ODKRYWAMY ŚWIAT NATURY PO SWOJEMU

FILMY FOTOGRAFIE SŁOWA DŹWIĘKI

STRONA  ARCHIWALNA  (sprzed 2022 r.)

30.10.2020 r.

Odszedł Profesor Wiesław Walankiewicz

A001772. Dr Wiesław Walankiewicz podczas badań dziuplaków na powierzchni Wejściowej. Białowieski Park Narodowy, 13.06.1993 r. © Jan Walencik 2020. 

Wczoraj, 29 października, zmarł nagle dr hab. Wiesław Walankiewicz, prof. Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach. Ornitolog, zoolog, ekolog, nauczyciel i wychowawca wielu roczników studentów, kierownik Katedry Zoologii, wieloletni pracownik Instytutu Nauk Biologicznych. W czasach stanu wojennego był czynnym opozycjonistą, z tego powodu został internowany. W 1984 r. współtworzył pierwsze w Siedlcach opozycyjne radio Solidarność. Zmarł w wieku 71 lat.

W latach 2016 – 2018, ale też przedtem i potem, włączył się czynnie w obronę Puszczy Białowieskiej przed wycinkami. Apelował o objęcie całej puszczy parkiem narodowym.

Od 1975 r. był – obok Ludwika Tomiałojcia i Tomasza Wesołowskiego – jednym z filarów zespołu wieloletniego monitoringu ptaków Białowieskiego Parku Narodowego. Niedawno pożegnaliśmy Profesora Ludwika Tomiałojcia. Kto mógł przypuszczać, że po kilku miesiącach odejdzie drugi z tej Wielkiej Trójki – Profesor Wiesław Walankiewicz.

Znałem Wiesia od początku lat 80., kiedy pracowaliśmy w tej samej uczelni w Siedlcach. Dzięki Niemu poznałem cały zespół ornitologów – WROCŁAWIAN. W moim pożegnaniu Ludwika Tomiałojcia pisałem, jak to się wtedy odbyło nocną porą. Na drugi dzień, 19.06.1983 r. Wiesio zrobił coś, co w znacznym stopniu zadecydowało o mojej przyszłej twórczej pracy filmowej i fotograficznej. Ponieważ zadeklarowałem wcześniej, że sfotografuję całą serię typowych środowisk puszczańskich do przygotowywanego przez Wielką Trójkę artykułu naukowego o ptakach środowisk pierwotnych, Wiesio zaprowadził mnie do BPN-u.

Znałem już wtedy troszkę Park Narodowy, ale takiego Parku nie znałem. Pokazał mi Katorgę, niesamowity kawałek puszczy nazwany tak przez trzech badaczy, gdzie wielość wykrotów, wiatrowałów itp. barykad z leżących pni uniemożliwiała wręcz wędrówkę. Przez pół godziny można było przejść zaledwie sto metrów. Ten obraz wywarł na mnie niezatarte wrażenie i nigdy, po dziś dzień, nie wyszedł mi z głowy.

Potem Wiesio podbił stawkę: w borze mieszanym na Centralnej (kolejnym rejonie ptasich badań) zaprowadził mnie w pobliże gniazda bocianów czarnych, położonego niewysoko w rozwidleniu dębowego pnia. Staraliśmy się być niewidoczni. Po kwadransie zza drzew spłynął na gniazdo wielki bocian czarny i zaczęło się długie karmienie młodych. Ściął mnie z nóg ten nadzwyczajny spektakl: kwintesencja pierwotności. To właśnie wtedy poczułem nad wyraz silny zew, poczułem dobitnie, że moja dusza jest stąd, z tego dzikiego lasu…

Przyrzekłem sobie wówczas, że kiedyś wrócę tu z kamerą filmową. I tak zrobiłem – po wielu latach starań. Ale tamtego dnia dzikie ostępy Białowieskiego Parku Narodowego stały się najcudowniejszym naturalnym artystycznym atelier dla fotografa i filmowca.

Wielokrotnie potem Wiesio powtarzał tę pożyteczną sztukę uwodzenia dziką naturą. Zawsze miał dla nas czas, dla naszych prac filmowych, fotograficznych. Nigdy, ale to nigdy nie odmówił pomocy. Nade wszystko był serdecznym, ciepłym i bardzo przyjaznym człowiekiem.