.

Dla Jana dobry film przyrodniczy to taki, po obejrzeniu którego nie może spać ani jeść, chodzi myśląc o zrobieniu lepszego. Swoją pracę nazywają interpretowaniem przyrody. Ale nie chcą manipulować przyrodą. Oglądali kiedyś francuski film Niedźwiedź. Była tam scena, w której niedźwiedź wchodzi na drzewo i wyjada miód. Później dowiedzieli się, że miś miał dublerów. Przypomina się scena z Samych swoich z farbowaną świnią...

– Trzeba być bardzo ostrożnym w podreżyserowywaniu przyrody, bo stu widzów krzyknie: brawo! a sto pierwszy zapyta, czy to na pewno ten sam niedźwiedź.

 

Poematy światła i cienia

Jan jest wizjonerem. Sam konstruuje niektóre urządzenia do filmowania. Próbuje trochę przeskoczyć czas, technikę.

Jest niecierpliwy. Chce mieć wszystko od razu. Łamie stereotyp przyrodnika-filmowca, który latami potrafi czekać na jedno ujęcie. Różni też filmy Walencików od filmów przyrodniczych realizowanych kiedyś – dynamika, dramaturgia (budowana jak w dobrym kryminale), szybkie sceny, szybki montaż. No i odpowiednia muzyka, podsycająca atmosferę.

Zdaniem Jana zasadnicza różnica między realizacją filmu fabularnego a przyrodniczego to uzależnienie od czasu. l choć czas ważny jest dla obu gatunków – w filmie przyrodniczym nie ma miejsca na duble. Nie zdążą – to będą czekać do następnego sezonu.

– Robienie filmu przyrodniczego to nie kończąca się walka z czasem. Liczymy życie na sezony. Jesteśmy podporządkowani naturalnemu rytmowi przyrody – mówi Jan. Najdłużej kręcili Tętno pierwotnej puszczy: trzy lata. Budzili się codziennie ze strachem w oczach.

Nie chcą robić filmów o kolejnych porach  roku, tak jak inni. Nie chcą robić filmów, wyliczających zwierzęta mieszkające w puszczy i rośliny, bo to do niczego nie prowadzi. Chcą mówić o problemach tych zwierząt, o życiu roślin. Nie narzekają na swoich aktorów, no, może jedynie rośliny trudniej jest ożywić, ale od czego zdjęcia poklatkowe. Zwierzęta to naturalni aktorzy.

– Nasze filmy są siermiężne. To nie jest wada. W porównaniu z produkcjami zachodnimi, które określiłbym mianem sterylnych, nasze są nieokrzesane w formie i sposobie opowiadania. I myślę, że przez to żywe. Choćby operowanie światłem. Nie używamy specjalnych filtrów, poza szarym, neutralnym, polaryzującym – mówi Jan.

Światło w filmach Bożeny i Jana Walencików nie jest efektem, lecz częścią historii, jaką opowiadają. Przed laty o fotografiach Puchalskiego pewien recenzent napisał, że są poematami światła i cienia. Walencikowie żartują, że w czarno-białej fotografii łatwo jest stworzyć poemat. Jan jest również fotografem, czerń i biel bardzo go interesuje. Planuje nawet wykorzystać ją w filmie, ale jedynie dla zaakcentowania pewnych zjawisk, na przykład dla pokazania środowiska, które obywa sie bez światła dziennego, choćby wnętrze mrowiska. Bożena jest specjalistką od dźwięku.

– Muszę wiedzieć. jakich dźwięków należy spodziewać sie w danym środowisku. Przed dziesięciu laty miałam problem z psami w Białowieży, bo ich szczekanie nagrywało się na taśmy. A od kiedy otwarto nad Białowieżą korytarz powietrzny Warszawa-Moskwa, co chwila przelatują samoloty – mówi. Innym problemem Bożeny są na przykład sójki, którym zdarza się naśladować myszołowa.

Walencikowie używają wyłącznie kamer filmowych, nagrywają na taśmach super 16 mm (największa rozdzielczość obrazu), dźwięk jest cyfrowy, stereofoniczny. Właśnie kupują kamerę do szesnastokrotnych zwolnień. Technika jest dla nich bardzo ważna. Sporo kosztuje, najwięcej taśma, jednak w sprawach technicznych nigdy nie pójdą na ustępstwa. Nie chcą schodzić poniżej pewnej jakości obrazu i dźwięku dla obniżania kosztów produkcji.

– Czasami ludzie mówią, że pokazujemy puszczę ładniejszą niż jest w rzeczywistości. Pewien leśnik powiedział mi nawet, że odwiesi swoją strzelbę, bo przez czterdzieści lat chodził tymi drogami, a tego wszystkiego nie zauważył.

– O znowu przyleciała! – mówi Jan zauważając w oknie szerszenia. Tak, ona, bo wie od razu, że to samica...

Bożena: Ona kręci się tu od kilku dni.

– To jakiś znany państwu szerszeń? – pytam.

Bożena: Tu jest dużo znajomych zwierząt. Jest dzięcioł, który nazywa się Wstydliwy.

Jan: To ty nazywasz go Wstydliwym.

Bożena: Ja? On się naprawdę nazywa Wstydliwy!

W styczniu 2000 roku zaczynają realizować nowy projekt, największy z dotychczasowych. Będzie to kręcona dla TVP czternastoodcinkowa Saga o prastarej puszczy. Produkcja potrwa sześć lat. Stąd też potrzeba domu i studia w Białowieży. Każdy odcinek będzie miał swojego bohatera.

– Interesuje nas studium indywidualnego przypadku. Wybraliśmy czternaście gatunków roślin, grzybów i zwierząt. Bohaterem pięćdziesięciominutowego filmu będzie na przykład mrówka, jedna spośród tysięcy osobników jednego mrowiska – zdradza Jan.

Innym pomysłem na ten film jest pozbawienie go komentarza. A to narzuca zupełnie inny sposób opowiadania i filmowania, trudniejszy. Na rzecz filmu zakładają też hodowlę różnych gatunków, ale nie będzie to miało nic wspólnego z tresurą. Ich saga będzie przyrodniczym filmem fabularnym, w przeciwieństwie do produkcji Disneya – fabularnych filmów przyrodniczych. Walencikowie nie zgadzają się, że Microcosmos był filmem fabularnym. Mówią, że był to kinowy film przyrodniczy, a jedyna nowość – to użycie taśmy 35 mm.

Ich religia

Przyroda jest religią Walencików. Wierzą w duszę puszczy.

– Profesor Witold Koehler, leśnik, mówił, że puszcza jest symfonią zdrowia, siły i nieśmiertelności. Mam świadomość, że depczemy po historii. Tak wyglądało pragniazdo naszych przodków. Ta puszcza to ostatnia pozostałość lasów, które pokrywały Europę przed tysiącami lat. To las, którego nie sadził człowiek. Tu Europa ma swoje korzenie – tłumaczy Jan.

Bożena w wywiadzie dla pisma Sycyna powiedziała: Śmierć jest wpisana w puszczę, bez niej nic nowego by nie powstało. Tak samo jak z piorunem, który powali drzewo, ale na to miejsce pojawi się nowe, może jeszcze silniejsze... Śmierć i wieczne trwanie są zatem tematami filmów Bożeny i Jana Walencików.

A kim są oni sami?

Jan: Jesteśmy duszą puszczy, bo to my ją odbieramy, my nią oddychamy, my nią żyjemy. Idąc, czujemy na sobie tysiące oczu jej mieszkańców – zwierząt. My ich nie widzimy, lecz one śledzą każdy nasz krok.

Remigiusz Grzela

 

Najważniejsze filmy Bożeny i Jana Walencików:

Symbioza? – Nagroda Specjalna LOP na 4. Festiwalu Filmów Przyrodniczych, Łódź 1987.  
Tajemnica kwiatów – Pierwsza Nagroda na 5. Festiwalu Filmów Przyrodniczych, Łódź 1989.
Powszedni żywot jeleni – Pierwsza Nagroda na 6. FFP, Łódź 1991.
Kraina wody, piasku i wiatru – Nagroda Specjalna na 6. FFP, Łódź 1991, Nagroda Złotego Orła, Pierwsza Nagroda Dziennikarzy, Dyplom Honorowy na 5. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych o Parkach Narodowych – Włochy 1991 r,
Bobrze, czy na Wigrach jest dobrze? – Nagroda Specjalna na 7. Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych o Parkach Narodowych – Włochy 1993 r.
Tętno pierwotnej puszczy – Nagroda za najlepszy film – XXI Międzynarodowy Festiwal Filmu Turystycznego, Mediolan 1996 r.
Niekończący się wyścig – I Nagroda na FFP, Łódź 1998.
Puchalszczyzna
Ostatnia Puszcza – nagrody w: Mińsku, Sondrio (Włochy), Kopenhadze, Szanghaju.
Wody śródlądowe – Merit Award for Excellent Footage, Merit Award for Scientific Content - Missoula '99 – USA.
Ostatnie lasy w serii Żyjąca Europa – nagroda w Montanie 1999.

CYTAT. Tekst zKina, nr 7–8 1999 r.