ODKRYWAMY ŚWIAT NATURY PO SWOJEMU

FILMY FOTOGRAFIE SŁOWA DŹWIĘKI

STRONA  ARCHIWALNA  (sprzed 2022 r.)

01.04.2020 r.

Zostałem emerytem: to niemożliwe!

To nie prima aprilis, choć wypadło akurat w prima aprilis. Powiem szczerze: celowo wybrałem ten dzień jako początek emerytury, bo zgodnie z prawem (!) mogłem sam ustalić ten przełomowy moment (po osiągnięciu wieku rzecz jasna). Naturalnie z przekory, bo mój duch nie chce przyjąć do wiadomości, że tyle już lat zleciało. Bo czuję, że wiele jeszcze do zrobienia przede mną, tak wiele pięknych i oby pożytecznych rzeczy do stworzenia.

Pewnie, że siły już nie te, co przy pierwszym serialu Tętno pierwotnej puszczy, a i nie te same, co przy rozpoczętej 22 lata temu Sadze prastarej puszczy. Ale w głowie – za nieodżałowanym Panem Przyborą i Panem Wasowskim – ciągle maj. Ponieważ obydwaj Eksperci wyłożyli jasno, dlaczego życie staruszka jest (powinno być?) wesołe, przyjąłem Ich diagnozę za imperatyw. Od pierwszych chwil dzisiejszego znamiennego dnia z całych sił staram się zastosować do tego prawa, ale nic a nic mi nie wychodzi. Chociaż… Już wiem: Panom Klasykom nie chodziło o wesołość, że tak powiem głupkowatą (wesołkowatość?), ale o stan ukojenia ducha. O radość płynącą ze spokoju, że nie trzeba już pędzić, nie trzeba niczego udowadniać, że ma się wreszcie wspaniałą wolność i czas na najbardziej świadome i wymyślne przeżywanie. Dodałbym: na najbardziej świadome tworzenie, poparte latami życiowego i zawodowego doświadczenia.

Rekapitulując: niczego nie kończę, dopiero zaczynam twórczą przygodę życia! Czuję, że przyszła do mnie wiosna. Tak jak wiosną życia nazywamy lata młodzieńcze, to u mnie teraz ani chybił wiosna druga, czyli wiosna staruszka. Bo intuicyjnie znalazłem w sobie powód, który będzie trzymał mnie przy życiu przez najbliższe lata i… odmładzał, przynajmniej duchowo. To moje twórcze odrodzenie właśnie nazwałem po imieniu:


CZAS  NA  NOWĄ  PASJĘ!
FOTOGRAFIA  ARTYSTYCZNA  (Z  NATURY…).


Oto co mnie trapi i będzie pochłaniało całkowicie od teraz. Wracam do mojej kochanki, z którą kiedyś zacząłem twórczą przygodę – do FOTOGRAFII. Teraz pragnę, by była to fotografia w pełni świadoma, kształtowana wyłącznie moją ekspresją (emocjami i rozumem), ale wciąż studiująca świat natury. Dlatego, z pełną świadomością pragnę uprawiać do cna osobistą, czyli SUBIEKTYWNĄ FOTOGRAFIĘ ARTYSTYCZNĄ. Koniec, kropka. Ta wizja doprawdy ma dla mnie moc odrodzenia.

9-letni Janek Walencik z psem Pimpkiem. Kazimierz Dolny, 08.1964 r. © Henryk Dębski 2017.  

E54847. 64-letni Jan Walencik. Tatry, Dolina Kościeliska, 23.09.2019 r. © Bożena Walencik 2020.

Dlaczego fotografia, a nie film? Będę szczery: film mnie (nas) zmęczył. Zmęczyły ostatnie lata, kiedy próbowaliśmy wdrożyć do produkcji sześcioczęściowy serial przyrodniczy Z zapartym tchem i dwugodzinny kinowy film przyrodniczy Koncert życia. Ogromnie, ale to ogromnie pragnęliśmy stworzyć monumentalne dzieło, które pomieściłoby całe nasze najlepsze doświadczenia w filmowaniu polskiej przyrody, któremu chcieliśmy oddać wszystkie siły i soki. Przygotowywaliśmy się do tego starannie, metodycznie. Powstały wyczerpujące scenariusze i precyzyjne scenopisy. Zależało nam na najwyższej jakości artystycznej i technicznej, mówiąc wprost – na klasie. Przez kolejne miesiące i lata okazywało się, że na tym zależało tylko nam. Prowadziliśmy wiele rozmów, odbyliśmy masę spotkań z potencjalnymi producentami. Owszem, nasze przedsięwzięcie zwykle początkowo budziło duże zainteresowanie, ale gdy już chodziło o finansowanie tej produkcji, entuzjam stygł nagle, a potem rozpływał się. Za nic były nasze zapewnienia i ewidentne dowody w postaci wcześniej zrealizowanych i uznanych przez widzów filmów i seriali. Co tu dużo mówić, próbowaliśmy chyba przebić głową mur…

Przyznaję, to nas mocno zniechęciło. Konkretnie zniechęciło bezustanne przekonywanie, że nasze filmowe pomysły są cokolwiek warte, zniechęciła zależność od czyjegoś widzimisię. Wielokrotnie w naszym życiu potwierdzała się następująca reguła: zawsze, gdy mogliśmy liczyć wyłącznie na własny wysiłek – osiągaliśmy sukcesy, kiedy próbowaliśmy liczyć na innych – nie raz ponosiliśmy porażkę.

Możliwość samostanowienia zawsze uważałem za ogromny przywilej, jako nieodzowny warunek pracy twórczej, powoływania do życia dzieł aspirujących do miana ważnych i pożytecznych. Zaangażowane filmowanie przyrody, choćby najbardziej autorskie, jest mimo wszystko sztuką zespołową, zależną od decyzji wielu ludzi i mocno kosztowną. Oznacza to często, jak widać, rezygnację z ambicji autorskich i okrajanie kształtu artystycznego już na początku realizacji. To nie dla nas. Zawsze bardzo zabiegaliśmy o przywilej samodzielnego kształtowania naszych filmowych wizji i słono za to płaciliśmy. Być może jednak uznawano nasze propozycje za interesujące albo potrzebne.

Fotografia, osobista fotografia – to sztuka dla indywidualistów, zupełnie inna niż zespołowo produkowany film. Przyznaję, ta autorska niezależność fotografii zawsze mnie uwodziła. Po wszystkich gorzkich, ale wcześniej przepięknych doświadczeniach z filmem, uznałem wreszcie, że chcę oddać najlepsze umiejętności i pomysły powabowi FOTOGRAFII. Być może wspomaganej trochę przez FILM.

Wstępna wizja przedsięwzięcia artystycznego, nad którym obecnie pracuję – największego z naszych dotychczas zrealizowanych pomysłów – przenika mnie na wskroś, nie pozwala spać i jeść, prześladuje każdego dnia. Ale to z niej czerpię siłę i życiodajną pasję…