ODKRYWAMY ŚWIAT NATURY PO SWOJEMU

FILMY FOTOGRAFIE SŁOWA DŹWIĘKI

STRONA  ARCHIWALNA  (sprzed 2022 r.)

Wywiad prasowy: We wszystkich filmach obecna jest Polska. Puszcza Walencików

Gazeta Współczesna, 02.04.1999 r.

CYTAT. Fragment wywiadu – Krystyna Konecka: We wszystkich filmach obecna jest Polska. Puszcza Walencików. Źródło: Gazeta Współczesna, 02.04.1999 r.

CYTAT. Cd. wywiadu – Krystyna Konecka: We wszystkich filmach obecna jest Polska. Puszcza Walencików. Źródło: Gazeta Współczesna, 02.04.1999 r.

We wszystkich filmach obecna jest Polska

Puszcza Walencików

 

Gdzie i kiedy trzeba było się urodzić – pyta Jan Walencik w swoim filmie pt. „Puchalszczyzna” – w jakim otoczeniu dorastać, pod jakimi być wpływami, by zostać Puchalskim?

Gdzie i kiedy trzeba było się urodzić – pytam Bożenę i Jana Walencików – w jakim otoczeniu dorastać, żeby zostać Walencikami.

KRYSTYNA KONECKA

 

– Trzeba była znaleźć książkę Puchalskiego, zresztą zieloną, jak powiedziałem za Iwaszkiewiczem w filmie Puchalszczyzna, ze zdjęciami patynowanymi na zielono. Kiedy ją zobaczyłem, jeszcze w liceum, tak mnie to jakoś wzruszyło, i zostało w tej głowie Jasia. Tak mnie wciągnęło, że zaraziłem tym moją żonę…

– Zupełnie – potwierdza pani Bożena. – Nie miałam żadnego pociągu do pracy w przyrodzie, która kojarzyła mi się zawsze z chodzeniem w gumowych butach.

Pięcioodcinkowy, fascynujący serial telewizyjny pt. Tętno pierwotnej puszczy przyniósł Walencikom międzynarodowe uznanie i liczne nagrody. Album pod tym samym tytułem (pół tysiąca kolorowych fotografii) rozszedł się na pniu: w Wydawnictwie Muza przygotowywane jest wznowienie w wersji polskiej i angielskiej. W rok po nim ukazał się kolejny: Dolina nieujarzmionej rzeki o Biebrzańskim Parku Narodowym.

Z Fundacji Upowszechniania Nauki Polskiej (agendy Polskiej Akademii Nauk) Walencikowie otrzymali główną nagrodę im. Hugo Steinhausa.

W ub. roku, w ramach przeglądu filmów przyrodniczych im. W. Puchalskiego w Łodzi Tętno pierwotnej puszczy otrzymało Grand Prix za reżyserię, nagrodę główną im. Czecza dostał Jan Walencik za zdjęcia, a Bożena Walencik – I nagrodę za dźwięk do tego filmu. Na międzynarodowym festiwalu filmów dokumentalnych w Szanghaju – w kategorii programów przyrodniczych przyznano Walencikom dwie nagrody (Złote Magnolie): za najlepszy pomysł na film przyrodniczy i za najlepsze zdjęcia. Ten film to Ostatnia puszcza, półgodzinny skrót Tętna…, z paroma zdaniami komentarza. Ten sam film zdobył nagrodę specjalną za zdjęcia na międzynarodowym festiwalu o parkach narodowych w Sondrio we Włoszech oraz wyróżnienie na festiwalu w Danii. Za sukcesami, gdzieś poza kadrem filmowym stoi niewyobrażalna praca, o której Walencikowie mówią: nie wykonujemy jej za karę, tylko dlatego, że nam się chce.

Opowiadają o dwóch światowych firmach – BBC Natural History Unit w Bristolu i National Geographic – które zrobiły tyle dobrego w filmie przyrodniczym, że rozbestwiły trochę widzów.

– Oni już nie pokazywali: oto jest przyroda, tylko wyjaśniali jak ona działa, czym to się objawia, jakie to są mechanizmy. I my w tym towarzystwie, w takim rozumieniu filmu przyrodniczego, próbowaliśmy znaleźć się z naszym Tętnem… Teraz jest kolejny krok, nie zdradzimy jaki, żeby nie spalić całej tajemnicy przyszłej roboty. Natomiast niewątpliwie te kolejne etapy będą pojawiały się coraz częściej w tempie przyspieszonym, bo taka jest ewolucja współczesnego patrzenia na przyrodę.

– Na początku byłem samowystarczalny, a teraz musimy filmować we dwoje – twierdzi pan Jan. – Właściwie nawet we troje, z niezastąpionym asystentem, Krzysztofem Komarem. Nasz 21-letni syn Maciej nie chce robić filmów przyrodniczych. Pomóc może, owszem, był nawet z nami w Skandynawii na zdjęciach, ale nie chciałby pracować na stałe. Jego pasją jest historia, w niej się odnajduje.

Walencikowie znakomicie uzupełniają się, co widać w filmach i teraz, po wieczornym spotkaniu w hajnowskim Domu Kultury, kiedy trzymając się za ręce opowiadają o swoim twórczym życiu.

– Te nagrody to zasługa lasu – mówi Jan Walencik.

– To nie nasze filmy są wyjątkowe. To puszcza jest wyjątkowa – dodaje pani Bożena, ale ona i mąż wiedzą najlepiej, jak poezja puszczańskich wizerunków przekłada się na prozę realizacji filmu. Czasem jest to harówka, bo cały sprzęt trzeba taszczyć na własnych plecach, rzadziej rowerem lub wozem konnym.

– Niektórzy turyści mówią, że nie widzą w lesie tych zwierząt, które są na filmie – mówi Jan Walencik. – Ja proponuję: godzina czwarta, piąta, albo w lesie nawet druga, proszę bardzo do lasu, po cichutku, pod wiatr i wtedy można oglądać zwierzynę. Do wielu ujęć używamy zwierząt, których nie nazywamy oswojonymi (bo te kojarzą się nam ze zwierzętami cyrkowymi), tylko – przyswojonymi. Czasem są to hodowle robione specjalnie dla nas. Korzystamy też z pomocy naukowców, zresztą pomaga nam wielu ludzi, którzy badają przyrodę.

Mówię, że lepsze czasy nastały dla wybitnych.

– My jesteśmy wybitni – żartują Walencikowie – bo nie ma konkurencji. Przyrodę filmują nieliczni. Taki film kosztuje niemało, wymaga sporo czasu i specjalnych technik zdjęciowych, co jeszcze bardziej podwyższa koszty. Teraz nie ma chętnych, żeby przez kilka lat robić film przyrodniczy i na tak długi okres zainwestować pieniądze. Były czasy, że byliśmy prawie na minusie. Np. policzyliśmy, że po trzech filmach: Tropem łosiaPowszedni żywot jeleni Daniele mogliśmy kupić sobie tylko motorower.

A z domu do Puszczy Białowieskiej daleko. Pan Jan urodził się w Kazimierzu Dolnym, pani Bożena na Podlasiu, w Mordach. Mają wolny zawód, od kilkunastu lat współpracują z działem programów przyrodniczych Telewizji Edukacyjnej TVP1. Właśnie tam zrealizowali pięcioczęściowy serial przyrodniczy Tętno pierwotnej Puszczy. Serial, który okazał się sukcesem.

– Przystępowaliśmy do Tętna… z głęboką świadomością, żeby nie robić kolejnej wyliczanki roślin, grzybów, zwierząt, bo to już było. Musieliśmy przygotować pierwszorzędną dokumentację, sporo poczytać, kontaktować się z ludźmi różnych profesji, głównie przyrodnikami, leśnikami, historykami. To wszystko zaowocowało scenariuszem, który bardzo długo szlifowaliśmy. Kiedy już był czytelny, i akceptowany przez dział programów przyrodniczych Telewizji Edukacyjnej, przystąpiliśmy do jego rozbudowywania. Potem był scenopis.

Robili ten film tak, jak robi się film fabularny dla kilkunastu sekund potrafią poświęcić kilkadziesiąt dni. To jest jakby odpowiedź na pytanie, dlaczego w Tętnie… wszystko rusza się z sensem, żyje, jest tam konsekwencja, akcja, która trzyma widza.

– Jak ma być deszcz, to musi być deszcz – mówi Walencik. – Czasem pomagali nam nawet strażacy. Przedtem nie raz obserwowaliśmy, specjalnie, na liściach, jak wygląda skapywanie, i powtórzyliśmy to z nimi. Dlaczego? Dlatego, że trzeba było zamykać odcinek filmu, bo okres produkcyjny jest rzeczą świętą. Budżet nie poddaje się przyrodzie. Jest susza od kilku tygodni, a ja muszę mieć deszcz przed kamerą. Mieliśmy takie założenie na samym początku: robimy wszystko, żeby widz nie miał czasu na wyjście do kuchni i zrobienie sobie kawy.

W międzyczasie zrobili dwa filmy do serii Żyjąca Europa, którą wykonywało kilkanaście telewizyjnych stacji europejskich i jedna amerykańska, z Bostonu. Podzielone na połowy, są prezentowane obecnie w czterech odcinkach w I programie TVP w serii Zwierzęta świata. Jeden film Walencików nazywa się Ostatnie dzikie lasy, drugi Słodkie wody Europy. W obydwu obecna jest Polska.

– Staraliśmy się jak można, pokazać puszczę, którą zajęła gros miejsca w odcinku o lasach – mówią. – A w odcinku o wodach główną rolę grają bagna biebrzańskie. Wielu widzów Europy obejrzało tę serię i już zaczęła się emisja na kontynencie amerykańskim. Zależy nam bardzo, żeby ludzie dowiedzieli się, że jest to ostatni kawałek nizinnego europejskiego lasu stworzonego przez naturę. Zawsze będziemy się podpisywali czterema rękami pod tym, że jest to skarb. Świątynia.

– Szkoda, że Tętno pierwotnej Puszczy ani razu nie było pokazywane w białostockiej telewizji, chociaż to jest film promujący ten region – mówi pani Bożena.

Co dalej?

– Chcielibyśmy mienić się mieszkańcami Puszczy Białowieskiej. Po Tętnie…, trochę przez zasiedzenie, zostaliśmy w Białowieży i dobrze tu nam tak, że nie chcemy już nigdzie wyjeżdżać. Pragniemy, żeby tu był nasz dom – zwierza się pan Jan. – Przez najbliższych sześć lat mamy zamiar robić 14-odcinkową serię, związaną z puszczą.

Nie twierdzą, że położyli kamień milowy. Może kamyczek. Ale mają świadomość, że coś zmienili w filmie i przyrodzie. Jan Walencik opisuje to w powstającej właśnie książce Jak zrobiliśmy „Tętno pierwotnej puszczy”:

– We wstępie piszę, jak pierwszy raz wszedłem do ścisłego rezerwatu. Dla mnie to jest świątynia. Zaraz kończę pisanie, ponieważ wiosna zacznie nas za chwilę wołać do zdjęć.

CYTAT. Teksty z Gazety Współczesnej,  02.04.1999 r.