ODKRYWAMY ŚWIAT NATURY PO SWOJEMU

FILMY FOTOGRAFIE SŁOWA DŹWIĘKI

STRONA  ARCHIWALNA  (sprzed 2022 r.)

30.12.2021 r.

Pożegnanie Hani Puchalskiej

E041421. Anna Puchalska-Żelewska w Białowieskim Parku Narodowym, 29.10.2010 r. © Jan Walencik 2021.

Kiedy nagle odchodzi ktoś bliski, żadne słowa nie są w stanie opisać głębi zaskoczenia, niezgody, żalu, smutku i bezsilności nas żyjących. Hania była bardzo bliską nam Przyjaciółką…

Już nie ma Jej głosu w telefonie, nie ma śmiechu, dziesiątek wymienianych myśli, pytań, odpowiedzi, Jej życzliwości i troski. Nie ma planów wspólnych spotkań, wyjazdów, z niecierpliwością oczekiwanego bywania u siebie. Nie ma Jej ciepła. Wszystko zgasło. Jest przygnębiająca pustka i powracające pytanie dlaczego?


ANNA PUCHALSKA-ŻELEWSKA, nasza HANIA, czyli DUDUŚ, odeszła nagle 17 grudnia 2021 roku. Miała 62 lata…

Poznałem Hanię dawno, dawno temu w Krakowie, w domu rodzinnym przy ulicy Sarnie Uroczysko, gdzie mieszkała Jej mama, Alana Puchalska. To było kilka lat po śmierci Jej taty, Włodzimierza Puchalskiego, który pozostał na zawsze na antarktycznej Wyspie Króla Jerzego, obok Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego.

Wiele lat później Hania opowiadała nam, z jakim sentymentem wracała teraz pamięcią do swych dziecinnych lat, do domowego ciepła, do wspomnień rodzinnych rytuałów, wspólnych wypraw z rodzicami, no i do tych setek zwierzaków, jakie przewinęły się przez dom Puchalskich w Krakowie. Miała przyrodę, wielką atencję do niej, we krwi. Nie mogło być inaczej, wszak tata – Włodzimierz Puchalski był naturalistą na wskroś. Po mamie Alanie Puchalskiej odziedziczyła talenty plastyczne.

Hania ogromnie lubiła wspominać, jak to tata – gdy była kilkuletnim, ruchliwym dzieciakiem robiącym wielkie, zdziwione oczy – nazwał ją DUDKIEM, na podobieństwo niesfornego ptaka. Ponieważ duchowo bardzo nas połączyła przygotowywana przeze mnie monografia Puchalszczyzna i związana z nią moja znajomość spraw rodzinnych, miałem od Hani przyzwolenie, a właściwie zachętę, by często wracać do tamtych lat Jej młodości. Nie raz, dla żartu, przytaczałem całe frazy – niepublikowane wypowiedzi Jej taty. Sprawiało to Jej wielką przyjemność. Kiedyś, też dla hecy – jak mawiał Włodzimierz Puchalski – zacząłem naszą rozmowę od słów cześć Dudusiu. Hania zasmakowała w tym natychmiast. Odtąd wszystkie nasze rozmowy zaczynały się tak właśnie. Ech…

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Włodzimierz Puchalski z siedmiomiesięczną Hanią. 10.08.1959 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Świąteczne prezenty – Hania, Włodzimierz i Alana Puchalscy. 24.12.1964 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Dwuipółletnia Hania Puchalska z oswojonym gilem. 07.1961 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Hania Puchalska z oswojonym zającem Lopkiem. 1964 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Alana Puchalska z Hanią. 07.1961 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Alana, Hania i Włodzimierz Puchalscy w okresie świąt Bożego Narodzenia. 12.1962 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Hania Puchalska z aparatem Praktina FX. 1962 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

Ilustracja z monografii Puchalszczyzna. Hania Puchalska z kotką Basią. 1964 r. © ŻUBROWA 10 JAN WALENCIK 2021. 

W lutym i w marcu ubiegłego roku, kiedy moja monografia życia i dzieła Włodzimierza Puchalskiego pt. Puchalszczyzna była już niemal gotowa, Hania była pierwszą osobą (poza korektorami), która poznała treść obydwu 700-stronicowych książek. Zaskoczyła mnie całkowicie, kiedy zadzwoniła natychmiast po przestudiowaniu pierwszej, biograficznej części. Powiedziała nie tylko, że jest pod wrażeniem rozległości tej pracy i wszechstronnego potraktowania wielu puchalskich aspektów (o czym zresztą doskonale wiedziała wcześniej), ale że dzięki Puchalszczyźnie nareszcie uporządkowała sobie historię swojej rodziny i poznała fakty oraz sprawy, o których dotąd nie miała pojęcia. Byłem Jej za to bardzo wdzięczny – trudno wyobrazić sobie lepszą ocenę dla biografa, niż taką właśnie, płynącą od osoby najbliższej Włodzimierzowi Puchalskiemu, Jego Córki.

Po tamtym telefonie rozmów na temat Puchalszczyzny było mnóstwo. Przez długie tygodnie budzącej się wiosny rozprawialiśmy niemal codziennie o zdarzeniach z życia Ojca Hani i z życia Jej samej. Była bardzo przejęta i dumna z tego, że Jej Ojciec będzie uhonorowany tak wielką, tak obszerną i wyczerpującą monografią, rodzajem – jak to mówiła – pomnikowego wręcz uhonorowania życia i dzieła Puchalskiego. Przez lata przygotowywania Puchalszczyzny Hania niosła mi nieocenioną pomoc, nie mogło zresztą być inaczej. Wiedziała dobrze, że tą dwutomową książkową monografią spłacam dług wdzięczności wobec Jej Mamy, nieodżałowanej Alany Puchalskiej. Bo dawno temu, w 1985 roku, kiedy podejmowałem rozprawę doktorską pt. Włodzimierz Puchalski – życie i dzieło. Fenomen twórczy, to właśnie Alana zaufała mi, udostępniając całą spuściznę po mężu i powierzyła wielką sprawę utrwalenia Jego pamięci. Potem, przez kolejne lata przyjaźnie i z przekonaniem dopingowała mnie do działania. Za Jej życia zdążyłem zrealizować film biograficzny Puchalszczyzna, a obiecaną dawno monografię książkową – latami przekładaną za sprawą moich kolejnych produkcji filmowych i przedsięwzięć fotograficznych – ukończyłem dopiero teraz.

Bardzo ubolewam nad tym, że Anna Puchalska-Żelewska nie doczekała się opublikowania Puchalszczyzny, gasnąc tak nagle. Wciąż szalejąca pandemia COVID-19 i związana z nią trudna dla nas sytuacja wydawnicza nie tylko nie sprzyja temu przedsięwzięciu, ale spowodowała, że potencjalni współwydawcy, mecenasi i promotorzy, jak dotąd wycofali się. Mieliśmy z Hanią wielkie wspólne plany: jak to będzie wyglądała premiera monografii, jak potem zacznie się intensywna popularyzacja sylwetki Jej Ojca i kolejne akty budowania trwałej pamięci o Nim. Planowaliśmy, by zaraz po opublikowaniu twardej, książkowej wersji Puchalszczyzny pojawiła się wersja elektroniczna, czyli e-booki. Była nawet mowa o przyszłej Fundacji im. Włodzimierza Puchalskiego, o konkursach i nagrodach Jego imienia… I nagle, jednego dnia, wszystko to odeszło w cień, jakby straciło na znaczeniu. 

Droga Haniu, chcę powiedzieć, że tak szybko, jak potrafię, zrobię wszystko, by nasza Puchalszczyzna zobaczyła światło dzienne. By ta ogromna i wyczerpująca wiedza o życiu i dziele Włodzimierza Puchalskiego dotarła do jak największego grona Polaków. Wierzę, że ten sposób przetrwa pamięć o Twoim Ojcu, Twojej Mamie, Twojej Rodzinie i… o Tobie. Tak będzie.


Żegnaj Przyjaciółko, żegnaj Dudusiu…